HP i Córka Voldemorta
|
| Data publikacji: 31-07-2007 Autor:Angel Kategoria:Na powa¿nie Ods³on:220 |
Uwaga!!!
To jest fragment mojej ksi±¿ki!
By³ ch³odny ranek. Szesnastoletni Harry leza³ na swoim ³ó¿ku i rozmyslal o ostanim roku w Hogwarcie. Nagle ciotka Petunia przerwa³a mu mysli.
-Wstawaj! Masz goscia!
Harry zdziwi³ siê kto to móg³ byæ ale postanowi³ sprawdzic. Zbieg³ na dó³ i zobaczy³ pana Weslaya.
-Witaj Harry
-Dzieñ dobry panie Weasley
Wuj Veron zrobi³ g³upia minê na widok powitania Harry’ego z panem Wesaleyem i znikn±³ za kuchenn± futryn±.
-No Harry, pakuj siê. Jedziesz ze mn± do Nory
Harry spakowa³ kufer i ju¿ po chwili by³ gotowy do wyjazdu
Pan Wesley wyci±gn±³ z kieszeni stary but i ju¿ po chwili wêdrowali do Nory
Harry spad³ na posadzkê przed kominkiem Weasley’ów ale szybko wsta³ i zobaczy³ odrobinê zamazana pania Wesley.
-Harry! Kochaneczku!
Pani Wesaley objê³a go z uczuciem.
-Gdzie Ron i Hermiona?
-Na górze
Harry wzi±³ swój kufer i ruszy³ ku schodom.
-Harry!-krzykn±³ kto¶ za nim
Odwróci³ siê do ty³u i zobaczy³ Freda. Fred podszed³ do niego i u¶cisn±³ mu d³oñ
-A gdzie George?
-Zosta³ w sklepie
-Aha. Ide na góre. Idziesz?
-Przyjde pó¼niej. Czekam na Percy’ego
-To on dzisiaj przyjedzie?
-Tak. Mam do niego pewn± sprawê. Idz do Rona i Hermiony. Czekaj± na ciebie.
Harry po¿egna³ siê z Fredem i ruszy³ na górê. Otworzy³ drzwi pokoju w którym zawsze spa³ i wszed³ do srodka. Na ³ó¿ku siedzia³a Hermiona a pod oknem sta³ Ron.
-Harry!-krzyknê³a Hermiona
-Przyjecha³e¶?
Ron odwróci³ siê w jego stronê i ruszy³ ku niemu. Hermiona uscisnê³a Harry’ego i usiad³a spowrotem na swoje miejsce. Harry postawi³ baga¿e ko³o szafy i usiad³ na drugie ³ó¿ko.
Na ³ó¿ku którym siedzia³ le¿a³ list do niego
-Co to? To do mnie?-zapyta³
-Tak. To list od Dambludorea. My tez dostali¶my ale tylko nasza trójka to dosta³a a szczególnie jest on przeznaczony dla ciebie- wyt³umaczy³a Hermiona
-Dla mnie?
-Tak- podkre¶li³ Ron
Harry wzi±³ list i otworzy³ go.
Drogi Harry
W tym roku w Hogwarcie zaistnia³a nie zreczna sytuacja dla ciebie i dla mnie. Poniewa¿ zrezygnowany Voldemort wys³a³ swoja córkê by ciê zabi³a. Przykro mi ale nie mog³em nic zrobic. Musia³em przyj±c ja do Hogwartu. Cokolwiek siê stanie jednak musisz w tym roku zjawic siê w Hogwarcie i poznac ja. S³ysza³em ze to nie wiarygodna dziewczyna ale z³a i odwazna bo to przeciez córka Voldemorta. Czekam na ciebie jutro w Hogwarcie.
Albus Dambludore
-Córka Voldemorta?! To jaki¶ ¿art-powiedzia³ Harry
-Nie. To nie jest ¿art.
-Sk±d Voldemort ma córke?!
-Voldemort mia³ ¿onê ale podobno ja zabi³.
-Ile ona ma lat?
-Tyle co my i chodzi z nami do klasy.
-I dopiero przysz³a do Hogwartu? To podejrzane
-Harry a nie uwazasz ze wszystko co robi Voldemort jest podejrzane?
-Uwazam
-Nie martw siê bêdzie dobrze. Nie zabije cie jak od razu wejdziesz do Hogwartu
-Miejmy nadzieje
-Dambludore twierdzi ze nie jest a¿ taka gro¼na
-To córka Voldemorta a Voldemort prze¶laduje mnie od dziecka!
-Angel podobno jest grozna, z³a ale jest odwazna i ma wielkie serce
-Wierzysz w to ze córka Voldemorta ma wielkie serce?!
-Wiem i wierze.
-Jestes smieszna Hermiono-powiedzia³ Harry i po³o¿y³ siê by odpocz±c a Ron i Hermiona wyszli z pokoju zostawiaj±c go samego
Nikt ju¿ nie budzi³ Harry’ego tego dnia tylko rankiem pani Weasley wpad³a do pokoju krzycz±c:
-Wstawac! Szykujcie siê do drogi.
Harry wsta³ zadowolony jak nigdy ale zaraz przypomnia³o mu siê co go czeka w Hogwarcie mimo to postanowi³ tam jechac. Zszed³ na dó³, zjad³ sniadanie, spakowa³ rzeczy i ruszy³ w kierunku samochodu. Przez ca³a droge Hermiona próbowa³a t³umaczyc Harry’emu ze wszystko siê u³ozy. On jednak jej nie s³ucha³. By³ myslami gdzie indziej. My¶la³ o tym jak bêdzie umiera³ i o tym czy bêdzie tak samo umiera³ jak jego rodzice. Nie zastanawia³ siê d³ugo nad tym co bêdzie pó¼niej. My¶la³ o ¶mierci i o niczym innym. Mysli Harry’ego jednak szybko siê skoñczy³y. Dojechali ju¿ na dworzec i nawet Harry siê nie spostrzeg³ a ujrza³ Express prowadz±cy do Hogwartu.Jego oczom rzuci³a sie wysoka dziewczyna o czarnych d³ugich w³osach z jasn± karnacja i piêknym u¶miechem. By³a skryta ale piêkna. Zegna³a siê z jak±s zakapturzona postacia. Czy to Voldemort? Nie!Co by mia³ robic tu Voldemort? Dziewczyna wesz³a do poci±gu.
-Harry!-szturchnêla go Hermiona
-Ju¿ ide.
Harry pod±¿y³ za Hermion± która wesz³a do prawie pustego przedzia³u. W przedziale siedzia³a tylko ta dziewczyna. Blizna zabola³a Harry’ego tak bardzo ze usiad³ naprzeciwko dziewczyny
-Kim jestes?-zapyta³a Hermiona
Dziewczyna wsta³a a Hermiona odsunê³a siê do ty³u tak gwa³townie ze o ma³o co wypad³a by na korytarz
-Uwazaj-powiedzia³a dziewczyna i za pomoca d³oni zamknê³a dzrzwi przedzia³u tak ze tylko Hermiona uderzy³a o nie.
-Dzieki. Jak to zrobi³as?
-Jestem Angel Charlotte Marvolo Riddle a wy?
-To ty jestes córka Voldemorta?-zapyta³ Harry
-Tak a za³oze siê ze pytasz mnie dlatego ze jestes Harrym Potterem i Dambludore poinformowa³ cie o tym wczesniej
-A niby sk±d to wiesz?
-Ja wszystko wiem
-Ty naprawde jestes taka sama jak Voldemort
-Znalaz³am bratni± duszê w tobie Harry
-Po co mam byæ twoja bratnia dusz± jak i tak mnie zabijesz
-A powiedzia³am ci ze to zrobie?
-Nie ale tak s³ysza³em
-Ale s³ysza³es to z moich ust?
-Nie
-To dopóki tego nie us³yszysz nie zabije ciê ale skonczmy ju¿ ten temat bo nie lubie rozmawiac o zabijaniu
Angel usiad³a na swoje miejsce gdy nagle do przedzia³u wszed³ Draco Malfoy
-S³ysza³em ze w tym przedziale znajduje siê córka Czarnego Pana. To prawda?
-Tak. Czego chcesz?-powiedzia³a wstaj±c Angel
-A gdzie masz ró¿d¿kê wielmozna pani Voldemortowo?
-Nie jest mi potrzebna. Mów czego chcesz i zmykaj st±d bo nie mam zamiaru tracic na ciebie czasu
-A na Harry’ego bêdziesz tracic?
-Je¶li jest tego wart to czemu nie?
-A jakbys tak da³a siê na ma³a walke zaprosic?
-Nie bêdê siê poni¿aæ do twojego poziomu a poza tym jak ju¿ walcze to tylko zabijam
-A co s³ychac u twojego ojca?
-Bierzesz mnie za wariatke?!Niech cie nie obchodzi co s³ychac u mojego ojca bo zaraz mogê powiedziec co s³ychac u twojego ojca. Bo u niego chyba nie za dobrze.Nie uwazasz?
-A co cie to interesuje?
-No w³asnie Malfoy co cie to interesuje?
-Pytam z ciekawo¶ci
-A czy ktos ci mówi³ ze ciekawo¶æ to pierwszy stopien do piek³a?
-Wiesz co a czy ktos ci mówi³ ze jestes taka sama g³upia jak ten ca³y twój ojciec?
-Crucio!
Malfoy upad³ na korytarz i szamota³ siê z zaklêciem
-Pamietaj Malfoy!Nigdy w mojej obecno¶ci nie obrazaj mojego ojca bo inaczej pokaze ci jak szybko siê umiera.
-Nie przyszed³em tu do ciebie! Tylko do Pottera!
-Czego chcesz Malfoy?
-Potter radze ci siê z nia nie zadawac bo cie zabije na polecenie Czarnego Pana. Jak chcesz troche pozyc to lepiej idz do innego przedzialu. Zabije ciebie tak samo jak twoich szlamowatych rodziców.-zasmia³ siê g³upio Malfoy i zwróci³ siê w strone korytarza
-Zaczekaj Malfoy-powiedziala Angel wstaj±c
-Co?
-Harry nie umiesz siê bronic?
-Po co mam z nim walczyc?
-Obrazi³ twoich rodziców.
-Niech se obraza. Mam to w nosie!
-Jak tak mo¿na?! Znam twoich rodziców.Widzia³am ich na jakim¶ zdjêciu.
-Dziwne ¿eby¶ nie zna³a.
-Przykro mi Harry,ale nie widzia³am ¶mierci Twoich rodziców i nie mog³am nic zrobic.
-Daj spokój . To nie twoja wina.
-Zabij go za to
-Malfoya?
-Nie. Mówie o Voldemorcie.
-Mówisz mi ¿ebym zabi³ twojego ojca?
-Tak bo on zabi³ ci rodziców.
-Malfoy bêdzie tu sta³?
-Wynos siê!Po¿niej pogadamy!
-O czym?
-Zobaczysz!Won!
Malfoy wyszed³ z przedzia³u a Angel usiad³a na swoje miejsce.
-Zauwazy³am ze niczego siê nie boisz.-powiedzia³a Hermiona
-A ty jestes Hermiona a to jest Ron tak?
-Tak
-Mo¿e i siê nie boje ale nie jestem w Hogwarcie przez przypadek.
-Wiemy po co tu jestes.
Angel spojrza³a na Harr’ego i spu¶ci³a g³owe
-Jestem inna. Nigdy nie by³am normalna. Voldemort wychowa³ mnie jak czarnoksiêzniczke. Nic ju¿ teraz nie mogê zmienic. Chocia¿ czasem chcia³abym byæ normalna.Nic nie mogê zrobic bo mam to.
Angel pokazuje d³on na której widni znak w kszta³cie litery „V”
-To znak ze jestem oddana Voldemortowi chocia¿ tak naprawde nie jestem. Nigdy nie zrobie tego co mi kaze a jak ju¿ zrobie to nie tak jak chcia³.
-Nie boisz siê ze cie zabije?-zapyta³ Ron
-Jestem niesmiertelna. Matka odda³a za mnie zycie i odda³a mi wszystk± moc.
-To tak jak…
-Twoja matka Harry. Wiem o tym. Voldemort pope³ni³ najwiêkszy b³ad w swoim zyciu ale teraz mo¿na ju¿ tylko czekac az ich dusze powróc±.
-Co?
Poci±g zatrzyma³ siê i Angel wysz³a na korytarz za nia poci±gnê³a siê piekna szata dziedziców Slytherina z god³em i napis Salazar Slytherin
-Ona ma wieczna szatê Slytherina!-powiedzia³a podekscytowana Hermiona.
-Daj spokój Hermiono! To córka Voldemorta.
-Ale jest w Gryfindorze a nosi szate z god³em Slytherina.
-Ju¿ ci powiedzia³em ze to córka Voldemorta i siê trzymaj od niej z daleka bo jeszcze zrobi ci krzywdê!
-Nie bêdziesz mi mówi³ co mam robic!Jest fajna i bêdê siê z ni± kolegowac bo przy niej jestem przynajmniej bezpieczna.-powiedzia³a obrazona Hermiona i ruszy³a do przodu.
W Wielkiej Sali panowa³o zamieszanie. Harry obserwowa³ ca³y czas Angel. Zdziwi³ siê ze wszystkich zna a wszyscy znaja ja. Angel w³asnie dyskutowa³a ze Snapem co Harry’ego bardzo zdziwi³o bo Snape by³ znacznie zadowolony. Usiad³ na swoje miejsce a zaraz ko³o niego za chwile zjawi³a siê usmiechnieta Angel
-Znasz siê ze Snapem?
-Dziwne ¿ebym go nie zna³a. By³ smierciozerca
-No tak…
Harry nic ju¿ nie powiedzia³ a Angel chyba tez nie mia³a znacznej ochoty by podtrzymac rozmowê.
Po kolacji Angel wda³a siê w d³uga i dziwna rozmowê z Malfoyem co bardzo zdziwi³o Harr’ego, Rona i Hermionê.
-Czego ona mo¿e chcieæ od niego?
-Nie wiem Harry ale jeszcze w poci±gu siê z nim k³óci³a a teraz ju¿ nagle dobrze. Mam wrazenie ze ona cos ukrywa.
-To córka Voldemorta.
-Ron przestan to powtarzac! Wiem ze jest córka Voldemorta ale w duszy jest normalna dziewczyna.
-I co mo¿e chcesz siê z nia zakolegowac?
-Tak
-Zwariowa³as!
Angel w³asnie skonczy³a rozmowe z Malfoyem i podesz³a do Harry’ego, Rona i Hermiony.
-A wy nie idziecie do salonu?
-A ty idziesz?
-Nie wiem jeszcze
-Mogê z toba pogadac Angel? To wazne.
-Pewnie a co cos siê sta³o?
-Nie to nic powaznego.
-A dlaczego ty nie nosisz ró¿d¿ki?-zapyta³ nagle Ron
-Bo jest mi nie potrzebna. Po prostu mam zamiast ró¿d¿ki rêkê.
-Jestes niebezpieczna?
-Pewnie myslisz ze tak bo znacznik Voldemort brzmi gro¼nie ale tylko ci siê wydaje bo wcale nie jestem gro¼na
-To dlaczego chcesz zabic Harry’ego?
Angel zasmia³a siê i posz³a z Hermion± w strone salonu Gryfonów
-Ona jest dziwna-podsumowa³ Ron
-Ale jest ³adna
-Zakocha³es siê w niej czy co?
-Nie wiem
-Harry to twój wróg. Nie mo¿esz.
-Jaki wróg?Narazie nic mi nie zrobi³a.
-Ona chce cie zabic!
-Zostawmy ten temat.
-Chociaz szczerze mówi±c pasujecie do siebie
-Tak myslisz?
-Tak ale tylko dlatego ze jestes taki sam dziwny jak ona-powiedzia³ Ron i ruszy³ do salonu Gryfonów.
-Potter a ty co tu wêszysz? A mo¿e chowasz siê przed córka Czarnego Pana?
-Niech siê pan nie czepia!
-Co tu siê dzieje?-zapyta³a Angel która zjawi³a siê na miejscu zatargniecia Snapea z Harrym
-Angel!Co cie tak mile sprowadza?-zapyta³ Snape z zachwycona mina.
-Nie podlizuj siê Snape to i tak nie zapewni ci ³aski u Voldemorta
-Nie to mia³em na mysli. Ale wybacz teraz musze zaprowadzic Pottera do dyrektora
-Po co?
-Bo o tej porze wa³êsa siê po korytarzu
-Jestes smieszny Snape! Harry pójdzie ze mn± do dormitorium a nie do dyrektora i nie zapominaj ze dyrektorem jest tu Albus Dambludore który wiezy ci bezgranicznie. A co je¶li tej wiary by mu zabrak³o?
-Nawet nie mysl o tym!
-Nie zapominaj kim jestem Snape! Bêdê robic co mi siê podoba! A tobie nic do tego!
Snape zrobi³ gro¼n± minê i wyci±gn±³ ró¿d¿kê z kieszeni, po czym z³apa³ Harry’ego i odsuna³ siê do ty³u.
-Przyzeknij ze nie powiesz Dambludoreowi bo inaczej Porter zginie.
-Wiesz kto mo¿e tu pierwszy zgin±c? T± osoba mo¿esz byæ tylko ty i nikt inny a Potterowi nic nie zrobisz!
-Wiem jaka masz misje! Zrób to teraz! U³atwiam ci sprawe. No dalej!
Angel spojrza³a na Harr’ego i nagle w jej mózgu zaistnia³a wizja.
-Tato! Nie! Nie zabijaj mamy!
Voldemort uniós³ ró¿d¿kê nad lez±ca Charlotte
-Nie tato!
B³ysn±³ promien! I ten wrzask!
-Nieeeeeeeeeeeeee! Mamo!
-Angel?Dobrze siê czujesz?-zapyta³ Harry
-Tak…zamysli³am siê
-Boisz siê? No dalej! Zrób to!
-Nie zrobie tego! Wynos siê Snape za nim namysle siê skrêciæ w inn± droge przy powrocie do salonu! A Potter jest chroniony wiec i tak ci siê nie uda go zabic!
Snape pu¶ci³ Harr’ego i ruszy³ do swojego gabinetu z gro¼na min±
-Nic ci nie jest Harry?
-Nie. Wszystko wporzadku. Chodzmy do salonu.
-Jak chcesz…
-O czym siê zamy¶li³a¶ wtedy?
-O mamie…
-A co siê sta³o z twoja mam±? Bo o mojej to chyba wiesz nie?
-Tak. Wiem bo z moja sta³o siê zupe³nie to samo.
-Zabi³ swoja zone?!
-Tak a ja widzia³am ostatni jej ruch! S³ysza³am jej ostatnie s³owo…
-To okropne!Voldemort nie ma serca
-Wiem to ju¿ od dawna ale to mój ojciec
-Nie mo¿esz siê zbuntowac?
-Nie mogê…
-Masz za zadanie zabic mnie prawda?
-Nie rozmawiajmy na ten temat ok?
-Jak chcesz…ale ja siê boje bo cie nie znam dobrze.
-Ja o sobie wiele ci nie powiem ale Albus Dambludore duzo ci powie
Harry zrobi³ zdziwiona mine i pobieg³ korytarzem w przeciwna strone
-Jestes dziwny Harry…ale nie mogê cie zabic-powiedzia³a do siebie Angel i wesz³a do salonu Gryfonów.
-Czesc Angel!-krzyknê³a Ginny
-Czesc Ginny…
Ron z Hermiona siedzieli przy kominku na fotelach i rozmawiali na powazny temat
-Przeszkadzam?
-Nie,alez sk±d.
-To fajnie.
Angel usiad³a na sofe i odkry³a rêkê.Znak na jej d³oni swieci³ siê na czerwono co oznacz³o ze musi zjawic siê na cmentarzu. Angel wsta³a i wybieg³a z salonu.Wysz³a na korytarz,po czym wesz³a do jakiegos pomieszczenia i sypnê³a proszkiem nad zawalaj±cym siê kominkiem . Na cmentarzu znajdowa³ siê krag smierciozerców a obok nich sta³ Voldemort.
-Witaj ojcze!
-Witaj córko!Jak dobrze cie widziec!
-Naprawde?A ja ju¿ my¶la³am ze mnie wygnasz
-Dobrze wiesz ze w tym miejscu jestes mile widziana w ka¿dej sytuacji.Jak tam twoja misja?
-Mo¿e zapytasz siê jak rozpoczêcie roku a nie pytasz o misje która nie ma sensu.
-A niby dlaczego nie ma sensu?
-Bo Harry to fajny ch³opak.Nie mam sumienia go zabic.
-Nie zapominaj czyja jestes córk± i czego cie uczy³em.
-Mia³ straszna przesz³o¶æ ale ty chyba o tym najlepiej wiesz nie?
-Nie wspominaj o tym!To by³o 10 lat temu
-15 lat temu ale to dotyczy tak¿e mnie.Duzo nas ³±czy.
-A niby co was ³±czy i co ty masz z tym wspólnego?
-Jego matka zginê³a tak samo jak moja i z rak tej samej osoby
-Nie wracajmy ju¿ do tego dobrze?
Angel usiad³a na tron Voldemorta i za³o¿y³a noge na noge po czym wziê³a jab³ko z tacy i zaczela je jesc.
-Co robisz?To moje miejsce!
-A ja jestem twoja córka wiec to jest tak¿e moje miejsce!
Angel rzuci³a ogryzek od jab³ka pod nogi jednego ze smierciozerców
-Nie by³as taka!Co siê z Toba dzieje?Ten Hogwart ma na ciebie z³y wp³yw!
-Wiesz co?Musze leciec ale powiem ci jeszcze cos!Do tej pory nie docenia³am takiego miejsca jak Hogwart i nie wiedzia³am ze to miejsce bêdzie jednym z najwspanialszych miejsc w moim zyciu. Nienawidze cie za to ze nie powiedzia³es mi prawdy o mojej przesz³o¶ci i nie wykonam zadania bo Harry to mój kumpel a nie przynêta dla wielkiego Lorda Voldemorta który chce byæ najs³awniejszym czarnoksiê¿nikiem na swiecie!I na drugi raz nie chce widziec tych oferm na cmentarzu bo ty jestes moim ojcem a ja twoja córka a oni nie musza s³uchac naszych rozmów!-powiedzia³a Angel i znikne³a.
Angel wyladowa³a na korytarzu przed salonem Gryfindoru i opar³a siê o sciane.
-Có¿ to Angel!?Wizyta u ojca?-zapyta³ Snape który pojawi³ siê na korytarzu
-Nic ci do tego Snape!Juz to przerabiali¶my ze nie wsadzaj nosa w nie swoje sprawy bo jak ja zajme siê twoimi to raczej dobrze na tym nie wyjdziesz!
-Spokojnie Angel.Nie przyszed³em tu po to ¿eby siê z Toba k³ocic ale po to by cos ci zaoferowac.
-Co¿ znowu takiego masz mi do zaoferowania?Gadaj szybko bo nie mam czasu!
-Chodzi o twoje zadanie.
-Co z nim?
-Mo¿e tak zechcia³abys mi je oddac?
-Zartujesz sobie ze mnie Snape!Ty i takie zadanie?Nigdy w zyciu!I zapamiêtaj to oraz to co ci teraz powiem!Jestes pata³achiem ale doceniam twoja szczero¶æ do Voldemorta.Dzieki swojej szczero¶ci wyda³es Albusa Dambludorea którego ³aska jeszcze nie raz ci siê przyda i dlatego jestes g³upcem!-powiedzia³a Angel i ruszy³a w kierunku salonu Gryfindoru.
-Zaczekaj!
-Co?
-Powiedz mi Angel jak mam wrócic do Voldemorta?
-Chcesz wrócic do Voldemorta?
-Pragne tego
-Pogadamy o tym kiedy indziej ale najpierw zdecyduj siê czy dobrze robisz i zastanów siê jaki mo¿e byæ mój krok bo mogê zrobic przeciez wszystko a przeciez nie masz pewno¶ci czy to ja nie zdradze
-Mam
-Nie b±d¼ pewny-powiedzia³a Angel z b³yskiem w oczach i znikne³a za obrazem.
Na sofie siedzia³a Hermiona,Ron i Harry i czytali cos w ksi±¿ce.Angel lukne³a na has³o i usiad³a na fotel.
-A ty gdzie tak d³ugo by³as?-zapyta³a Hermiona
-Na cmentarzu i pogada³am troche ze Snapem
-O czym?
-Snape chce wrócic do Voldemorta
-Nie mów ze ty ich wszystkich nawracasz?
-Nie no cos ty!Sama siê zastanawiam czy przypadkiem nie przej¶æ na strone Albusa.
Harry spojrza³ znacz±co na Hermione po czym lekko siê u¶miechn±³.
-Co nie znaczy ze chce zrezygnowac z zadania-dokonczy³a Angel
Harry spu¶ci³ wzrok i pogr±¿y³ siê w dalszym czytaniu ksi±¿ki.
-Nie o to chodzi Harry.Nie mysl ze zaraz wyci±gnê ró¿d¿kê i cie zabije.Nie jestem taka jak Voldemort.
-Wiem
-Wiec czego siê obawiasz?
-Ty wiesz czego.
-Byæ mo¿e.Hermiono mamy jutro Eliksiry?
-Tak na 3 lekcji.A dlaczego pytasz?
-Tak po prostu.Idê do biblioteki.
Angel wsta³a i ruszy³a ku wyjsciu po czym znikne³a za obrazem.
-Ja tez musze isc do biblioteki-powiedzia³ Harry i wybieg³ niczym piorun z salonu gryfonów.
-Co siê z nim dzieje?-zapyta³a zdziwiona Hermiona Rona
-Nie wiem
-Ty nigdy nic nie wiesz tylko wszystko wiesz!-powiedzia³a zdenerwowana Hermiona rzucaj±c ksiazki i wychodz±c z salonu gryfonow.
Ruszy³a korytarzem i nagle na rogu zobaczy³a ze Angel rozmawia z Malfoyem.
-Mimo ze jestes corka Voldemorta i tak bardzo cie lubie-mówi³ Draco
-Co ty nie powiesz?Naprawde?
-Nawet nie wiesz jakby by³o fajnie gdyby¶my byli razem.
-Nie chce s³uchac takich rzeczy!Potrzebuje kogos na poziomie.
-A co Potter jest lepszy?
-Nie bêdê siê tobie spowiadac!Nie mam ci nic do powiedzenia a wiec wybacz mi teraz ale musze isc bo spiesze siê do biblioteki.
-A je¶li zaprosze cie do Hogsmede w sobote to przyjmiesz moje zaproszenie?
-To mi³e z twojej strony ale musze siê zastanowic.
-Jakby co to wiesz gdzie mnie szukac.
Angel nic nie odpowiedzia³a i ruszy³a w strone biblioteki.
-A coz to Malfoy podrywasz dziewczyny na poziomie?
-To nie to co ty Granger.Ja szukam naiwnej a ty jestes za sprytna.
-Nie mysl sobie ze Angel siê z Toba umowi.Ona szuka kogos na poziomie a nie takiego pata³acha jak ty.
-Ty nie bêdziesz mi gadac g³upot Granger ze Angel siê ze mna nie umowi bo wiem ze bêdzie inaczej.
-Jestes chory Malfoy!Poszukaj sobie innej dziewczyny!
-Bo co mi zrobisz szlamo?!
Malfoy wyci±gn±³ ró¿d¿kê kieruj±c ja w strone Hermiony.Ona zrobi³a to samo i gwa³townie rzuci³a na Malfoya zaklêcie.
-Crucio!
Malfoy pad³ na podsadzke i szamota³ siê z zaklêciem.
-Co tu siê dzieje?!
Snape jak zwykle wkroczy³ w bójkê.
-Granger!Do dyrektora!
-Czy ktos cos ode mnie chcia³?-zapyta³ Dambludore który zjawi³ siê na miejscu incydentu.
-Granger rzuca zaklêcia niewybaczalne na jednego z moich uczniów!
-Co tu siê dzieje?-zapyta³a Angel
-Angel!Jak dobrze ze jestes!
-Angel ci nie pomoze Granger!
-A kto mowi ze nie pomoge?Sprawa jest jasna.Draco wyzwa³ Hermione od szlam a Hermiona nie wyzwa³a Draca tylko w zamian podarowa³a mu zaklecie.Oczywiscie nie sugeruje ze Hermiona nie jest bez winy ale Draco tez nie jest.To ze jest ze Slytherinu a opiekunem Slytherinu jestes ty nie znaczy ze jest lepszy.Wydaje mi siê ze nie ma o czym dyskutowac sprawa jest jasna i prosta.Prawda Albusie?
Wszyscy zamilkli.
-Yyy…no tak.Jasne…rozchodzimy siê!A ciebie Angel proszê do mojego gabinetu.
-Nie ma sprawy Albusie.Hermiono wracaj do wiezy a jak przyjde to porozmawiamy.Dobrze?
-Ok.-powiedzia³a Hermiona i ruszy³a do wiezy Gryfindoru a Angel posz³a za Dambludorem.
Dambludore wszed³ do swojego gabinetu i usiad³ na swoim poz³acanym fotelu.Angel przypomnia³a sobie jakis gabinet w którym kiedys by³a i by³ bardzo podobny do tego.Tylko ze w tamtym gabinecie panowa³ ch³od a w tym by³o ca³kiem przyjemnie.
-Usiadz proszê.
Angel usiad³a na fotelu z prawdziwego czarodziejskiego drewna.
-O co chodzi?
-Wiesz…Mo¿e to nie wypada ale chcia³bym cie zapytac od którego roku Voldemort uczy³ cie magii?
-Gdy mia³am 5 lat umia³am ju¿ transmutacje najwy¿szego poziomu.Wiec pewnie od 4 roku zycia zacze³am siê uczyc magii.
-Kiedy opanowa³as zaklecie Crucio?
-Gdy mia³am 7 lat umia³am zaklecie Crucio i Imperio,a gdy mia³am 8 lat zabi³am swojego wujka zakleciem Avada Kedvara.
-To dosc szybko.
-By³am bardzo pojeta i lubi³am magie szczególnie zakatki tej najgro¼niejszej.Gdy mia³am 10 lat wymysli³am swoje w³asne zaklecie które odstrasza miliony dementorów.
-Nie ba³as siê tego co cie czeka w przysz³o¶ci?
-Nie.Bardziej ba³am sie siebie.
-Rozumiem.Widze ze masz bardzo dobrze rozwinieta umiejêtno¶æ charyzmy.
-Pracowa³am nad tym.Dziekuje.
-Umiesz wizualizacje?
-Oczywi¶cie.Nauczy³am siê tego gdy mia³am 12 lat.
-Mo¿na powiedziec ze masz 6 zmys³ ale widzisz pytam o to dlatego ze gdybym zmar³ to ty bys mog³a zostac dyrektorem Hogwartu.
-To ciezka decyzja.Zna pan moje polozenie i moja sytuacje.Watpie ¿eby Voldemort pozwoli³ mi objac te stanowisko.
-Zastanów siê dobrze za nim wykluczysz to ca³kowicie ze swojego zycia.Dobrze?
-Dobrze.Zastanowie siê nad tym ale mam jeszcze jedno pytanie.
-Ja zada³em ci tyle teraz oczywi¶cie ty mo¿esz zadac mi.
-Czy móg³by¶ powiedziec mi cos na temat obrzedu Pirrori Incatatem and Avada Kedvara?
-Skad o tym wiesz i co zamierasz?
-Proszê…
-Dobrze.To jest zaklecie które pozwoli na przywrócenie zycia zmar³ym.Oczywiscie musisz mieæ ró¿d¿kê osoby która zabi³a ta osobe która chcesz o¿ywiæ.
-Czy mogê mieæ pare ró¿d¿ek?
-Zalezy jaka masz si³e.
-A jak pan mysli.Ile ja bym mog³a…?
-3 lub 4 nie wiecej.
-Tylko to?Strace cos?
-Zalezy od si³y i od ilo¶ci osob oraz ró¿d¿ek.
-Ale co mo¿na stracic?
-W twoim przypadku nie¶miertelno¶æ a nawet zycie…
-Dziekuje.
-Nie ma za co ale mam jeszcze jedno pytanko.
-Tak?
-Dlaczego nie spyta³as o to Voldemorta?
-Bo by mi nie powiedzia³.
-A po co ci to?Co zamierzasz?
-Jeszcze nie wiem-powiedzia³a Angel i wysz³a zostawiaj±c Dambludorea samego z myslami których nigdy nie mia³.
Angel pobieg³a szybko korytarzem ze lzami w oczach i opar³a siê o sciane Sali wró¿biarstwa.Nie wytrzyma³a ryknê³a placzem.Nagle klapa w suficie siê otworzy³a i wysunê³y siê schody.Angel odsunê³a siê na bok i wyci±gnê³a ró¿d¿kê.
Ze schodów zesz³a profesor Trelweney.
-Czego tu pani chce?!
-Co siê sta³o dziecko?
-Nie pani sprawa!
-Wejdz do srodka.Napijesz siê herbaty i podzielisz siê ze mna swoim problemem.
-Ale ja wcale nie mam zadnego problemu!
-Ale ja czuje ze ty masz jakis problem a nie masz takiej osoby która by ten problem zrozumia³a.
Angel milcza³a i nie opuszcza³a rozdzki.
-To jak wejdziesz?
-Dobrze.Wejdê.
Angel schowa³a ró¿d¿kê i wesz³a po ma³ych schodkach na góre.W srodku by³o mi³o i przytulnie na stole sta³ ma³y kocio³ek i pali³ siê kominek.Angel usiad³a na du¿ym przytulnym fotelu i gwa³townie zakry³a znak Slytherinu.
-Nie musisz tego ukrywac.To ze jestes z Slytherinu…
-Nie jestem z Slytherinu!
-No to dlaczego nosisz ich znak na szacie?
-Jestem Corka Voldemorta.Jestem Angel Charlotte Marvolo Riddle.
-Co?!!!!!To niemozliwe!
-Mozliwe.I dlatego mam problemy ktore mam nadzieje pani zrozumie.Jest pani wrozbiarka a ja jestem czarodziejka.Mam nadzieje ze pani mi powrózy.
-Chcesz ¿ebym ci powró¿y³a?
-Tak.Czy mo¿e pani to zrobic?
-I dlatego p³aka³as pod moimi drzwiami?
-Nie.Nawet nie wiedzi³am ze pani tu mieszka.To jak?Powrózy pani mi?
-Oczywi¶cie ze tak.
Profesor Trelweney wziê³a kule i postawi³a ja na stole.Po czym zamknê³a oczy.
-Widze ze w twoim zyciu pojawi siê uczucie za które…
-Co?!Za które…?
-Ta kula oszukuje.Wezme druga.
-Niech pani dokoñczy!Ja nie boje siê ¶mierci.Jestem niesmiertelna!
-…oddasz zycie…
-To niemo¿liwe!Jestem niesmiertelna!
-Ja zawsze mowie prawde.
Angel zerwa³a siê na rowne nogi i wybieg³a z gabinetu profesor Trelweney.Po czym zteleportowa³a siê na cmentarz.
Wpad³a wsciek³a z ró¿dzka i przewali³a Voldemorta na ziemie.
-Gdzie moja nie¶miertelno¶æ?!!
-O co ci chodzi?
-Ty z³odzieju!Gdzie moja nie¶miertelno¶æ?!
-Przeciez ja masz.
-Nie mam.
-Ale skad wiesz skoro tego nie da siê sprawdzic?
-W³asnie ze siê da!Wró¿ka powiedzi³a mi ze nie d³ugo w moim zyciu pojawi siê uczucie za które oddam zycie!A ja nie mogê oddac zycia!Bo jestem niesmiertelna!
-Pirrori Incatatem and Avada Kedvara…-powiedzia³ pod nosem Voldemort
-Co powiedzia³es?
Voldemort wsta³ z ziemii i usiad³ na swój tron.
-Czy ktos mówi³ ci o obrzêdzie Pirrori Incatatem and Avada Kedvara?
-A dlaczego pytasz?
-Czy ktos ci mówi³?!
-Tak!
-Nie dzyj siê na mnie!Jestem twoim ojcem!Jak ty siê zachowujesz?!
-Oj dobra skoncz i mów bo nie mam za duzo czasu!
-Jestes niesmiertelna ale ta twoja nie¶miertelno¶æ mo¿e zniszczyc tylko w³asnie ten obrzed.Wiec mo¿e tej wró¿ce chodzi³o w³asnie o to.
-Mia³abym oddac zycie za uczucie?!Nigdy!
-Nigdy nie mów nigdy.Wszystko mo¿e siê zdarzyc.
-Musze isc.
-I na drugi raz jak przyjdziesz na cmentarz to nie naskakuj tak od razu na mnie nie wiedzac czy to prawda.
-Dobrze.
-Angel.
-Co?
-W sobote u mnie na cmentarzu jest uczta.Moze bys przysz³a?
-Nie wiem czy bêdê mia³a czas.A kto bêdzie na tej uczcie?
-Smierciozercy ja i ty.
-Przyjde pod warunkiem je¶li pozwolisz mi przyprowadzic ze soba osobe towarzyszaca.
-Zalezy kto to bêdzie
-Zobaczysz.To mogê?
-No dobrze.Ale wszyscy oprócz Pottera.
-To na pewno nie bêdzie on.
-To dobrze.
-No to do zobaczenia w sobote-powiedzia³a Angel i pstryknê³a palcami po czym znikne³a.
Bieg³ ile si³ w nogach.Nie zatrzymywa³ siê nawet na chwile.Podbieg³ zadyszany do Hermiony i Rona.
-Widzieliscie Angel?
-Nie a co siê sta³o?
-Ktos mnie szuka?
-Angel!W Wielkiej Sali sa dementorzy przyszli aresztowac ciebie i Dambludorea.Knot jest z nimi.
Angel pobieg³a szybko do Wielkiej Sali.Knot k³uci³ siê o cos z Dambludorem.
-Co tu siê dzieje?-zapyta³a Angel schodz±c po schodach.
-Brac ja!-krzykna³ Knot do dementorów.
-Cresendo Intorii!
Wszystkie dementorzy znikneli a Angel podesz³a do Knota.
-Nie ³adnie to tak atakowac osobe która nie wie za co jest atakowana.
-Bêdziesz siê m±drzyæ w Azkabanie a nie tutaj.W tym miejscu twój czas ju¿ siê skonczy³!
-Nie b±d¼ taki pewny Knot!Najpierw postaw mi zarzuty!
-Jestes Córka Voldemorta!
-Tylko to?Jestes smieszny!
-Voldemorta szukamy od 26 lat.Jego nie mamy ale za to mamy jego córkê!
-Nic nie macie Knot!I dobrze ci radze.Wynos siê stad za nim strace cierpliwo¶æ!
-Nie wygnasz mnie stad!To nie twój teren!
-A chcesz siê przekonac gdzie zaraz bêdzie twój teren?
-Grozisz mi?
-Nie.Ja cie tylko ostrzegam,bo moja cierpliwo¶æ siê konczy!
-Nic mnie nie obchodzi twoja cierpliwo¶æ bardziej obchodzi mnie to ze zosatne s³awnym cz³owiekiem bo z³apa³em córkê Voldemorta!
-Zal mi ciebie Knot.Mówie ci po raz ostatni ze je¶li stad nie wyjdziesz zabije cie.W tej chwili powinnienes ju¿ kierowac siê w strone drzwi.
-Nie bêdziesz mi grozic!
-Moment.Za nim cie zabije chcia³abym siê dowiedziec jakie zarzuty postawi³es Albusowi.
-Ze ty chcesz to ma³o znaczy!Bez zadnego gadania idziesz ze mna i bêdzie po sprawie!
Angel wyci±gnê³a rózdzke i powiedzia³a:
-Ostrzegam cie po raz ostatni Knot. Jesli nie wyjdziesz zabije cie!
-Nie mo¿esz tego zrobic.
-Za³ozymy siê?
-Ja znam, twoja przesz³o¶æ.Wiem dlaczego Voldemort zabi³ twoja matke i rodziców Harr’ego. Znam ka¿dy szczegó³ twojego zycia.Wiem nawet co dzieje siê z twoim bratem Seamusem!Jesli mnie zabijesz nigdy nie dowiesz siê kogo jestes córka!
-Avada Kedvara!
Knot pad³ na posadzke a Angel pop³aka³a siê i pobieg³a na gore!
-Angel!
Harry i Hermiona pobiegli za Angel.Angel wpad³a do jakiejs pustej Sali i opar³a siê o drzwi osuwaj±c siê o nie.Nie mog³a wytrzymac napiecia ze tak naprawde nie jest córka Voldemorta albo córka Charlotte.Kocha³a swoja matke.Nie chcia³a nagle stracic tego uczucia i dlatego zabi³a Knota ale czy to cos jej da.Przeciez i tak bêdzie chcia³a odkryc prawde.
-Angel!Jestes tu?
-Tak.
-Wpusc nas.Prosze.Jesli z nami pogadasz bêdzie ci lepiej.Jestesmy przeciez przyjació³mi.Prosze.
Angel wsta³a i uchyli³a drzwi.Hermiona i Harry weszli do srodka.Hermiona podesz³a do Angel i objê³a j± ramieniem.
-On zna prwde a ja nie.
-Daj spokoj Angel.Jestes inteligentna.Poradzisz sobie i odkryjesz prawde.
-Watpie.Niby jak mam to zrobic?
-Pójdziemy do gabinetu Knota!Poszukamy jakis dowodów na pewno ma jakas myslodsiewnie albo jakis pamiêtnik a potem po dowodach dotrzemy do prawdy!-wykrzykn±³ Harry.
-Ales ty pomys³owy Harry.Nie spodziewa³am siê tego po Tobie-powiedzia³a zadowolona Angel.
-To swietny pomys³.Pojdziemy tam dzis wieczorem.
-Nie lepiej poczekac do jutra za nim wszyscy siê rozejda?
-Nie Harry.Musimy zrobic to dzisiaj bo jutro mog± opró¿niæ gabinet Knota.Zbierajcie siê a ja tu posiedze i pomysle jak tam siê dostac.Jak bêdziecie gotowi przyjdzcie tutaj.
Harry i Hermiona wyszli z Sali i ruszyli do wiezy Gryfindoru,a Angel usiad³a ko³o du¿ego okna obserwuj±c spadaj±ce krople deszczu.Mia³a z³e mysli.Co bêdzie je¶li okaze siê ze nie jest corka Voldemorta?Starci wszystko co mia³a i ludzie bêd± nia pomiatac tak jak kiedys jej matka.Nie mo¿e tego starcic.Przeciez to wszystko co ma.
-Angel!
Hermiona wesz³a do Sali.
-Jestesmy ju¿ gotowi.Wymysli³as cos?
-Tak…
Angel wcale nic nie wymy¶li³a ale dobrze wiedzia³a jak dostac siê do ministerstwa bo wiele razy by³a szpiegiem swojego ojca i zdobywa³a wazne informacje dla niego i smierciozerców.
-To zaczynamy?-zapyta³ Harry
-Wyjmijcie swoje ró¿d¿ki i dotknijcie mojej.
Hermiona i Harry wyci±gnêli zza szaty swoje ró¿d¿ki i dotknêli ró¿d¿ki Angel.Angel szepnê³a cos pod nosem i wszyscy zaczeli wirowac.Wedrowali w niebieskich p³omieniach gdy nagle uderzyli o posadzke jakiegos gabinetu.Angel wsta³a z posadzki i otrzepa³a szate.
-Dok³adnie tu gdzie chcia³am.
-To gabinet Knota-powiedzia³ Harry.
-Ktos idzie!-krzykne³a Hermiona
-Do szafy!-krzykne³a Angel
Angel,Harry i Hermiona wskoczyli do szafy,a do gabinetu weszli jacys dwaj mê¿czyzni.
-Córka Voldemorta w Hogwarcie!?Trzeba jak najszybciej ja stamt±d usun±æ.
-Podobno Knot powiedzia³ przed ¶mierci± Angel ze zna jej przesz³o¶æ.Trzeba opró¿niæ jutro z rana gabinet Knota ¿eby nie weszy³a tu za dowodami bo na pewno bêdzie chcia³a to zrobic.A wiesz przeciez ze Knot prowadzi³ jakies notatki.
-Myslodsiewnie ju¿ wyniesiono.
-To dobrze.Trzeba ja zniszczyc.A p³yn wylac i zakopac.
-Jutro zrobisz tu pozadek.Wszystko spal.
-Ale…
-Nie ma zadnego ale!Jak mówie ze wszystko to wszystko!Rozumiesz?!
-Tak panie ministrze-powiedzia³ mezczyzna i otworzy³ drzwi drugiemu mê¿czy¼nie po czym obaj wyszli z gabinetu i zamknêli drzwi.
-Wychodzcie!
Angel,Harry i Hermiona wyszli z szafy.
-A wiec Knot prowadzi³ notatki.Szukajcie!Wszystko rozwalajcie ¿eby wiedzieli ze ktos tu by³.Szukajcie jakiego kolwiek dowodu.-powiedzia³a Angel i zacze³a rozwalac papiery.
Szukali ju¿ bardzo d³ugo i nie znale¼li nic co mog³oby potwierdzac przesz³o¶æ Angel.
-Mam!-krzykne³a Angel.
Hermiona i Harry przestali szukac i podeszli do Angel.Angel przewraca³a kartki jakiegos starego notatnika.
-To sa notatki sprzed 10 lat,a to sprzed 15.To tu…Ja siê urodzi³am 15 lat temu.
Angel zaczê³a czytac.
-Nie ma!Nie ma nic o mnie!To niemo¿liwe!
-Pokaz to!
Hermiona wyrwa³a Angel notes i zaczê³a nerwowo przewracac kartki starego notesu.
-Tu nie ma 3 kartek!To podejrzane!
-Ale to by³o napisane 16 lat temu!A nas obchodza notatki zapisane 15 lat temu!
-Angel?
-Co?
-Czy ty jestes pewna ze masz 15 lat?
-Co sugerujesz?
-Masz na to dowód ze urodzi³a¶ siê 15 lat temu a nie 16 lat temu?
-Nie mam ale to niemo¿liwe ze Voldemort móg³by ska³amac mnie w moim wieku.Co by mu to da³o?
-Mo¿e cos ukrywa?-zasugerowa³ Harry
-Ale gdzie sa te 3 kartki?Kto móg³by je wyrwac?
-Nie wiem gdzie ale musimy je odnale¼æ.Koniecznie.Inaczej nigdy nie dowiemy siê co za tym wszystkim stoi.
-Masz racje Hermiono.Bierzemy ten notatnik.Trzeba go dok³adnie przeanalizowac.Ale to ju¿ w Hogwarcie.Dotknijcie mojej ró¿d¿ki swoimi.
Hermiona i Harry wyci±gnêli swoje ró¿d¿ki i po³o¿yli je delikatnie na rózdzce Angel.Po chwili wszyscy upadli na posadzke w Hogwarcie.Na nieszczê¶cie prosto pod nogi Snape.
-A wy co?Bawicie siê w chowanego?!Co to ma znaczyc?!-krzycza³ zdenerwowany Snape.
-Nie twoja sprawa Snape!
-A co to za notes?!Prosze w tej chwili mi go oddac!
-To pusty notatnik!
-Pokaz!
Angel wrêczy³a Snapeowi notanik i zamknê³a oczy.
-Co ty robisz?!Jemu nie musisz pokazywac!On tu nie rzadzi!-powiedzia³a Hermiona.
Snape otworzy³ notatnik i przewróci³ wszystkie strony.
-Masz!I nastepnym razem nie bêdziecie mieli tyle szczê¶cia!-powiedzial Snape i ruszy³ do wielkiej Sali potr±caj±c ³okciem Harr’ego.
-Uwazaj jak chodzisz Snape!Nastepnym razem nie bêdziesz mieæ tyle szczê¶cia!-powiedzia³a Angel nie odwracaj±c siê nawet w jego strone.
-Nie wiedzia³em ze jestes taka inteligentna ze widzisz co siê dzieje z ty³u.
-Zapnij rozporek Snape.Dopiero jutro jest wtorek.Dzis jest poniedzia³ek.
Wszyscy ryknêli smiechem a Snape zakry³ siê odruchowo szata.
-Zartowa³am idioto!Ale z ciebie czub.Nawet nie sprawdzisz a ju¿ wierzysz.Ale to dobrze.Ciesze siê ze mi ufasz i wierzysz.-powiedzia³a Angel i ruszy³a do przodu.
-Jak to zrobi³as?
-Co?
-Ze nie widzia³ co jest w tym notesie.
-To szósty zmys³.Skupi³am siê i wyobrazi³am ze notes jest pusty.Potem dotar³am do mózgu Snapea i zrobi³am tak ¿eby nic nie widzia³.
-W tak krótkim czasie?
-To ³atwe.Moze kiedys was naucze.
-Fajnie.
-Idziemy na 3 pietro na balkon.Tam poczytamy ten notatnik.
Wszyscy ruszyli na gore.Angel wesz³a w d³ugi korytarz i skrêci³a gwa³townie w prawo.
-Siadajcie.
-Skad znasz to miejsce?-zapyta³a Hermiona rozgl±daj±c siê naoko³o.
-Kiedys tu by³am w moim snie.Ale to dawno za nim jeszcze przyby³am do Hogwartu.
Angel zacze³a przewracac kartki notesu.
-Uwazam ze najpierw powinnas przeczytac to co sta³o siê 15 lat temu.-powiedzia³a Hermiona.
-Dobrze.Uwazajcie bêdê czytac na g³os.
Zdziwi³o mnie bardzo ze sami-wiecie-kto wybra³ sobie na ofiare Lilly i Jamesa.Jestem pewny ze nie by³ to przypadek.On czegos tam szuka³.Tylko nie wiem czego ale siê dowiem.Co zrobia z dzieckiem?To takie ma³e dziecko i czuje ze bêdzie wielkie w przysz³o¶ci ze tylko one bêdzie potrafi³o dotrzec do Voldemorta.
-Czego Voldemort szuka³ w domu twoich rodziców Harry?-zapyta³a Hermiona
-Nie mam pojecia.Moze tych trzech kartek.
-Watpie.Voldemort nie szuka³ by kawa³ka papieru a przy tym zabi³ by twoich rodziców.
-Przestancie!To nie wyjasnia sprawy.Voldemort szuka wszystkiego co jest wazne.Nie mamy pewno¶ci czy szuka³ w³asnie tych 3 kartek.Harry…Gdzie jest ten dom?
-Jaki dom?
-Ten w którym Voldemort zabi³ twoich rodziców.
-Nie ma go.
-Jak to nie ma?
-Sa tylko ruiny.
-Dobre i to ale w jakiej miejscowo¶ci?
-W Londynie.
-Wiesz gdzie dok³adnie?
-Niestety nie.
-Zamierzasz tam isc?
-Tak.Ale tylko ty Hermiono pójdziesz ze mna.
-A dlaczego ja nie mogê isc?
-Bo to by by³o bolesne dla ciebie Harry.To twoja przesz³o¶æ a przesz³o¶æ jest zawsze bolesna.
-Ale ja chce isc.
-Nie mo¿esz!Bedziesz z Ronem sledzi³ Snapea. Jestem prawie pewna ze cos ukrywa.
-Niech bêdzie.
-Harry zrozum.Jesli chcemy dowiedziec siê o co tu wszystko chodzi musimy dzia³ac.Juz nie d³ugo koniec wrzesnia.Dok³adnie za 5 dni do konca roku nie daleko a taka sprawa wymaga d³u¿szego zastanowienia i wiecej czasu.Je¶li bêdziemy dzia³ac w czwórke bêdzie pro¶ciej i szybciej.Wkoncu dowiesz siê dlaczego Voldemort zabi³ twoich rodziców a to jest przeciez dla ciebie wazne.
-Teraz nie jest ju¿ wazne.Po co mi to jak i tak ju¿ ich wiecej nie zobacze.
W g³owie Angel przemknê³y siê s³owa.
-…a nawet zycie…oddasz zycie za uczucie.
-Harry przyrzekam ci ze zobaczysz swoich rodziców.Twoje zycie jest wa¿niejsze.Ja jestem tu tylko po to ¿eby odkryc prawde.A ty musisz dalej zyc.Nie ja tylko ty!I tak bêdzie!
-Ale je chce ¿eby¶ ty zy³a i ja tez.
-Tak niestety nie bêdzie.Albo ja albo ty i twoi rodzice.
-Co ty planujesz?
-Nigdy nie zrozumiesz.Bo moje plany róznia siê od planów zwyk³ych ludzi.Tacy ludzie jak ja zyja chwila.
-Dlaczego?
-Mo¿e kiedys zrozumiesz-powiedzia³a Angel i poca³owa³a Harr’ego w policzek.
-Idziemy?-zapyta³a Hermiona
-Ja ide do Dambludore.Musze siê dowiedziec czy dom Harr’ego rodziców jest pod jakims zaklêciem.Hermiono masz schowaj ten notatnik w jakies odpowiednie miejsce i spotkamy siê w salonie.I wyt³umaczcie Ronowi jakos nasza nieobecno¶æ.
-Ale mamy mu powiedziec prawde?
-No dobrze by by³o gdyby wiedzia³ tyle co my.Bêdzie wtedy móg³ pomoc.
-Dobrze.A wiec powodzenia.
-Dzieki.
Angel ruszy³a korytarzem i przed samym gabinetem Dambludorea spotka³a Snapea.
-Czego tu pods³uchujesz Snape?
-Nie twoja sprawa!
-Ale zaraz mo¿e byæ Dambludorea!
Angel zamknê³a oczy a drzwi od gabinetu Dambludorea otworzy³y siê gwa³townie i Snape wpad³ do gabinetu Dambludorea.
Dambludore wsta³ gwa³townie z krzes³a a razem z nim jakis wysoki brunet.
-Dobry wieczór Albusie.Snape chyba chcia³ do³±czyæ siê do rozmowy.
-S³ucham cie Severusie?
-Nic ju¿ nic-powiedzia³ speszony Snape i uciek³.
-Wariat…-powiedzia³a pod nosem Angel.
-Wejdz proszê Angel.Poznaj przysz³ego nauczyciela Obrony przed czarna magia.Profesora Seamusa Wernera.
-Seamus?Co ty tutaj robisz?
-Angel?Co ty robisz w Hogwarcie?
-Ucze siê.Seamus!
Angel wpad³a w ramiona Seamusa.
-To wy siê znacie?
-Angel jest moja siostra rodzona.
-Czemu nic nie powiedzia³es?
-Zapomnia³em wspomniec.
-Seamus dlaczego wróci³es?
-Musia³em
-Ale on cie teraz znajdzie i zabije.
-Nie martw siê.Poradze sobie.
Angel usiad³a na drugi fotel i spojrza³a znacz±co na Dambludorea.
-Seamusie.Wiesz gdzie jest twój gabinet.Porozmawiamy jutro.Teraz musze porozmawiac z Angel.
-Dobrze Albusie.Angel przyjdz do mnie jutro wieczorem dobrze?
-Je¶li znajde czas to pewnie ze przyjde.
-Znowu cos planujesz pewnie co?
-Byæ mo¿e.
-W takim razie dozobaczenia.Dobranoc Albusie.
-Dobranoc.
Seamus wyszed³ z gabinetu Dambludorea a Angel poprawi³a szate.
-Mo¿e wyt³umaczysz mi te zachowanie profesora Snapea przed moim gabinetem?
-Oczywi¶cie.To bardzo proste.Sz³am do Ciebie ¿eby porozmawiac i Snape pods³uchiwa³ pod drzwiami.Wiec da³am mu nauczke.
-Nie rozumiem o co ostatnio chodzi Snapeowi.
-To znaczy?
-Powiem ci ale obiecaj ze nie bêdziesz szukac zadnych dowodów.
-Obiecuje.
-Snape ostatnio za³o¿y³ w moim gabinecie pods³uch czarodziejski i nalega na to by wywalic cie ze szko³y.
-Na te drugie to jest odpowiedz ale na te pierwsze?
Nie mam pojecia po co Snapeowi nagrywac twoje rozmowy.
-Mi siê wydaje ze Snape planuje przejscie na czarna strone mocy.
-Nie mówi³am ci tego Albusie ale Snape zapyta³ siê mnie co ma zrobic ¿eby wrócic do Voldemorta.
-Co ma zrobic ¿eby wrócic do Voldemorta?I co mu powiedzia³as?
-¯eby siê dobrze zastanowi³ co robi bo nie ma pewno¶ci czy to ja nie zdradze.
-Dobrze.Przeciez mu wybaczy³em.
-Nie zapominaj ze smierciozerca jest siê zawsze.
-Ale ty nie jestes?
-Nie.Ale przysz³am tu do ciebie by z toba porozmawiac na powazny temat.
-Jaki?
-Czy to co powiedzia³ Knot przed ¶mierci± jest prawda?
-Tak.
-A gdzie mogê znale¼æ akt swojego urodzenia?
-Po co ci akt urodzenia?
-Musze cos sprawdzic.
-Akta urodzenia przechowuja w banku Gringota.
-Az tam?!
-Niestety az tam,ale co ty znowu knujesz?
-Musze koniecznie zobaczyc ten akt.
-Twój akt mia³ spiasny tez Korneliusz Knot i dlatego twierdzi³ ze zna prawde.
-Mia³ spisany?To dziwne.
-Dlaczego?
-Bo widzisz Albusie.Ja mam dziennik Knota w którym spisywa³ wa¿niejsze wydarzenia.I 15 lat temu nie napisa³ nic o moich urodzinach a notatek sprzed 16 lat wogule nie ma bo ktos je wczesniej wyrwa³.Ty znasz prawde Albusie.
-Przykro mi Angel ale je¶li sama siê nie dowiesz o swojej przesz³o¶ci ja tez ci nic nie powiem.
-Rozumiem.
-Mam jeszcze jedno pytanie.Czy dom Harr’ego rodziców jest chroniony jakims zaklêciem?
-Dlaczego pytasz?
-Z ciekawo¶ci.
-Zakleciem niewidzialno¶ci.
-Dziekuje.
-Wiesz co Angel.Zasypujesz mnie pytaniami o które nikt ju¿ dawno nie pyta³ albo wogule o nie nie pyta³.
-Taka moja natura.
Angel wsta³a z fotela i ruszy³a w kierunku wyjscia.
-Albusie?
-Tak?
-Jak myslisz czy Voldemort móg³by mnie oszukac?
-Mysle ze tak.
Angel nic nie odpowiedzia³a tylko wysz³a.
-Dziwna dziewczyna!-odezwa³ siê portret na scianie.
-Ale wielka-powiedzia³ Dambludore i zgasi³ ¶wiat³o.
Angel wedrowa³a po korytarzu zamyslona gdy nagle us³ysza³a kroki za rogiem i szybko schowa³a siê za najblizszy posag.
-Gdzie ta Angel?Jest 23 a jej jeszcze nie ma.-rozleg³ siê g³os Harr’ego.
Angel wysz³a zza posagu.
-Angel!Co ty robisz za posagiem?
-Us³ysza³am kroki i schowa³am siê.Mysla³am ze to Snape.
-Boisz siê Snapea?
-Nie ale jak by³am u Albusa Snape pods³uchiwa³ pod drzwiami.Dambludore mysli ze Snape chce przej¶æ na strone Voldemorta i ja tez tak mysle.
-To niemo¿liwe ze Dambludore podejrzewa Snapea o takie rzeczy.Ufa mu bezgranicznie!-powiedzia³a podekscytowana Hermiona.
-Ale to siê zmieni³o gdy ja pojawi³am siê w szkole.
-Nie wiem ju¿ sama po której ty jestes stronie.Spotykasz siê z Voldemortem a donosisz na Snapea do Dambludorea.Zdecyduj siê.
-Ja nie jestem na zadnej drodze.Jestem tu po to ¿eby odkryc prawde.
-Ale donosisz na Snapea a Snape chce zostac s³uga twojego ojca.
-I co z tego?Ty nic nie rozumiesz Hermiono.
-To ty nic nie rozumiesz!Nie mozna pomagac dwum na raz!
-A czy ja pomagam Voldemortowi?
-Tego nie wiem!
-To ci powiem!Musze odwiedzac Voldemorta i byæ z nim w kontakcie bo przy okazji bêdê dowiadywac siê nowych rzeczy i bêdê informowac Albusa a to co mowi mi Albus zostanie nasza tajemnica i nie doniose tego do Voldemorta.Wiec jak myslisz po czyjej jestem stronie?
-Po naszej?
-Tak ale musisz zrozumiec ze nie mogê zerwac kontaktu z Voldemortem bo to by³o by podejrzane.Zrobie to dopiero wtedy gdy poznam prawde.Rozumiesz?
-Tak.Teraz tak.
-Nie wiecie kogo spotka³am dzis w gabinecie Albusa.
-Kogo?
-Mojego brata.
-Seamusa?
-Tak.
-A co on tu robi?
-Bêdzie uczy³ obrony przed czarna magia.
-To fajnie ale mówi³a¶ ze je¶li Voldemort dowie siê gdzie jest Seamus zabije go.
-Tak ale ja bêdê go kryc.
-Voldemort i tak dowie siê prawdy.
-Wiem ale przez jakies dwa lub trzy tygodnie uda mi siê go kryc.
-Mam nadzieje ze nawet d³u¿ej.
-A mo¿e krócej,bo je¶li Snape przeszed³ ju¿ na strone Voldemorta albo ma zamiar zrobic to nied³ugo to zabije Seamusa bo Voldemort mu tak rozkaze.
-Ostrzegnij Snape.
-Tez o tym my¶la³am ale nie wiem czy to jest dobry pomys³.Bo co je¶li Snape powie Voldemortowi ze kryje Seamusa?
-Nic nie zrobisz.Jestes niesmiertelna.Voldemort nic nie mo¿e ci zrobic.
-Mi nie ale Seamusowi albo wam.Nie mogê do tego dopu¶ciæ.
-Co zamierzasz?
-Trzeba usun±æ Snapea i wszystkich mo¿liwych smierciozerców na terenie tej szko³y.
-A nie lepiej zabic Voldemorta?
-Ju¿ dawno chcia³am to zrobic ale niestety nie mogê.
-Dlaczego?
-Razem z Voldemortem umrze Harry.
-No tak.Zapomnia³am.
-To nie takie proste.Voldemort jest sprytny.Tylko Harry mo¿e go zabic.
Angel i Hermiona spojrza³y na Harr’ego.
-Nie!Nie dam rady!Nie patrzcie tak na mnie bo nie potrafie tego zrobic!
-Harry to jedyne wyjscie!
-Ale ja nawet nie umiem zaklêcia u¶miercaj±cego to jak mam zabic potê¿nego Lorda Voldemorta?!
-Nie zostawiamy cie samego Harry.Pomoge ci!
-To nie takie proste.Ja nie mam sumienia tego zrobic.
-Nie zapominaj ze Voldemort zniszczy³ ci ca³e twoje zycie.Jest szansa ¿eby to odnowic.
-Co mi to da jak zabije Voldemorta?!Rodziców i tak ju¿ nigdy nie zobacze.
-Nigdy nie mów nigdy.Ja jestem gotowa oddac zycie ale musisz zabic Voldemorta.I zdobyc jego rózdzke.
-Po co ci rózdzka Voldemorta?-zapyta³ Seamus który zjawi³ siê na korytarzu w wiecznej szacie Slytherina.
-Co ty tu robisz?
-Raczej co wy tu robicie?Nie zapózno na takie rozmowy?Jest pierwsza w nocy.
-My rozmawiamy o ka¿dej porze.
-Angel nie odpowiedzia³a¶ mi na pytanie.Po co ci rózdzka Voldemorta?
-Przykro mi Seamusie ale nie mogê ci powiedziec.
-Je¶li mysle dobrze to do obrzedu…
-Nie!I wracj do siebie!
-Ty jestes tu tylko uczennica a ja nauczycielem wiec to ty powinnas wracac do swojej wiezy!
-A ty powinnienes pamiêtaæ ze kryje ci skore wiec jeli nie chcesz zaznac ¶mierci to nie wtracaj siê w nie swoje sprawy!
-Angel!To twój brat!-powiedzia³ Harry.
-Dobrze Angel.Nie bêdê wtraca³ siê w twoje sprawy ale pamiêtaj ze w tym siê tylko ginie!Tam nie mozna ocalic zycia.Nawet taka osoba jak ty nie ocali zycia.
-Ju¿ siê z tym pogodzi³am.
-Je¶li chcesz zabic Voldemorta to radze ci uwazaj.
-A co bronisz go?
-Nie.Chce ¿eby¶ go zabi³a ale tylko cie ostrzegam ze nie bêdzie ³atwo.A teraz proszê was.Wracajcie do wiezy za nim pojawi siê tu Snape.
-Snape to mo¿e mi najwiêcej zrobic!Mam go gdzies!
-Snape jest w innym swiecie.-powiedzia³ Seamus i ruszy³ w g³ab korytarzu.
-Seamus!
-Tak?
-Ty cos wiesz.
-Przyjdz jutro po sniadaniu to ci powiem.
-Ok.
-Ale idzcie ju¿ do wiezy.Dobrze?
-Dobrze ju¿ dobrze!Juz idziemy!-powiedzia³a Angel i chwyci³a Hermione za ramie co oznacza³o ze kieruja siê do salonu.
-Zle by teraz z nami by³o gdyby spotka³ nas Snape.
-Ale tym razem to siê nie zdazy-powiedzia³a Angel i wesz³a do salonu Gryfonów.
W salonie pali³ siê lekko kominek a na stole leza³ list.
-Angel?
-Tak?
-Ten list jest dla ciebie.-powiedzia³a Hermiona machaj±c znacz±co listem.
-Do mnie?
-Jest zapieczêtowany krwia.
-Pokaz.
Angel chwyci³a list i rozdar³a koperte.Po czym pograzy³a siê w czytaniu.
-S³uchajcie.
Droga Angel Charlotte Marvolo Riddle
Znam dok³adnie twoje plany i ostrzegam cie je¶li twój brat Seamus zostanie d³u¿ej w szkole powiem Czarnemu Panu dlaczego nie chcesz zabic Pottera.Nie mysl ze ci groze.To tylko ostrze¿enie.I pamiêtaj Czarny Pan nie bêdzie zadowolony z tej wiadomo¶ci a ty stracisz wszystkie ³aski
Z powazeniem
************
-Ktos sobie zarty robi.-powiedzia³a Hermiona.
-Hermiono…obawiam siê ze to nie sa zarty.
-To niby…W³asnie.Dlaczego nie zabi³as jeszcze Harr’ego?
-Nie wiem…
-To ty nie wiesz a ta osoba wie?
-To nie ¿adna ta osoba tylko Severus Snape.
-Co?!
-To co s³yszysz.Ma³o osób zna moje pe³ne imie i nazwisko,a Snape je zna.I tylko Snape uzywa znacznika Czarny Pan.A poza tym list przynios³aby sowa a zosta³ podrzucony.
-Ale duzo osób uzywa znacznika Czarny Pan.
-W tej szkole tylko Snape.
-I Malfoy-doda³ Harry.
-To na pewno nie Malfoy.
-A skad wiesz ze to nie on?
-Malfoy nie zna mojego prawdziwego imienia i nazwiska.
-Ale mo¿e siê dowiedzia³.
-Nie.Napewno nie.Jestem pewna ze to Snape.
-Nie bêdziemy teraz dyskutowac na ten temat.Jutro na spokojnie porozmawiamy-powiedzia³a Hermiona i posz³a na góre.
-Ide spac.
-Angel?
-Tak?
-Czy mo¿esz mi powiedziec dlaczego nie chcesz mnie zabic?Ja wiem ze ty wiesz bardzo dobrze o co chodzi.
-Harry…naprawde bym ci powiedzia³a ale nie wiem o co mo¿e chodzic Snapeowi.Przykro mi ale nie tym razem.
-No to czesc.
-Czesc.
Angel ruszy³a do swojego dormitorium i my¶la³a jak wyt³umaczyc ten list przyjacio³om.A tym bardziej jak wyt³umaczyc Harr’emu ze nie chce go zabic.Co ma powiedziec prosto ze go kocha?Do tego nie jest chyba zdolna Córka Voldemorta.
Rankiem Angel wsta³a,ubra³a siê i zesz³a na dó³.W salonie siedzieli Harry,Hermiona i Ron.
-Czesc.
-Czesc.
-Wyspa³as siê?-zapyta³ Harry
-Tak.-powiedzia³a Angel i usiad³a ko³o Hermiony.
-Czemu siedzicie jak na kazaniu?Cos siê sta³o?
-Snape doniós³ do Dambludorea ze ³azimy po nocy po ca³ym zamku.
-Co?!Przeciez nas nie widzia³!
-Widzia³ jak wchodzili¶my do salonu.
-No to cudownie!Ale Ron nie jest zamieszany nie?
-Nie.Na szczescie powiedzia³ ze byli¶my tylko we troje.
-A opowiedzieli¶cie wszystko Ronowi?
-Tak.
-Nie martwcie siê.
-A jak dostaniemy zawieszenie?
-Za³atwie to.
-Jak?
-Normalnie.Najpierw pojde do Albusa.
-Pojde z Toba.-powiedzia³a Hermiona wstajac z sofy.
Angel i Hermiona wysz³y z wiezy i ruszy³y korytarzem do gabinetu Dambludorea.Angel zapuka³a w drzwi,które otworzy³y siê z hukiem.
-Witajcie!Co was sprowadza o takiej wczesnej porze?
Angel i Hermiona usiad³y na dwóch fotelach naprzeciwko biurka Dambludorea.
-Witaj Albusie.Chce porozmawiac o tym co powiedzia³ ci wczoraj Snape o naszej wedrówce po zamku.
-A to o to chodzi.Wszystko jest chyba jasne.
-Wraca³am od ciebie i us³ysza³m kroki za rogiem schowa³am siê za posag ale okaza³o siê ze by³a to Hermiona i Harry wiec wysz³am zza posagu.Zaczelismy rozmowe gdy pojawi³ siê Seamus.Pogada³ troche z nami i kaza³ nam isc do wiezy wiec poszli¶my.I to koniec.Czy za to dostaniemy zawieszenie?
-Nie alez skad.Powiedzia³em ci Angel ze Snape robi wszystko ¿eby cie wywalic ze szko³y ale musisz uwa¿aæ bo wkoncu znajdzie jakis przyt³aczaj±cy dowod.
-To ja mam przyt³aczaj±cy dowód.Wczoraj gdy wróci³am z przechadzki na stole w salonie leza³ list do mnie.By³ on podrzucony.Pisa³o w nim ze je¶li nie usune ze szko³y swojego brata Seamusa ten ktos powie Czarnemu Panu dlaczego nie chce zabic Harr’ego.By³o podane moje pe³ne imie i nazwisko.A zna je tylko Hermiona,Harry,Ron,Voldemort i Snape.Uwazam ze nie dosc ze Snape zobaczy³ ze wchodzimy do salonu o tak poznej porze to jeszcze podrzuci³ mi ten list.
-Nie mamy dowodów by tak ¶wiadczyæ ale jest to bardzo mo¿liwe
-Je¶li to Snape to dlaczego przeszkadza mu Seamus?
-Snapea nikt nie lubi i Snape nie lubi nikogo.
-Sugerujesz ze Seamus tez nie lubi Snapea?
-Seamus nienawidzi Snapea.
-Nienawidzi?
-To d³uga historia Angel.To by³o 9 lat temu.
-To dok³adnie wtedy kiedy Seamus uciek³ i zacza³ siê kryc przed Voldemortem.
-Tak.Snape przyczyni³ siê do ucieczki Seamusa i wyda³ go ca³kowicie w obliczu Voldemorta.
-Ale to Snape ma przewage prawda?
-Tak i to znaczna.
-Wiec dlaczego zada wydalenia Seamusa ze szko³y?To troche dziwne.Moim zdaniem jest to dobry argument by Snape wróci³ do Voldemorta i wyda³ po raz kolejny Seamusa.
-Nie zrobi tego.Voldemort nigdy nie wybaczy Snapeowi przejscia na nasza strone.
-Skad wiesz tyle rzeczy zwi±zanych z Voldemortem?
-Na pewno nie od Voldemorta jak pewnie podejrzewasz.Ostatnia normalna rozmowa z Voldemortem by³a 6 lat temu.
-Rozmawia³ z Toba normalnie?
-Tak.Ca³kiem normalnie.Nie zapominaj ze Voldemort to normalny cz³owiek.
-Ju¿ dawno o tym zapomnia³am.Ciezko mówic o Voldemorcie ze jest normalny.
-Wiem o tym ale to niestety twój ojciec i musisz siê z tym pogodzic.
-A co je¶li okaza³oby siê ze nie jestem córka Voldemorta?
-Nie mysl o tym co powiedzia³ Knot.Córka Voldemorta jestes na pewno.
-Szkoda…
-Je¶li ludzie dowiedzieli by siê ze nie jestes córka Voldemorta spalili by cie na stosie albo co gorsza pocieli na kawa³ki.
-A je¶li okaza³oby siê ze nie jestem córka Charlotte?
-Wtedy nic by siê nie sta³o.
-Dlaczego?
-Bo masz ogromna moc.Nie ma normalnego cz³owieka który mia³ by taka moc.Tylko wiezy z Voldemortem daja ci ogromna moc.
-Przepraszam panie dyrektorze…-powiedzia³a Hermiona.
-Tak?
-Czy nie powinni¶my wtr±ciæ tego ze Snape ma szanse wrócic do Voldemorta zabijaj±c Harr’ego,czyli wype³nic zadanie Angel.A Seamus jest bliski Angel a Snape usuwa wszystkie osoby które sa pomoca dla Angel.
-To bardzo dobre wskazanie.Mysle ze mo¿emy to uwzglêdniæ Hermiono.
-Trzeba pilnowac Snapea.
-Ju¿ pozno.Chyba skonczymy ta rozmowe.
-Ju¿ po sniadaniu?
-Tak.A co nie by³y¶cie na sniadaniu?
-Nie,ale Seamus!
Hermiona i Angel zerwa³y siê z foteli i pobieg³y do gabinetu Seamusa.
-Stój!-krzykne³a Angel.
-Co?
-Pods³uchamy czy ktos jest w srodku.
Angel podsunê³a siê do drzwi.
-Myslisz ze Angel cie uratuje?!Za pó¼no Seamusie.Voldemort wybaczy mi mój b³ad.
-Snape chce zabic Seamusa!Wchodzimy!
Angel i Hermiona wpad³y do gabinetu Seamusa
-Expeliarmus!-krzykne³a Angel i rózdzka Snapea wpad³a w jej rece.
-Nie b±d¼ zbyt madry Snape!Jak smiesz nachodzic Seamusa?!Co ty sobie wyobrazasz?!Jestes tylko zwyk³em smieciem a madrzysz siê jak sam Lord Voldemort!
-A ty Riddle lepiej zajmij siê odkrywaniem swojej przysz³o¶ci bo mo¿e siê okazac ze w przesz³o¶ci by³as uposledzona psychicznie!
-Dosc tego Snapea!Nie bêdziesz siê madrzy³!Moze chcesz odwiedzic Voldemorta?
-Angel!Nie!
-On mnie wyda!
-Sam siê wydasz.
Angel wyci±gnê³a rózdzke i odda³a Snapeowi jego rózdzke.
-Dotknijcie mojej ró¿d¿ki swoimi.
Hermiona pos³usznie wykona³a polecenie ale Snape i Seamus stali w bezruchu.
-A wy co?!Czekacie na zaproszenie?!
Seamus wyciagna³ swoja rózdzke i po³o¿y³ ja na rózdzce Angel.
-A ty Snape?!Wolisz spotkac siê z Voldemortem czy chcesz ¿ebym cie zabi³a w tym miejscu?
-Wole ¿eby zabi³ mnie Voldemort!-powiedzia³ Snape k³adac swoja rózdzke na rózdzce Angel.
Angel wyszepta³a cos pod nosem i wszyscy zaczeli wirowac w niebieskich p³omieniach.
Po chwili znale¼li siê na starym cmentarzu.
Na cmentarzu znowu znajdowali siê smierciozercy.
-Witaj ojcze.
-Snape?!-wykrzykna³ Voldemort
-I Seamus.A to moja kolezanka Hermiona.
-Witaj Hermiono-powiedzia³ Voldemort i zaniós³ siê smiechem.
-Co jest takie smieszne?!To ja powinnam siê smiac z twojego wygl±du bo przypominasz nim smiecia ale tego nie robie.
-Madra jestes.
-Dzieki.
-I odwazna.Chcia³bym zobaczyc mine Pottera.
-Tato!Zachowuj siê!
-Dobrze córko.
Angel odesz³a od grupy i podesz³a do smierciozerców obchodz±c naoko³o wszystkich.Po chwili zatrzyma³a siê przy jednym i zrzuci³a mu maske.
-Lucjusz Malfoy!Szkoda ze nie ma tu twojego syna!Pasozycie!
-Angel!Czego chcesz od moich popleczników?
-Nic!Zupe³nie nic!Pamietasz co powiedzia³am ci jak ostatnio tu by³am?
-Nie.Mam krótka pamiec.
-Ze mnie szlak strzela jak widze tych smieci na cmentarzu!!!!!!!!!!!!
-Dobrze.Juz dobrze.Wynoscie siê!Juz!
-Ale…-zacza³ Lucjusz Malfoy
-Nie ma zadnego ale æwoku!Jak Voldemort mówi ze macie siê wynosic to jest to jasne!Spadajcie stad!
Smierciozercy znikneli z cmentarzu a Angel usta³a obok Hermiony.
-Po co przyprowadzi³a¶ mi tu Snapea?
-A nie zapytasz po co przyprowadzi³am ci tu Seamusa?
-Seamusa?!Gdzie on jest?
Seamus wyszed³ zza Snapea.Voldemort wyci±gn±³ rózdzke a Angel zaczê³a dzia³ac.
-Expeliarmus!
Rózdzka Voldemorta trafi³a w rece Angel.
-Co robisz?Od lat na to czeka³em!
-Nie zrobisz tego!
-Dlaczego?Bronisz go?!
-A je¶li tak to co?
-To zginiesz razem z nim!
-Tak?Jestes pewny?!
-Nie!Jetses niesmiertelna wiec i tak cie nie zabije.
-I Seamusa tez nie zabijesz!
-Sugerujesz ¿ebym mu wybaczy³?
-Tak,ale Seamus ma swoja wersje.
-Tak?
-Seamus!
Seamus wyszed³ na przód i usta³ ko³o Angel.
-S³ucham.
-To Snape zmusi³ mnie do przejscia na druga strone.Sam to zrobi³ wiec chcia³ ¿ebym ja tez to zrobi³.
-To znaczy ze Snape przeci±ga na strone Dambludorea moich ludzi?
-Nie prawda!Panie!Wybacz!
-Tobie nigdy!
-Angel tez pomaga Albusowi!
-To prawda Angel?
-Tak.
-Od razu siê przyznajesz?
-Tak a co nie mogê?
-Nawet musisz.
-I co?Nic jej nie zrobisz?
-Nie Snape!Jej nic ale tobie mogê zrobic!Angel oddaj mi rózdzke!
Angel trzyma³a w d³oni rózdzke Voldemorta.
-Nie!
-Jak to nie?!Chce go zabic!
-Nie!Nikt dzisiaj tu nie zginie!Rozumiesz!?Zostaw to mnie a znajde odpowiednia chwile.
-Dobrze.Nie mam zbyt wiele czasu.Czego jeszcze chcecie?
-Wybaczysz Seamusowi?
-Ju¿ to zrobi³em.
Voldemort odwróci³ siê na piecie i ruszy³ w g³ab cmentarza.
-Traktujesz nas obojêtnie!
Voldemort obróci³ siê w strone Angel.
-S³ucham?
-Traktujesz nas obojêtnie.
-Powiedzia³em ci ju¿ cos na temat mojego czasu!Wiec zachowuj siê jak przysta³o na córke Voldemorta.
-Musze z Toba porozmawiac.
-Przyjdz wieczorem lub jutro.W tej chwili mam wazna sprawe do za³atwienia i nie mam czasu rozmawiac z Toba.
-Idziemy!-rozkaza³a Angel swoim towarzyszom.
Wszyscy dotknêli swoimi ró¿d¿kami ró¿d¿ki Angel i w prze³omie 5 sekund byli ju¿ w gabinecie Seamusa.Angel wsta³a z ziemi otrzepuj±c szate.
-Teraz rozumiesz Snape?
-Zrobi³as to celowo!A Voldemort jest zbyt g³upi ze ci wierzy.
Angel wyci±gnê³a rózdzke i skierowa³a ja ku Snapeowi.
-Uwazaj Snape bo ju¿ nie d³ugo mo¿esz byæ nastepny!
-O co Tobie chodzi?
-Zupe³nie o nic.
-Jestes dziwna i g³upia i watpie w to ¿eby¶ kiedy kolwiek zm±drza³a.
-A ja watpie w to ze Voldemort kiedys ci wybaczy a ja ju¿ o to zadbam ¿eby nie wybaczy³ ci takiego b³êdu.
-Dla mnie nie by³ to wcale b³ad.
Rózdzka Angel dotyka³a policzka Snapea.
-A wiec b±d¼ wierny temu komu by³es i przestan wkoncu dbac o opinie w oczach Voldemorta bo on ju¿ jej nie zmieni!
-Sugerujesz ze mam byæ pos³uszny Dambludoreowi?
-A co masz byæ nie pos³uszny?
-Tego nie powiedzia³em!
-Ale ja ci mowie ze masz byæ pos³uszny temu kto ci ufa a jestes ju¿ chyba na tyle madry ¿eby siê domy¶liæ!
-Na pewno jestem m±drzejszy od Ciebie!
-Czy ty myslisz Snape o walce ze mna?
-Nic takiego nie mówi³em!
-Wynos siê!
Snape zrobi³ zdenerwowana mine i wyszed³ z gabinetu Seamusa trzaskaj±c drzwiami.
-Dzieki
-Nie ma za co Seamusie.
-Ani troche siê nie zmieni³as
-Dlaczego tak uwazasz?
-Bo nadal jestes taka grozna.
-Daj spokoj.To tylko pozory.Potrafi kochac-powiedzia³a Hermiona.
Seamus spojrza³ na Angel.
-Co wy siê tak na mnie patrzycie?O co wam chodzi?
-Ktos zawróci³ ci w g³owie?
-Co cie napad³o?!Nikt mi nie zawróci³ w g³owie!Dajcie mi spokój!-wykrzycza³a Angel i wybieg³a z gabinetu.
-Co jest grane Hermiono?
-Nie jestem pewna czy o to chodzi ale wydaje mi siê ze podoba jej siê Harry.
-Harry Potter?
-Tak.
-Fajny ch³opak ale Voldemort nie by³by zadowolony.
-Tez tak sadze ale najwa¿niejsze to ze ona Harr’emu sie podoba.
-Skad wiesz?
-Ja wszystko wiem ale przykro mi Seamusie musze leciec bo jak Angel gdzies posieje to ju¿ jej do wieczora nie znajde a musze z nia pogadac.
-Dozobaczenia Hermiono.Mi³o mi siê z toba gawêdzi³o.
-Mi z Toba tez.Dozobaczenia.
Hermiona wysz³a z gabinetu Seamusa i pobieg³a w strone salonu gryfonów.Wpad³a do salonu i zobaczy³a siedz±cego Rona i Harr’ego a obok nich na fotelu siedzia³a Angel.
-Czemu uciek³as?
-Bo mnie denerwujesz!To tak trudno zrozumiec?
-Nie wiem o co Tobie chodzi!Przeciez twój brat mo¿e wiedziec!
-Ale co ma wiedziec?
-To ze kochasz Harr’ego.
-A kto ci wogule powiedzia³ ze ja kocham Harr’ego?!
-Nikt,ale widze to po twoim zachowaniu.
-To ¼le wiedzisz,bo mnie i Harr’ego nic nie ³±czy i nie po³±czy!I proszê cie zrozum to wkoncu i daj mi spokoj!-powiedzia³a zdenerwowana Angel
Harry zaczerwieni³ siê gdy us³ysza³ to co powiedzia³a Hermiona i pograzy³ siê w dalszym czytaniu „Proroka Codziennego”
-Gdzie by³y¶cie tyle czasu?-zapyta³ Ron
-U mojego ojca na cmentarzu.
-I Hermiona by³a z Tob±?
-Tak.
-Nie ba³as siê Hermiono?
-Nie.Przy Angel jestem zawsze bezpieczna.
-Hermiono idziesz siê przej¶æ?
-Z mi³a checia Ron.-powiedzia³a zadowolona Hermiona i ruszy³a w strone wyjscia a za nia Ron.
-No to zostali¶my sami.
-Na to wyglada-powiedzia³a Angel i zacze³a czytac „Proroka Codziennego”.
-Harry?
-Co?
-S³uchaj tego artyku³u.
Wczoraj wieczorem wkradziono siê do gabinetu zmar³ego ministra magii Korneliusza Knota.Wszystkie dokumenty zosta³y porozrzucane.Ministerstwo podejrzewa ze szukano czegos waznego.Narazie nie ustalono czy cos zgine³o ale g³ównym podejrzanym jest czarnoksiê¿nik Lord Voldemort.
-Podejrzewaja Voldemorta?
-Tak.I nie jest za dobrze.
-Dlaczego?Najwazniejsze ze nie podejrzewaja ciebie.
-Ale Voldemort to przeczyta i pewnie siê domysli ze to ja.Wtedy pewnie bêdzie chcia³ siê dowiedziec czego szukam a je¶li siê dowie zacznie szukac tego samego je¶li cos ukrywa jesli nie nie bedzie tego szuka³.
-No to wpadli¶my.
-Po same uszy.
-Kiedy wybierasz siê w ruiny domu moich rodziców?
-Zaraz.Gdzie jest Hermiona?
Angel wybieg³a z salonu i pobieg³a do Hermiony.
-Hermiono!
-Co?
-Czekajcie!
Hermiona i Ron zatrzymali siê a Angel szybko do nich przybieg³a.
-Co siê sta³o?
-Czytaj to.
Hermiona i Ron pograzyli siê w czytaniu.
-Podejrzewaja Voldemorta?
-Tak i to ¼le.
-Dlaczego?Dobrze ze ciebie nie podejrzewaja a to jest chyba najwa¿niejsze.
-Ale Voldemort to przeczyta i pewnie siê domysli ze to ja.Wtedy pewnie bêdzie chcia³ siê dowiedziec czego szukam a je¶li siê dowie zacznie szukac tego samego je¶li cos ukrywa jesli nie nie bedzie tego szuka³.
-To ju¿ inna sprawa.Co zamierzasz?
-Idziemy teraz w ruiny domu rodziców Harr’ego.
-Angel?
-Seamus?Co siê sta³o?
-Nie mo¿esz tam isc.
-Dlaczego?Co cie to obchodzi i dlaczego pods³uchujesz?!
-Dom jest ukryty i nie dostaniesz siê do niego jeesli nie dostaniesz zgody Albusa Dambludorea.
-Sk±d to wiesz?
-Zyje d³u¿ej na tym swiecie ni¿ ty.
-Albus nie da mi zezwolenia.
-Da ale musisz do niego dotrzec.
-Niby jak?
-Ty masz na to swoje w³asne sposoby.Uzyj ich i ci siê uda.
-No nie wiem.Dambludore nie chce mnie nara¿aæ na niebezpieczeñstwo.
-Zapewnij go ze nic ci siê nie stanie.
-Dzieki za rady.Pójde do niego pó¼niej ale móg³bys ju¿ isc?
-Oczywiescie,ale chce cie widziec po kolacji w moim gabinecie i nie s³ucham zadnych wykretów.
Angel nic nie powiedzia³a a Seamus znikn±³ za rogiem korytarza.
-On ci rozkazuje.Dajesz siê?
-A co ja mogê zrobic Hermiono?Jest nauczycielem.Tak czy inaczej musze siê podporz±dkowaæ.
-Mo¿e ma na ciebie jakiegos haka którym nie chcesz siê ze mna podzielic co?
-Co to to na pewno nie.Nie boje siê Seamusa ale skoro chce ¿ebym przysz³a to pójde je¶li nic mi nie wypadnie.
-Znajac ciebie pewnie wypadnie.
-Idziecie do salonu?
-Nie.Idziemy do Hagrida.
-Ok.Ja ide do biblioteki.Musze zrobic prace na Staro¿ytne runa.
-JA tez musze zrobic ale zrobie pó¼niej.
-Dobra nie przejmuj siê praca.Idz na spacer.
Angel usmiechne³a siê i ruszy³a w strone biblioteki ale wcale nie mia³a zamiaru do niej isc.Po drodze do biblioteki zawsze zachacza³a o gabinet Dambludorea a potem nie chcia³o jej ju¿ siê isc do biblioteki i wraca³a do wiezy.
Angel dotar³a pod drzwi gabinetu Dambludorea i zapuka³a.Drzwi otworzy³y siê z hukiem ale Dambludorea nie by³o przy biurku.Angel wesz³a do srodka i rozejrza³a siê dooko³a.Jej oczom rzuci³a siê kartka na biurku na której pisa³o:Dla Angel.
Angel podesz³a do biurka i chwyci³a kartke.Roz³ozy³a ja i przeczytala.
Droga Angel
Wyjecha³em do Londynu na tydzieñ.Wiem ze chcesz odkryc swoja przesz³o¶æ i dostac siê do domu rodziców Harr’ego.Musisz jednak mieæ moja zgode.Dam ci ja po powrocie pod warunkiem ze wykonasz dla mnie te wszystkie zadania które napisze ci nizej.Oto one:
1.Ministerstwo chce wydalic profesor Mccgonnegall ze szko³y.Nauczyciele tez sa za tym.Musisz przekonac przynajmniej 5 nauczycieli i zdobyc ich podpis.
2.W czasie mojej nieobecno¶ci zostaniesz dyrektorem.Musisz przekonac profesor Mccgonnegall ze nadajesz siê na te stanowisko.A jak ju¿ ja przekonasz wykonaj dok³adnie wszystkie jej polecenia.
3.Ani razu nie mo¿esz dac siê sprowokowac Snapeowi.
4.(i ostatnie chyba najtrudniejsze)musisz powiedziec Harr’emu ze go kochasz oraz Voldemortowi ze nie wykonasz zadania bo kochasz Harr’ego.
Powodzenia
Albus Dambludore
-To chyba jakis zart?!
-Nie moja droga.-odezwa³ siê portret na scianie.
Angel zwinê³a kartke w³o¿y³a ja do kieszeni szaty i wyszla z gabinetu biegnac w strone salonu by opowiedziec wszystko przyjacio³om.
-To jest nie wykonalne ale cena jest wysoka-powiedzia³a Hermiona.
-Bardzo i dlatego musze to wykonac jak najszybciej i mieæ to z g³owy.
-Najgorsze jest to ostatnie.Chyba nie poka¿esz tego Harr’emu?
-Zwariowa³as?Pewnie ze nie!
-Ale bêdziesz musia³a mu to powiedziec.
-I Voldemortowi.
-Wspó³czuje ci.
-Ale musze to zrobic je¶li chce siê dostac do tego cholernego domu.
-Pomoge ci.
-Jak?
-Pogadam z nauczycielami i spróbuje ich troche przekabacic na strone Mccgonnegall.
-Ok.Dzieki ci Hermiono.
-Nie ma za co.
-Jest.Za pomoc.
-Co najpierw zrobisz?
-Przekonam Pr.Mccgonnegall ze nadaje siê na stanowisko dyrektora.
-Ok.Idz a ja ide przekonywac nauczycieli.Dobrze ze mamy dwa miesi±ce wolnego.
-No wcale nie takiego wolnego.Musimy siê przygotowaqc do testów a ja nic nie umiem.
-Ja tez ale bêdê musia³± sobie jakos poradzic.
-Jakos to bêdzie ale zabieramy siê do roboty.
Hermiona i Angel wysz³y z salonu i rozesz³y siê w dwie inne strony.Angel ruszy³a do gabinetu profesor Mccogonnegall a Hermiona do profesor Trelweney.
Angel usta³a prezd gabinetem i zapuka³a.
-Proszê!-odezwa³ siê g³os profesor Mccgonnegall.
-Dziendobry pani profesor.
-Witaj Angel.Czy cos siê sta³o?Usiadz proszê.
Angel usiad³a na fotelu.
-Nic siê nie sta³o ale mam dla pani propozycje.
-Cóz to za propozycja?
-Pomysla³am ze w czasie nieobecno¶ci Albusa mog³abym zostac zastêpczym dyrektorem.
-Albus wspomina³ ze masz dobrze rozwinieta charyzme.Tez tak mysle.Oczywiscie ze mo¿esz zosatc dyrektorem ale tylko do czasu nieobecno¶ci Albusa.
-No tak naturalnie.
-A wiec mam dla ciebie nowe obowi±zki.Musisz sporz±dziæ i powiesic na tablicy nowy plan lekcji i terminy egzaminów.
-Tylko to?
-I jeszcze musisz pojechac do Ministerstwa i zawiezc raporty.
-To wszystko?
-Na razie tak.Jak cos trzeba bêdzie zrobic to cie zawiadomie.
-Dziekuje.
-Mi³ej pracy i dozobaczenia.
-Dozobaczenia.
Angel wysz³a zadowolona z gabinetu profesor Mccogonnegall i pobieg³a wzd³u¿ korytarzu.
-Angel!
-Co?
-Prawie przekona³am profesor Trelweney.A ty jak sobie poradzi³as?
-Zgodzi³a siê tylko teraz musze zrobic nowy plan lekcji i og³osic terminy egzaminów.Gdzie jest Ron i Harry?
-Sa na boisku.Trenuja Quiditcha.
-To dobrze.
-Co traz bêdziesz robic?
-Jaki jest dzis dzien tygodnia?
-Poniedzia³ek.A co?
-W niedziele wieczorem wraca Albus.Musze siê wyrobic ale na dzis ju¿ starczy.Dzis odpoczywam.Powiedz Harr’emu i Ronowi ze zosta³am dyrektorka.Jakos to im wyt³umacz.Tylko nie mów im prawdy ok.?
-Ok.A ty idziesz do swojego gabinetu?
-Tak a ty idz do wiezy i jak bêdziesz chcia³a to przyjdz po kolacji do mnie.Zreszta spotkamy siê na sniadaniu.
-Ale ty przeciez bêdziesz siedzieæ przy stole nauczycielskim.
-Tak bo musze og³osic uczniom ze jestem nowym dyrektorem.
-Ciekawe ja zaareguja.
-Nie wiem ale zobacze na kolacji.Dozobaczenia Hermiono i dzieki za pomoc.
-Nie ma za co.Czesc.
Angel ruszy³a do swojego gabinetu i po³o¿y³a siê spac.
Po przebudzeniu Angel ruszy³a do wielkiej sali.Po drodze jednak natknê³a siê na Snapea.
-Gratuluje córko Czarnego Pana.
-Dziekuje.-powiedzia³a Angel i ruszy³a przed siebie co Snapea bardzo zdziwi³o poniewa¿ bardzo lubi³ dzia³ac na nerwy Angel.
Angel wesz³a do wielkiej Sali i usiad³a przy stole nauczycielskim.Wszyscy uczniowie byli ju¿ w wielkiej Sali.Angel wsta³a:
-Drodzy uczniowie.Dambludore wyjecha³ w niewyja¶nionych okoliczno¶ciach i wraca dopiero w niedziele.Przez wszystkie te dni ja bêdê waszym dyrektorem.Wszelkie skargi prosby i problemy proszê kierowac do mojego gabinetu który znajduje siê tam gdzie znajdowa³ siê do tej pory.Dziekuje.
Wszyscy zaczeli klaszczec,niektórzy nawet gwizdali.Nawet Draco klaska³ i banda ze Slytherinu.
Angel usiad³a na swoje miejsce i zacze³a rozmawiac z Seamusem.
-Nie wiedzia³em ze wzniesiesz siê az tak daleko.Tylko szkoda ze nie ma Dambludorea.Nie dostaniesz za tem zezwolenia.
-Nie spieszy mi siê.Poczekam az wróci.
-Nie boisz siê ze Voldemort bêdzie szybszy?
-O co ci chodzi?!Daj mi wreszcie spokój!Nie by³o cie tyle lat i sama dawa³am sobie rade.Sama decydowa³am co s³uszne i nie jasne a teraz nagle siê zjawiasz i zamierzasz mna rz±dziæ?!
-Wcale nie zamierzam Toba rz±dziæ!Chce cie tylko wesprzec.Dobrze wiesz jaka by³a moja sytuacja.
-Wiem i to bardzo dobrze ze uciek³es bo ba³es siê co jeszcze bêdzie chcia³ od ciebie Voldemort!Nie chcia³es mu pomóc kiedy on potrzebowa³ tej pomocy.
-Zwariowa³as?!Mam pomagac Voldemortowi?!Opêta³o cie cos?!Przeciez nie dawno sama mówi³as ze nie jestes po jego stronie tylko po Dambludorea i ja tez mam byc po tej samej stronie co ty a teraz nagle zmieniasz zdanie?
-Nie mówie ze masz mu pomagac teraz!Zabraniam ci pomagania Voldemortowi teraz!Mia³es pomóc mu wtedy za nim uciek³es.By³es g³upcem!Uciek³es a Snape wymysli³ jakas opowiesc i Voldemort szuka³ cie latami by cie z³apac i zabic!Zabic nie wybaczyc rozumiesz?!Nie s³ucha³ by zadnych twoich wyja¶nieñ!Nie zdazy³ bys powiedziec nawet s³owa!I niech wkoncu do Ciebie dotrze jaki naprawde jest Voldemort!-wykrzyknê³a Angel i ruszy³a do swojego gabinetu.
Seamus zaobserwowa³ ze Harry ruszy³ za nia i wsta³ ze swojego miejsca po czym ruszy³ za Harry’m.
-Angel!
-Harry?
-Czemu wybieg³as?
-Mam duzo pracy.
-Ale je¶li mówisz do mnie to patrz na mnie a nie chowasz wzrok.Przeciez widze ze cos siê sta³o.
-Naprawde nic siê nie sta³o Harry.Wybacz ale mam duzo pracy.
Angel odwróci³a siê na piecie i wesz³a do swojego gabinetu a Seamus wyszed³ zza rogu i z³apa³ Harr’ego za ramie.
-Witaj Harry.
-Czesc Seamus!
-Podoba ci siê?
-Kto?
-Moja siostra.
-No niestety tak.
-Czemu niestety?
-Bo ona mi siê podoba ale ja jej nie.
-A powiedzia³a ci ze jej siê nie podobasz?
-Nie mogê z nia porozmawiac bo zawsze unika tego tematu.
-Je¶li unika tego tematu to ju¿ cos znaczy ale radze ci daj sobie z nia spokój.Ona zyje w innym swiecie.Dla niej liczy siê tylko odkrycie prawdy i przemoc nad innymi,Nie wie co to jest mi³osc bo nigdy jej nie zazna³a.Jest córka Voldemorta a Voldemort nie potrafi kochac.
-Ty tez jestes synem Voldemorta i potrafisz kochac.
-Ja nie jestem synem Voldemorta.
-Nie?
-Mielismy tylko wspóln± matke.
-To kto jest twoim ojcem?
-Przyjmuje ze Voldemort bo prawdziwego ojca nigdy nie widzia³em.
-Wy jeste¶cie po prostu dziwni.
-Wiem i dlatego radze ci nie rób sobie nadziei ze pomiedzy toba a Angel bêdzie cos wiecej ni¿ tylko przyjazn bo to jest niemo¿liwe.-powiedzia³ Seamus i zwróci³ siê ku schodom do lochów,a Harry poszed³ do salonu gryfonów.
Angel pracowa³± ciezko w swoim gabinecie.Zrobi³a nowy plan lekcji i wywiesi³a go na tablicy.Potem spakowa³a raporty i ruszy³a do Ministerstwa.
Wesz³a do wielkiego budynku ze szk³a.W biurze siedzia³a sekretarka.Angel podesz³a do okienka.
-Chcia³abym oddac raporty dla ministra magii.
-Pokój 105 na 1 pietrze.
-Dziekuje.
Angel ruszy³a schodami na 1 pietro i odnalaz³a pokój 105.Zapuka³a.
-Proszê wej¶æ.
Angel wesz³a do srodka.
-Witaj ministrze.
-Angel Charlotte Marvolo Riddle?Co robisz w moim gabinecie?
-Przynios³am raporty z Hogwartu.
-A czemu tego nie zrobi³ Dambludore?
-Bo wyjecha³ i ja jestem dyrektorem tymczasowym.
-Usiadz.
-Nie mam zamiaru tego robic.
-A co przysz³as mnie zabic?
-Kto kaza³ panu podrzucac mi list do salonu?!
-Jaki list?O co ci chodzi?!Zawsze masz takie wymys³y?A mo¿e wspó³pracujesz z e Snapeam?!
Angel rzuci³a raporty na biurku ministra i nachyli³a siê nad nim prawie dotykaj±c jego twarzy.
-Dowiem siê prawdy.I nie radze ukrywac niczego co jest zwi±zane ze mna bo wtedy bêdê musia³a pana zabic.Dowidzenia panie ministrze-powiedzia³a kpi±co Angel i pstryknê³a palcami po czym zniknê³a i znalaz³a siê w Hogwarcie.Ruszy³a korytarzem i zesz³a w dó³ do lochów.Otworzy³a bez pukania drzwi gabinetu Snapea i wpad³a do niego wsciek³a.
-W co ty ze mna pogrywasz Snape?!
-O co ci chodzi Angel?
-Jeszcze jeden taki list przez ciebie podrzucony do salonu gryfonów a bêdê musia³± cie zabic Snape.Ale za nim to zrobie odkryje w co pogrywasz .Za wszelka cene to zrobie i ¿eby¶ siê nie zdziwi³ przypadkiem gdy zobaczysz niespodziewanie zielony promien przed oczami.Przynajmniej bêdziesz wiedzia³ za co umierasz.Dozobaczenia Snape.-powiedzia³a wsciek³a Angel i wysz³a z gabinetu Snape kieruj±c siê do swojego gabinetu po czym zasne³a.
Rankiem Angel sporz±dzi³a terminy egzaminów i zawiesi³a je na tablicy og³oszen po czym ruszy³a do wielkiej sali na sniadanie.
-Angel!
Angel odwróci³a siê za siebie i zobaczy³a Hermione.
-Czesc.
-Czesc.
-Jak tam twoje zadanie?Widzia³am ze na tablicy wisi ju¿ nowy plan lekcji i terminy egzaminów.A zawioz³as ju¿ raporty do ministerstwa?
-Tak.Zrobi³am to wczoraj.
-To dobrze a co z przekonaniem nauczycieli?
-Postaram siê wyrwac po snaiadaniu i wykonac do konca wszystkie misje.
-I powiesz Harr’emu ze go kochasz?
-A mam inne wyjscie?
-Chyba masz.
-Jakie?
-Nie mów mu.Powiedz Dambludoreowi ze nie bêdziesz wyzanawac Harr’emu fa³szywych uczuc.
-Nie wiem.Moze wysle dzis Dambludoerowi sowe a je¶li nie to bêdê musia³a to wykonac.
-Dzisiaj jest ¶roda.Licz siê z tym ze Dambludore wraca ju¿ nie d³ugo.
-Angel!
Harry bieg³ w strone Angel machaj±c jakas kartka.
-Sowa przynios³a ci list a ta kartka by³a na stole w salonie gryfonów.
-Ale ta kartka znowu jest zapieczetowana krwia.
Angel spojrza³a na przyjació³ i rozdar³a koperte.
Witaj Angel Charlotte Marvolo Riddle
Nie wykona³as zadania które mia³as wykonac.Daje ci czas do jutra.Jesli Seamus nie zniknie z Hogwartu powiem Czarnemu Panu dlaczego nie chcesz zabic Harr’ego.Chyba nie chcesz stracic jego wszystkich ³ask?
Z powazeniem
************
-Ktos sobie ze mnie zarty robi!
-To podejrzane.To musi byæ Snape.
-Sprawdze to potem.
-Ale masz ma³o czasu.Przeciez on jutro powie Voldemortowi cos czego ty nie wiesz.
-Albo bêdê pierwsza.
-To jest dobry pomys³-powiedzia³a Hermiona.
Angel rozerwa³a koperte drugiego listu.
Droga Angel!
Wracam jutro poniewa¿ plany siê zmieni³y ale nie musisz wykonywac tego osatatniegoz zadania.Zostawimy to na pó¼niej.Pierwszego tez nie musisz bo Ministerstwo odwo³a³o swója decyzje.Dziekuje ci jednak za wszystko co zrobi³as dla Hogwartu w czasie mojej nieobecno¶ci.
Albus Dambludore
-No to mamy z g³owy-powiedzia³a Hermiona.
-A o jakie zadanie chodzi?
-O nic Harry.To taka papierkowa robota w czasie nieobecno¶ci Dambludorea.
-Aha.Rozumiem.
-Idziemy na sniadanie bo siê spó¼nimy.
Angel,Harry i Hermiona ruszyli do wielkiej sali.Angel usiad³a przy stole nauczycielskim obok Snape i Seamusa.Snape patrzy³ wrogo na Seamusa.Nagle Angel wpad³ do g³owy genialny pomys³.Wzie³a list zapieczêtowany krwia nie wiadomo od kogo i wsta³a.
-Drodzy uczniowie!Mam jeszcze jeden komunikat.Taki list zosta³ dzis podrzucony do salonu gryfonów.Jest zapieczêtowany krwia.Ktos siê wygraza i jest to ju¿ drugi list od tej osoby.Jesli ktokolwiek z tej szko³y robi sobie takie zarty wliczaj±c nauczycieli proszê o przyznanie siê do winy!Jesli nikt do konca tego dnia nie przyzna siê do zartów zwi±zanych z tym listem bêdê musia³a wszystkich uczniow wydalic ze szko³y i zmnienic na drugich oraz to samo zrobie z nauczycielami!Co gorsza je¶li sprawca siê nie zg³osi bêdê musia³a podj±æ ostateczna decyzje o zamknieciu Hogwartu!Dziuekuje za wys³uchanie.
-Co ona robi?!Przeciez napisza o tym w mediach!
-Oj przestan Ron!Dobrze zrobi³a.
-Ale i tak nie bêdzie mog³a zamkn±æ Hogwartu.
-Ron czy Ty naprawde jestes taki g³upi czy mi siê tylko wydaje?!Angel jest dyrektorem.Moze robic z Hogwartem co jej siê zywnie podoba!-powiedzia³a wsciek³a Hermiona i wysz³a z wielkiej Sali.
-Wkurza mnie ona!
-Ale podoba Ci siê.
-Co z tego jak nie mo¿na z nia normalnie porozmawiac bo ca³y czas siê na mnie drze.
-Musisz siê bardziej postarac bracie-powiedzia³ Harry z u¶miechem i poklepa³ Rona po plecach po czym wyszed³ z wielkiej sali.
Po sniadaniu Angel ruszy³a do swojego gabinetu ale droge odci±l jej Snape.
-Co ty wyprawiasz Angel?
-O co ci chodzi Snape?
-Gadasz takie g³upoty uczniom.
-Wydaje mi siê Snape ze kierowa³am to wy³±cznie do Ciebie.
-Do mnie?Jesli uwazasz ze to ja podrzuci³em Ci ten list to siê mylisz.Nie mam z tym nic wspólnego.
-Tylko Ty Snape mscisz siê na Seamusie wiec kto inny móg³by to zrobic?
-Tym razem siê mylisz bo to nie ja podrzucam Ci te listy.
-A powiedz mi Snape jaka mam pewno¶æ ze to nie twoja robota.
-Nie bêdê siê Ci t³umaczy³.I zajmij siê lepiej odkrywaniem swojej przysz³o¶ci.Moze byæ bardzo interesujaca.-powiedzia³ Snape i ruszy³ do przodu.
-Radze Ci Snape nie chcij wiedziec o mnie duzo bo to mo¿e Cie przerazic.
Snape zatrzyma³ siê i odwróci³ siê w strone Angel.
-Co masz na mysli?
-Skoro podrzucasz te listy powinnienes wiedziec.Dozobaczenia Severusie.-powiedzia³a Angel i wesz³a do swojego gabinetu poci±gaj±c za soba wieczna szate Slytherina a Snape ruszy³ korytarzem w dó³ prowadzacym do jego gabinetu w lochach.
-Severusie!
Seamus bieg³ w strone Snapea.
-Czego chcesz?!
-Chcia³em Cie tylko ostrzec.
-Przed czym?
-Trzymaj siê z daleka od mojej siostry bo powyrywam ci te resztki twoich w³osów.
-Grozisz mi?
-Ostrzegam…-powiedzia³ Seamus i pobieg³ dalej.
Tymczasem Angel siedzia³a przy biurku i my¶la³a jaka naprawde mo¿e byæ jej przesz³o¶æ.Nagle ktos zapuka³ w drzwi jej gabinetu.
-Proszê!
Harry wszed³ do srodka i zamkn±³ za soba drzwi.
-Musimy pogadac Angel.
-Wybacz Harry ale nie mogê z Toba teraz rozmawiac.Zaraz wybieram siê na cmentarz.
-Ale to wazne.
-Wybacz Harry ale naprawde nie mogê.-powiedzia³a Angel i wsta³± z krzese³ka.
-Ale to bardzo pilne.
-Przeciez mówie ze nie mogê!Czy dociera to do Ciebie?!
Harry nic nie powiedzia³ tylko wyszed³ z gabinetu Angel i trzasn±³ drzwiami.
-Co ja znowu zrobi³am!
Angel usiad³a na fotel i zaczê³a p³akac.Tymaczasem do jej gabinetu wszed³ Seamus.
-Angel?
-Seamus!Czemu whodzisz bez pytania?!
-Z tego samego powodu z którego Ty placzesz.
-Wcale nie p³acze!
-Przeciez widze.
-Nie Twoja sprawa!
-Chodzi o Harr’ego prawda?
-Nie Twoja sprawa.Wybacz ale nie mogê z Toba rozmawiac-powiedzia³a Angel po czym pstryknê³a palcami i znikne³a pojawiaj±c siê na cmentarzu.
-Witaj ojcze.
-Witaj córko.Dobrze ze jestes.Musimy porozmawiac.
-Czemu znowu te pata³achy tu stoja?!!!
-Przepraszam Cie ale dzisiaj wyjatkowo oni musza tu stac.
-A co boisz siê ze zrobie Ci krzywde?Ja nie mam ochrony i zyje.Widocznie jestes ju¿ tak s³aby ze potrzebujesz ca³ej gwardi ochronnej.
-Sam móg³bym z Toba walczyc.
-A co chcesz siê zmierzyc.
-Nie mam zamiaru rozmawiac na takie tematy a tym bardziej ich realizowac.
-Boisz siê?
-Nie ale nie bêdê z Toba walczy³.Przejdzmy do tematu na który musze z Toba porozmawiac.
-S³ucham.
-Co czujesz do Pottera?
-Jest tylko moim kolega.Znowu zaczynasz ten temat?!
-Skoro jest twoim kolega to dlaczego jeszcze zyje?!
-Bo nie mam czasu na takei bzdety!I przestan na mnie wszeszczec!
-Zarty siê skonczy³y!Masz zabic go do jutra!Jesli tego nie zrobisz zrobie wszystko ¿eby wywalili Cie z Hogwartu!
-Jestem tymczasowym dyrektorem Hogwartu a ty nic nie mo¿esz mi zrobic!
-Dosta³em informacje ze zakocha³as siê w Potterze,ze masakrujesz Snapea…
-A co wybaczy³es mu?
-Pan jest mi³osierny.
-I ty siê za takiego uwazasz?!
-Nie zbaczaj z tematu!
-Dobrze.A wiec powiedz co tam jeszcze siê dowiedzia³es?
-Ze kolegujesz siê z ta szlama Granger i wspó³pracujesz z Dambludorem przeciwko mnie.
-Az tyle?Oj to strasznie duzo.Bede siê z toba zeganc bo mam duzo roboty w Hogwarcie.
-Ty mnie po prostu olewasz!
-Pozwól ze pozeganam siê z twoimi poplecznikami.Ma³o ich jest to nie zajmie mi to du¿o czasu.
-Kpisz sobie ze mnie!Trzymaj siê od nich z daleka.
-Spoko!Nic im nie zrobie.
Angel podesz³a do pierwszego smierciozercy i zdjê³a mu maske.
-Na to Ci nie pozwalam!
-Crebe.No proszê.Skoro ju¿ tu jestem to mo¿e zapytam.Gdzie jest twoje miejsce?
-Nie wiem.
-Imperio?Swietne dzia³anie.Wracaj do szko³y za nim strace cierpliwo¶æ!
Angel popchnê³a Crebea który uciek³ w po¶piechu.
-Co ty wyprawiasz?!
-To moi uczniowie a nie twoi poplecznicy.
-I tak tu wróca.
-To ju¿ mnie nie obchodzi.
Angel podesz³a do drugiego smierciozercy.
-Goly.Nastepny ¶mia³ek.Do Hogwartu!
Goly pobieg³ w strone wyjscia.
-Pata³achy!
-Nie masz prawa tak z nimi postêpowaæ!-Voldemort obsta³ w obronie swoich popleczników.
-Milcz!
Angel odkry³a nastepna maske.
-M³ody Malfoy.No proszê.To samo co reszta.
-Nigdzie nie pójde a ty nie bêdziesz mi rozkazywac!
-Taki jestes madry?!A chcesz po¿egnaæ siê z Hogwartem?!
Malfoy nic nie powiedzia³ tylko ruszy³ ku wyjsciu i pok³oni³ siê Voldemortowi.
-Wierny s³uga…ciekawe na jak d³ugo.
-Na zawsze.
Angel ¶ci±gnê³a nastepna maske.
-Sanpe?!Co ty tu robisz?!Wynos siê do Hogwartu za nim strace cierpliwo¶æ!
Snape pstrykna³ palcami i znikna³.
-Co za niewdziêczno¶æ!
Voldemort sta³ w ciszy i obserwowa³ ca³e zamieszanie.
-Lucjusz Malfoy.No proszê.Powodzenia w dalszym poplecznictwie.Juz nied³ugo przekonamy siê kto wygra.
Malfoy nic nie powiedzia³ tylko spowrotem za³o¿y³ swoja maske.
-A na koncu mamy?
Angel zrzuci³a maske ostatniego smierciozercy.
-Belatrisk Lastrange?!
-Odczep siê od naszego pana i od nas!
-Nie bêdziesz mi rozkazywac!
Angel odwróci³a siê w strone Voldemorta.
-Nie doceniasz mnie prawda?
-Kto Ci to powiedzia³?
-Twoja dusza i ja to wiem ju¿ od dziecka.Moze wkoncu mnie docenisz.
Angel wyci±gnê³a rózdzke.
-Co zamierzasz?
-Pokaze Ci ile jestem warta i ze nastepnym razem pos³uchasz siê mnie choæby nie wiem co.
Angel podesz³a do Belatrisk.
-Zginiesz za swe czyny!
-Avada Kedvara!
Belatrisk pad³a na ziemie.
-Ju¿ dawno tego nie robi³am i ostrzegam Cie Lordzie Voldemorcie ze je¶li raz gdy przyjde a oni bêd± na cmentarzu zginiesz razem z nimi wszystkimi-powiedzia³a Angel i w³o¿y³a rózdzke do kieszeni szaty.
-W co ty grasz?!Chcesz mnie zabic?Tego w³asnie pragniesz?
-B±d¼ ze mna szczery to tego nie zrobie.Dowidzenia Malfoy-powiedzia³a Angel i znikne³a.
Pojawi³a siê spowrotem w swoim gabinecie.Seamus ciagle siedzia³ przy biurku Angel.
-Gdzie by³as?
-U Voldemorta.
-Czy Ty zwariowa³as?!Mówi³em Ci ze masz tam nie chodzic!
S³owa Seamusa przesz³y przez Angel tak jak wogule by ich nie by³o.
-Mam do Ciebie prosbe.Przyprowadz mi tu;Crebea,Goly’ego,Malfoya i Snapea.
-Po co?
-Nie pytaj.Przyjdz tu razem z nimi.
-Dobrze.-powiedzia³ Seamus i wyszed³ z gabinetu Angel.
Po chwili w gabinecie pojawi³a siê ca³a trójka i Seamus.
-Siadajcie.
-O co chodzi?zapyta³ Malfoy.
-Najpierw zapytam o to kto z was podrzuca te listy?
Wszyscy zamilkli.
-Przyznajcie siê od razu,dla was bêdzie lepiej.
-To ja.-powiedzia³ Malfoy.
-Dlaczego to robisz?
-Dla Snapea.
-Dla Snapea?A w³asnie gdzie jest Snape?
-Zaraz przyjdzie.-powiedzia³ Seamus.
-To jak Malfoy?Powiesz prawde?
-Tak.
-No to s³ucham.
-Snape chce wróciæ do eliksirów,a Seamus zajmuje jego miejsce.Chce wymy¶liæ jakis eliksir,który pomoze mu w przekonaniu Ciebie do oddania mu zadania.
-Nie wiedzia³am ze Snape jest az taki g³upi.No ale trudno.No dobrze Draco.A powiedz mi po co by³es na cmentarzu dzis?
-Jestem poplecznikiem Voldemorta.
-Od kiedy?
-Od 3 tygodni.
-Rozumiem.Jakie Voldemort powierzy³ Ci zadanie?
-Na razie ¿adne.
-Dobrze.Mam dla Ciebie kare.Przez 2 tygodnie bêdziesz karmi³ sowy i scieli³ im bez pomocy czarów…
-Co?!Tylko nie to.
-To jeszcze nie wszystko.
-W kazda sobote o 20 bêdziesz przychodzi³ do mojego gabinetu na 2 pietrze,nie do tego,do nowego.
-Po co?
-Zobaczysz.
-I nie chce Cie widziec na cmentarzu.Rozumiesz?Odwiedzam codziennie cmentarz i znam kazda prawde.Przede mna nic nie ukryjesz.
-To wszystko?
-Tak,ale daje Ci zawieszenie jeszcze jeden g³upi numer i wylatujesz ze szko³y.Rozumiesz?
-Tak.
-A wy mo¿ecie siê pakowac…jak jeszcze raz bêdzie jakas akcja z waszym udzia³em.I pomagacie Malfoyowi w sprz±taniu sowiarni.Rozumiecie?
-Tak.
-Mo¿ecie isc.I Malfoy pamiêtaj je¶li nie stawisz siê w sobote w moim gabinecie wywale Cie ze szko³y.
-Na pewno siê stawie.
-Mam nadzieje.Mozecie ju¿ isc.
Malfoy,Goly i Crebe wyszli z gabinetu Angel i natknêli siê na Snapea.
-Zapraszam do srodka Snapea.
Snape wszed³ do srodka i usiad³ na fotel ko³o biurka Angel.
-Co znowu?Zwolnisz mnie?!
Angel wsta³a ze swojego fotela i zacze³a kr±¿yæ po biurze.
-Zapewne wiesz Snape po co tu jestes.
-Nie za bardzo.
-Ostrzegam Cie.Robi³am to ju¿ wiele razy ale do Ciebie nic nie dociera.Nasy³asz uczniów ¿eby donosili mi jakies g³upie listy,które nic dla mnie nie znacza,donosisz do Voldemorta ka¿dy najmniejszy szczegó³ zwi±zany ze mna.Ale ja siê nie boje.Zabi³am Belatrisk Lastrange i mogê zabic Ciebie.
-Zabi³as Belatrisk?!
-Tak.Bez zadnych skrupu³ów.Szuka³am jej ca³e zycie.Nienawidze jej.To ona zmusi³a Voldemorta do zabicia mi matki.
-Jestes okrutna!
-I w³asnie dlatego powinnienes uwa¿aæ Snape.Gdyby nie to ze jest tu Seamus zabi³abym Cie.
-A co ma do tego Seamus.
-On to zrobi.Nie ja!
-On?Nie umie trzymac nawet ró¿d¿ki!Jestes smieszna!
Angel wyci±gnê³a rózdzke i podesz³a do Snapea dotykaj±c jej koncem jego klatki piersiowej.
-Co zamierzasz?
-Nic,nic konkretnego.Ostrzegam Cie!Jeszcze jeden numer a zabije Cie.Strzez siê Snape i zacznij wkoncu siê bac.A to jako ostrze¿enie!Crucio!
Snape przewróci³ siê na ziemie razem z fotelem.Po chwili Angel przerwa³a dzia³anie zaklêcia.
-Mam nadzieje ze cos zrozumia³es Snape!Powodzenia w dalszej misji przyrzadzania eliksiru!
Wsciek³y Snape podniós³ siê z pod³ogi i wyszed³ z gabinetu Angel.
-Nie za ostro?
-Nie bêdzie dzia³a³ przeciwko mnie.Nie pozwole na to.
-Masz racje.
Seamus podniós³ fotel przewrócony przez Snapea i usiad³ na niego.
-Co zamierzasz?-zapyta³ po chwili milczenia.
-Na razie nic.Musze zobaczyc jak bêdzie zachowywa³ siê teraz Snape.Potem cos wymysle.
-Masz jakies plany co do Voldemorta?
-Mam a czemu pytasz?
-Bo chce wiedziec jakie.Moze bêdê móg³ Ci wtedy jakos pomóc.
-Nie mogê powiedziec.
-Dlaczego?
-Bo to sa plany dyskretne.Moge o nich wiedziec tylko ja i Harry.
-Harry mo¿e a ja nie tak?
-Ty tez bêdziesz nie d³ugo wiedzia³ ale narazie Ci nie powiem.
-No dobrze.Niech Ci bêdzie ale to co czujesz do Harr’ego chyba mo¿esz mi powiedziec?
-Harry jest tylko moim przyjacielem i tak zostanie.
-Dlaczego?
-Seamus proszê Cie nie pytaj mnie o takie rzeczy!Nie jestem wrózka.
-Ale nie jestes cz³owiekiem.
-A czym?
-Jestes Córka Voldemorta a to jest róznica.
-Ale nie duza.
-No nie duza ale jest.
-Nie interesuje mnie teraz róznica pomiedzy mna a Voldemortem!Daj mi spokój.
-Myslisz o Harrym prawda?Ty go kochasz.Sama spójrz na swoje zachowanie.
-Wyjdz z mojego gabinetu!
Seamus wsta³ z fotela i trzasna³ drzwiami wychodz±c ze w¶ciek³o¶ci± z gabinetu Angel.
Nagle do gabinetu Angel znowu ktos zapuka³.
-Proszê.
-Przyszed³em tylko po papier terminów egzaminów bo profesor Trelweney prosi.
Angel podesz³a do biurka i zacze³a szukac papieru w szufladzie biurka.Znalaz³a go i poda³a Harr’emu.
-Dziekuje-powiedzia³ Harry i ruszy³ do wyjscia.
-Harry.Poczekaj.
-Nie mamy o czym rozmawiac.
-Mamy.Prosze Cie zaczekaj.
-Mów szybko bo nie mam czasu.
Angel podesz³a do Harr’ego i po³o¿y³a swoja d³on na jego ramieniu.
-Harry…Przepraszam.
-Za co?
-Za to ze nie chcia³am wczesniej z Toba porozmawiac.To siê wiecej nie powtórzy.
-Nic siê nie sta³o.Wybacz ale musze isc.
Harry otworzy³ drzwi.
-Harry!
-Co?
-Zobaczymy siê pó¼niej na balkonie?
-Tak.O 16.
-To dozobaczenia.
-Dozobaczenia.
Angel z ulga usiad³a na fotel za swoim biurkiem i nagle cos jej siê przypomnia³o.Siegne³a do lewej wewnêtrznej kieszeni szaty i wyjê³a z niej rózdzke Belatrisk Lastrange.
-Mam ju¿ jedna rózdzke jeszcze tylko rózdzka Voldemorta i Glizdogona.
Angel zaczarowa³a rózdzke zaklêciem niewidzialno¶ci i schowa³a do szuflady biurka,po czym po³o¿y³a siê na biurko i nawet niewiadomo kiedy usne³a ze zmeczenia.
Angel obudzi³o pukanie do drzwi.Zerwa³a siê i spojrza³a na zegarek.By³a 15.
-Proszê!
Do gabinetu wszed³ Dambludore.
-Witaj Angel.Nie wiedzia³em ze tu jestes.Mysla³em ze przenios³as siê do nowego gabinetu.
-W³asnie mia³am to robic ale usne³am.
-No nic siê nie sta³o.Musze jeszcze z Toba i tak porozmawiac.
Angel wsta³a z fotela i usiad³a na krzes³o przed biurkiem ustêpuj±c miejsca Dambludoreowi.Dambludore usiad³ na swoje miejsce i spojrza³ na Angel.
-Nie przepracowa³as siê przypadkiem?
-Nie.Nic mi nie jest.
-Nadal chcesz te stanowisko tylko jako drugi dyrektor?
-Tak.
-Jak chcesz.Nie bêdê Cie zmusza³ ale powinnas odpocz±æ.
-Nic mi nie jest.Poradze sobie.
-A wiec.S³ysza³em o Twojej wizycie na cmentarzu i o tym kogo tam zobaczy³as.
-Ju¿ to za³atwi³am.
-Dobre kary wymiezy³as dla uczniów ale co z profesorem Snapem?
-Snapeowi powiedzia³am to co trzeba.Zagrozi³am mu ze jesli jeszcze raz pojawi siê na cmentarzu,zabije go.
-Myslisz ze siê boi?
-Nie wiem.Nie obchodzi mnie to. Je¶li siê nie podporzadkuje zabije go i po sprawie.
-To nie jest taka tam sobie sprawa.Nie mo¿esz zabic od tak sobie Snapea.
-Dlaczego?
-Voldemort bêdzie siê msci³.
-Nie bêdzie.
-S³ysza³em tez jakiego czynu dokona³as na cmentarzu.Po co zabi³as Belatrisk?
-Szuka³em jej od lat.To ona namówi³a Voldemorta do zabicia mojej matki.
-Wiem o tym ale po co Ci rózdzka Belatrisk?
-Wzie³am na pami±tkê.
-B±d¼ ze mna szczera.Wiem ze po cos innego.
-Niby po co?Chcia³am mieæ cos po Belatrisk.
-Dobrze skoro nie chcesz powiedziec to nie.Ale uwazaj.
-Przepraszam Albusie.Czy ja mogê o cos zapytac?
-Naturalnie.S³ucham.
-Skad to wiesz?Przeciez ja Ci nic nie mówi³am.
-W drodze do gabinetu spotka³em Seamusa.Zaprosi³ mnie do swojego gabinetu.Wypi³em z nim kawe i troche pogadali¶my.
-Aha.Juz rozumiem.
-Chyba nie jestes na niego za to z³a?
-Nie.I tak pewnie powiedzia³bym Ci to samo.
-Pewnie tak.
-Musze isc Albusie.
-Przyjdz do mnie o 17 dobrze?
-Nie mogê o 17.
-Dlaczego?
-Umówi³am siê z Harrym.Obrazi³ sie na mnie ze nie mam dla niego czasu.Musze mu to wynagrodzic.
-No dobrze.To mo¿e o 19?
-Nie mogê o 19.Profesor Mcgonnegall kaza³a mi przyj¶æ do niej.
-A o 20?
-Umówi³am siê z Hermiona.
-A o 21?
-O 21 mo¿e byæ.
-No to jeste¶my umówieni na 21 tak?
-Oczywi¶cie.Musze isc.
-No to dozobaczenia.
-Dowidzenia-powiedzia³a Angel i wysz³a z gabinetu Albusa.
Ruszy³a korytarzem na drugie pietro.Nagle natknê³a siê na Snapea.
-Cóz to za przeprowadzka?-zapyta³ Snape.
-Severusie powiedz profesor Mccgonnegall ze spóznie siê 10 minut.
-A co ja Twój s³u¿±cy?
-Nie zapomniaj ze jestem dyrektorem Snape!
Snape machna³ szata i z niechetna mnina ruszy³ w kierunku gabinetu profesor Mccgonnegall,a Angel wesz³a do swojego gabinetu.Drzwi od jej gabinetu by³y takie same jak u Dambludorea i co najlepsze okaza³o siê ze wnetrze by³o tez takie same.Angel ucieszy³a siê z tego i rozpakowa³a swoje rzeczy.Gdy Angel uk³ada³a swoje rzeczy rozleg³o siê pukanie do jej drzwi.
-Proszê wej¶æ!
Do gabinetu wszed³ Harry.
-Czesc Angel.
-Czesc Harry.Co tu robisz?
-Byli¶my umówieni.
-A tak.Przepraszam Cie ale zapomnia³am.To przez ta przeprowadzke.
-Nadal bêdziesz tym cholernym dyrektorem?
-Tylko do konca tygodnia.
-Ale dzis jest dopiero ¶roda.
-Ale to szybko minie.
-Nie wiedzia³em ze liczy siê dla Ciebie tylko dobre stanowisko i pozwolenie na rzadzenie nad innymi.
-Bo nie liczy siê tylko to dla mnie.
-A co jeszcze?Odkrywanie swojej przesz³o¶ci?
-To tez.Ale liczy siê dla mnie tak¿e przyja¼ñ.
-Watpie w to.Szczególnie po Twoim zachowaniu w ostatnich dniach.
-Harry,zrozum obieca³am Albusowi ze mu pomoge.
-Mi tez wiele rzeczy obieca³as.
-Obiecuje Ci ze jak znajde wolny czas to je wszystkie wype³nie.Dotrzymuje s³owa.
-Nie chce ju¿ nic od Ciebie.Daj mi spokój!
Harry trzasna³ drzwiami gabinetu Angel i wyszed³.Angel jednak nie przejmowala siê tym zbytnio i zesz³a do wielkiej Sali na kolacje.Ruszy³a korytarzem prowadzacym do wielkiej Sali i po chwili znalaz³a siê przy stole nauczycielskim.Dambludore nie zjawi³ siê na kolacji wiec Angel zajê³a jego miejsce.
-Angel.
Seamus zwróci³ siê do Angel.
-Tak.
-Czemu nie ma Dambludorea?
-Musia³ wyjechac pilnie do ministerstwa.
-D³ugo bêdziesz jeszcze dyrektorem?
-Do konca tygodnia.
-Harry cos mi powiedzia³.
-Nie chce o tym rozmawiac.Daj mi spokój!
-Angel proszê cie.Przyjdz do mojego gabinetu o 19.
-Nie mogê o 19.Musze z profesor Mccgonnegall obmówic pare rzeczy.
-No to o 20.
-Tez nie mogê.Umówi³am siê z Hermiona.
-A o 21?
-Albus kaza³ mi przyj¶æ.Ma do mnie jakas wazna sprawe.
-No to o 22.
-To ju¿ bêdzie za pó¼no.
-Nie obchodzi mnie to!Czekam na Ciebie o 22 w moim gabinecie!-powiedzia³ Seamus i odszed³ od sto³u.
-Nie musisz dzis do mnie przychodzic.Za³atwi³am wszystko sama.Nie by³o tego duzo.
-Naprawde?
-Tak.Idz do Seamusa je¶li to jest cos pilnego.Nie bêdziesz siê przeciez w³óczyc potem o 22 po korytarzach Hogwartu.
-Dziekuje.Przyjde jutro po raporty z czwartku i sama je wype³nie i zawioze do ministerstwa.
-Dobrze.Tylko tak po po³udniu.
-Na pewno przyjde.-powiedzia³a Angel i wsta³a z krzes³a po czym ruszy³a do sto³u Gryfindoru.
-Hermiona.
-Co?
-Chodz.
Hermiona wsta³a i ruszy³a za Angel.
-Ta ich przyja¼ñ coraz bardziej mi siê nie podoba-powiedzia³ Ron do Harr’ego.
-Nie podoba Ci siê dlatego ze Hermiona poswieca wiecej czasu Angel ni¿ Tobie.
-To tez,ale boje siê Hermiony ze mo¿e mnie zabic jak siê z nia koleguje.Bóg wie czego ona jej tam uczy.
-Przesadzasz Ron.Angel i Hermiona nie ucza siê zaklec.Poprostu plotkuja.
-Obstajesz za Angel!Przeciez to wcielony diabe³!
-Zwariowa³es!To ze jest córka Voldemorta nie znaczy ze jest potworem!
-Ty siê zakocha³es.
-Wcale nie.
-Wmawiaj se tak dalej!Zobaczymy kto bêdzie mia³ racje.
Ron wsta³ z ³awki i z wsciek³a mina wyszed³ z wielkiej Sali.
-Palant!
Tymczasem Angel i Hermiona spacerowa³y po korytarzu na 4 pietrze.
-Myslisz ze Harry siê zakocha³?
-Nie wiem Hermiono,ale raczej nie.
-Dlaczego wy siê ca³y czas gniewacie na siebie?
-Bo Harry twierdzi ze nie mam dla niego czasu.
-Bo to prawda.
-Ale jak ja naprawde nie mogê znale¼æ tego wolnego czasu.
-Dla mnie jakos znajdujesz.
-Ty to co innego.Z Toba mam o czym rozmawiac,z nim nie.
-Przesadzasz.Z Harym tez jest o czym rozmwiac.
-Angel!
W strone Angel kierowa³ siê Harry.
-Co siê sta³o?
-Mo¿emy porozmawiac?
-Ja pójde do Rona.-powiedzia³a Hermiona i znikne³a za rogiem korytarza.
-Czekaj!
Harry z³apa³ za reke Angel.
-Zostan.Musimy porozmawiac.
-To chodzmy do gabinetu.
-Nie!Zostanmy tutaj.Jak rozmawiam z Toba w Twoim gabinecie to czuje siê tak jakbym rozmawia³ z dyrektorem a nie z przyjacielem.
-No dobrze mo¿emy porozmawiac tutaj.
-Dlaczego mnie unikasz?
-Wcale Cie nie unikam.
-Ale przeciez widze.Nie oszukasz mnie tym razem.Widze co siê dzieje.Zmieni³as ca³kowicie swój stosunek do mnie i to mi siê nie podoba.
-Nie zmieni³am swojego stosunku do Ciebie ale nie mam po prostu czasu na takie pogawêdki.
-Dla Hermiony jakos znajdujesz czas.
-To by³a tylko chwila.
-Ale dla mnie nie masz nawet chwili.
-Nie prawda.Przeciez rozmawiam z Toba teraz.
-Bo Cie o to poprosi³em.Gdybym tego nie zrobi³ nie zaproponowa³abys tego sama.
-Zaproponowa³abym.
-Kiedy?Za tydzieñ?Miesiac?
-Przesadzasz.
-Angel!Seamus wo³a Cie do siebie!-Ginny krzycza³a z konca korytarza zwiastuj±c Angel informacje.
-Powiedz ze przyjde za 10 minut.
Ginny znikne³a z horyzontu.
-Teraz znowu nie ma okazji do d³u¿szej rozmowy.
-Pogadamy sobie d³u¿ej jak przesztane byæ dyrektorem.Obiecuje Ci to.
-A kiedy przestaniesz nim byæ?
-Zrezygnuje jeszcze dzisiaj.Jest ju¿ Dambludore.Poradzi sobie.
-Trzymam Cie za s³owo.
Angel nic nie powiedzia³a tylko pstryknê³a palcami i znikne³a.
Pojawi³a siê po chwili w gabinecie Seamusa.
-Nie musisz siê teleportowac.Mozesz przyj¶æ.Nie masz az tak daleko.
-By³am na 4 pietrze,nie chcia³o mi sie tyle schodzic po schodach.
-Ale jak wej¶æ to Ci siê chcia³o nie?
-Bêdziesz mi teraz prawi³ kazanie na temat teleportowania?
-Nie.Na temat Twojego lenistwa.Dambludore nie teleportuje siê z miejsca na miejsce.
-Ale ja nie jestem Dambludore.
-Ale jestes drugim dyrektorem Hogwartu.
-Ju¿ nie.
-To tym bardziej nie wolno Ci siê teleportowac z miejsca na miejsce.Jestes uczniem.
-Nie bêdziesz mi mówi³ co mam robic!I je¶li kaza³es mi przyj¶æ tu tylko po to ¿eby prawic mi kazania to nie bêdê tego s³uchac!
-Nie.Nie po to.
-To po co?
-Po co posz³as wtedy na cmentarz?
-Posz³am odwiedzic ojca.
-Chyba raczej posz³as go zdenerwowac.Wiesz ze Voldemort potrafi siê mscic.Uwazaj.
-Jestem niesmiertelna.
-Ale Twoi bliscy nie sa.
-Voldemort nie posunie siê tak daleko.Wiem co mówie.
-Ale przyda siê troche uwagi.
-Mam ja.
-To dobrze.Mam jeszcze jedno pytanie.Dlaczego zabi³as Belatrisk?
-Mia³am do niej z³o¶æ.Chyba wiesz o co chodzi.
-Tak,wiem,ale nie masz przynajmniej jeszcze jednego powodu?
-Co sugerujesz?
-Bo o ile wiem Belatrisk zabi³a Syriusza.Czy nie chcesz przypadkiem zrobic obrzedu Pirrori Icatatem and Avada Kedvara?Bo po co Ci rózdzka Belatrisk?
-Za duzo wiesz!Nie wtracaj siê w moje sprawy!
-Wiec dobrze mysle.Chodzi Ci o wieczna chwa³e tak?Licz siê z tym ze jeszcze nikomu nie uda³o siê w tym przezyc.
-A czy ja mówie ze chce przezyc?!Wcale nie chodzi mi o wieczna chwa³e!Chce zrobic cos dla Harr’ego.
-Ale on wcale nie chce tego.On chce Twojej mi³o¶ci bo siê w Tobie zakocha³!
-Wcale nie!Daj mi spokój!
-Nie dam Ci spokoju dopóki mnie nie pos³uchasz.Wiem o tym obrzedzie wiecej ni¿ Ty.Tam nie ma przypadków.Tam wszyscy gina.To jest zycie za zycie.Nie ma nic za nic,ale mo¿e byæ zycie za nic!
-Jak to zycie za nic?
-Mo¿esz umrzec a obrzed mo¿e siê nie spe³ni.
-Trudno.Nie powstrzymasz mnie!Zrobie to!
-Dlaczego chcesz to zrobic?
-Dla Harr’ego.
-Wiesz jak on przezyje Twoja ¶mieræ?A co je¶li bêdzie obwinia³ siebie i swoich rodziców za twoja ¶mieræ?A co je¶li oka¿esz siê dla niego wazniejsza od jego rodziców?Co wtedy bêdzie?Zabije siê ch³opak?Bo ciebie nie ma?
-Przestan!Seamus!
-Co przestan?!Ja ci mówie prawde,ale ty ju¿ od dziecka nie chcia³as jej nigdy s³uchac.Zawsze stawia³as na swojej prawdzie.By³as dumna i taka sama jak Voldemort!Nie by³as podobna do matki!W niczym!
-Dlazcego mi to mówisz?!
-Bo to jest prawda.I co?Moze powiesz mi teraz ze w nia nie wierzysz?
-Wierze,ale daj mi ju¿ spokój i tak siê ciebie nie pos³ucham.
-Rób co chcesz..Mozesz jeszcze wiele rzeczy zmienic,ale skoro nie chcesz to nie bede cie zmuszac do niczego.Wiem jednak ze ten obrzed to b³ad bo tam siê tylko ginie.Zmien siê Angel.Za nim bêdzie za pó¼no!
Angel nic nie powiedzia³a tylko wysz³a z gabinetu Seamusa i niczym siê nie przejmuj±c wesz³a do swojego gabinetu wziê³a rózdzke i skierowa³a siê do Albusa.
Zapuka³a w poz³acane drzwi.
-Proszê!
-Angel wesz³a do srodka i usiad³a na poz³acanym krzesle.
-Albusie najpierw mam dla ciebie informacje.
-Tak?
-Rezygnuje ju¿ z posady dyrektora.
-Dlaczego?
-Nie chce ju¿ nikim rz±dziæ.Chce byæ znowu uczennica Hogwartu.
-Rozumiem.Przyjmuje Twoja rezygnacje.
-To dobrze.
-Ale pamiêtaj Angel.Zachowuj siê tak jak uczennica a nie jak dyrektor Hogwartu czy córka Voldemorta.
-Tego drugiego to nie mogê spe³nic.Zawsze bêdê inna i chyba to rozumiesz Albusie nie?
-No tak zapomnia³em.No dobrze no to nie zachowuj siê ju¿ jak dyrektor Hogwartu,ale i tak dziekuje Ci za te wszystkie zas³ugi dla Hogwartu.
-Nie ma za co.
-Jest.
-No dobrze.Po co kaza³es mi przyj¶æ?
-Chce z Toba porozmawiac na temat obrzedu Pirrori Incatatem and Avada Kedvara.
-No to rozmawiajmy.
-Seamus powiedzia³ mi dzis ze martwi siê o ciebie i podejrzewa ze chcesz wykonac ten obrzed za zycie rodziców Harr’ego i jego bliskich i ze zabi³as Belatrisk po to by zdobyc jej rózdzke bo to ona zabi³± Syriusza którego teraz chcesz o¿ywiæ.Co mi na to powiesz?
W Angel by³a z³o¶æ do Seamusa ze powiedzia³ to Albusowi i ze teraz ju¿ nie tylko jedna osoba zna jej plany ale ju¿ dwie.Postanowi³a siê jednak bronic i nie dac zniszczyc jej planów.
-Pierwszy raz s³ysze o tak dobrze u³o¿onym planie przeze mnie.Nigdy bym takiego czegos nie zrobi³a!Zalezy mi na zyciu!
-Tez w to nie uwierzy³em,ale Angel je¶li to by okaza³o siê prawda musia³bym wydalic Cie ze szko³y.Na terenie Hogwartu nie mo¿e siê zdarzyc takie cos bo wtedy Hogwart musia³by zostac zamkniêty.To sa czary czarnej magi III Stopnia.W Hogwarcie nie mo¿e takie cos siê zdarzyc.
-Przyzekam ze nie mam nic takiego w planach.A dlaczego by zamkniêto Hogwart?
-Tak jest w prawach ministerstwa.Voldemort próbowa³ je zmienic ale spotka³a go niestety porazka.
-Dlaczego uwazasz ze niestety?Chcia³bys ¿eby na terenie Hogwartu by³ uzywany ten obrzed?
-Nie chodzi mi zupe³nie o sam obrzed ale o zaklêcia które sa w III poziomie magii,sa potrzebne na lekcje a nie mo¿emy ich u¿ywaæ.Wprawdzie je¶li ten obrzed zosta³by przedstawiony w Hogawrcie przed wszystkimi uczniami to kazdy by pamiêta³ to na przysz³o¶æ i by tego nie robi³ bo wiele uczniów naszej szko³y twierdzi ze chcia³o by tego doswiadczyc.
-Ale po co im to jak i tak siê potem umiera?
-Ale ¶mieræ podczas tego obrzedu jest mi³a jak ¿adna inna.
-Skad pan tyle o tym wie?
-By³em ¶wiadkiem takiego obrzedu.Sta³em blisko ko³a i w nie wpad³em.By³em wtedy ma³y.Ale ju¿ wtedy by³em neismiertelny.Ten przypadek sprawi³ ze jestem ¶miertelnikiem.
-To okropne,ale to tak jakby pan przezy³.
-Nie dokonca.Nie znalaz³em siê w ogniwie obrzedu wiec nie zgina³em.
-Wszyscy gina?
-Dlaczego pytasz?
-Bardzo zaciekawi³y mnie Twoje opowie¶ci.
-Do tej pory nikomu nie uda³o siê przezyc.
-A wierzysz w to ze uda³oby siê komus tego dokonac?Przezyc.
-Watpie.To bardzo trudne.Same wywo³anie zaklêcia jest bardzo trudne.
-Co trzeba zrobic ¿eby znie¶æ te prawo zakazu uzywania zaklec III stopnia na terenie Hogwartu?
-Dlaczego pytasz?
-Z ciekawo¶ci.
-Trzeba zwo³ac narade w ministerstwie i wyk³ócic siê o to z ministrem magii.
-A Ty nie próbowa³es Albusie tego dokonac?
-Nie.Knot mnie nie lubi³ a tego nowego ministra nie znam.Nie wiem jaki jest.
-Musze ju¿ isc.
-Idz.I wracaj od razu do dormitorium dobrze?
-Dobrze.
Angel wsta³a z fotela i ruszy³a do dormitorium dziewcz±t.
Po drodze Angel zastanawia³a siê nad tym co powiedzia³ jej profesor Dambludore.Ba³a siê tego co robi.Ba³a siê siebie.
Wesz³a do salonu.Przy kominku siedzieli jej przyjaciele.
-Gdzie ty tyle siê podziewa³as?!Martwilismy siê!-powiedzia³a zdenerwowana Hermiona.
-By³am u Dambludorea.Przeciez wam mowi³am.
-Wcale nie mówi³as-Ron do³±czy³ siê do rozmowy.
-Nic mi nie jest.Uspokujcie siê!
-Ale powinnas powiedziec gdzie idziesz.
-Dobrze Hermiono.Przepraszam.
-Co chcia³ od Ciebie Dambludore?
-Chcia³ mi podziekowac za opieke nad Hogwartem.
-Jak to?Wywali³ cie z posady dyrektora?
-Nie.Sama zrezygnowa³am.Chce byæ znowu z wami.Chce byæ normalna.
Harry nawet nie odwróci³ siê w strone Angel.Ca³y czas patrzy³ w p³omienie kominka.
-Harry?
Harry nie odzywa³ siê.
-Harry!
Odwróci³ siê i popatrzy³ na Angel.
-Co siê z Toba dzieje?Znowu siê na mnie obrazi³es?
-Nie.A czemu pytasz?
-Bo siê do mnie nie odzywasz jak do Ciebie mówie.
-Wybacz.Zapatrzy³em siê w p³omienie.
-Strasznie dziwny ostatnio jestes.
-Zdaje ci siê.Mam do ciebie pytanie Angel.
-Tak?
-Kiedy siê wybierasz z Hermiona do ruin domu moich rodziców?
-Jeszcze nie wiem.
-Strasznie wolno wszystko planujesz jak na córke Voldemorta.Voldemort jest bardziej zwinny.
-Nie porównuj mnie do Voldemorta!Nie obchodzi mnie co robi Voldemort.Ja bêdê robic to w takim tempie które bêdzie najlepsze dla mnie.Ty mia³e¶ wiele szans ¿eby zabic Voldemorta a tego nie zrobi³es.
-To nie jest takie proste jak Ci siê wydaje.
-Harry,Voldemort to tylko polaczenie cia³a z prawdziwym smieciem.Voldemort nie jest cz³owiekiem.
-Skoro Voldemort jest smieciem to ty tez jestes.
-Harry!-Hermiona krzyknê³a na Harr’ego.
Angel spojrza³a na Harr’ego ze ³zami w oczach i pobieg³a do dormitorium dziewcz±t.
-Harry!Jak mog³es!
-Powiedzia³em prawde Hermiono.
-Jestes bezczelny!Ona ci pomaga a ty twierdzisz ze jest smieciem?!
-I jeszcze do tego mówisz jej to prosto w oczy.-doda³ Ron.
Hermiona rzuci³a gazete na sofe i ruszy³a na góre.Ron zrobi³ to samo.Harry zosta³ sam przy komniku nadal spogl±daj±c na p³omienie.Po d³u¿szym czasie gdy zmozy³ go sen ruszy³ do dormitorium ch³opcow i zasna³.
Rankiem Angel wsta³a pierwsza.Za³ozy³a szate,spakowa³a ksi±¿ki i ruszy³a do biblioteki by dokoñczyæ referat dla Snapea.
Angel wedrowa³a korytarzem.Na dworze by³o mokro i zimno.By³a pózna pazdziernikowa jesien i poniedzia³kowy ranek.Angel wesz³a do biblioteki.W bibliotece siedzia³a tylko Ginny.
Angel podesz³a do jej stolika.
-Czesc Ginny.Moge siê dosi±¶æ?
-Czesc Angel!Jasne ze mo¿esz.
Angel usiad³a naprzeciwko Ginny i wyjê³a pergamin i pióro.
-Jak tam z Harrym?
-A czemu pytasz?
-Ca³a szko³a trabi o tym ze ze soba krecicie.
-To plotka.Miedzy mna a Harrym nic nie ma i nie bêdzie.
-To znaczy ze zabijesz Harr’ego?
-Trudno mi jest przewidzieæ co zrobie Ginny.Nie mysle o tym.
-A ty i sama-wiesz kto?
-Ja i Voldemort?
Ginny skrzywi³a siê na d¼wiêk jego imienia.
-Nie bój siê.To tylko jakies wymyslone aluzje.Mozesz spokojnie mówic Voldemort.
-Wole nie.
-Jak uwazasz.A co mia³as na mysli mówi±c „ja i Voldemort”?
-Jak wam siê uk³ada?
-Zle.Nigdy siê nie dogadywali¶my.
-Rozumiem.
-Która godzina?
-7.Do sniadania jeszcze dwie godziny.
Angel pograzy³a siê w pisaniu referatu,gdy nagle w bibliotece zjawi³ siê Harry i podsezd³ do stolika przy którym siedzia³a Angel i Ginny.
-Angel.Mozemy porozmawiac?
Angel wsta³a od stolika.Zebra³a ksi±¿ki i spojrza³a na Harr’ego.
-Nie mamy o czym!-powiedzia³a i wysz³a.
Harry usiad³ na krzes³o ko³o Ginny.Ona spojrza³a na niego pod³ym wzrokiem,zebra³a swoje ksi±¿ki i tak¿e wysz³a z biblioteki.Harry zosta³ sam.Po³ozy³ g³owe na stoliku i zasna³.
-Harry!
Hermiona szarpa³a Harr’ego za szate.
-Co?!
-Za 5 minut mamy lekcje!Wstawaj!
Harry wzia³ swoje ksi±¿ki i wyszed³ za Hermiona z biblioteki.
-Gniewasz siê jeszcze?
Hermiona nic nie powiedzia³a.Weszli do klasy Eliksirów.Snape siedzia³ przy biurku.
-A wy co?Poczucie czasu starciliscie?!
Angel jak zwykle musia³a siê wtr±ciæ.
-A co jak ty czasami przychodzisz w po³owie lekcji mówi±c ze mia³es jakas wazna sprawe s³uzbowa?!
-S³uzbowa sprawe a nie tak jak oni jakies g³upie powody!
-S³uzbowa sprawe na cmentarzu mojego ojca?!
-Nic ci do tego Riddle!Zamknij dziób!
-Sam masz dziób Snape!
Angel wsta³a i opar³a siê na biurku.
-Zdaje siê ze znale¼li¶my jej powód do k³otni-szepne³a Hermiona do Harr’ego.
-Widocznie tak.
-I zwazaj se na s³owa bo chyba zapomnia³es do kogo mówisz!
-A co ty mi mo¿esz zrobic gówniaro!
Angel wyci±gnê³a rózdzke w strone Snape i wysz³a na srodek klasy.
-Nie mogê z Toba walczyc.
-Ale ja mogê z toba Snape i dobrze ci radze nie zadzieraj ze mna bo skonczysz tak samo jak Belatrisk.Ja dopiero siê rozkrêcam i jeszcze zobaczysz co potrafie i mogê.
-Siadaj Angel!Nie bêdê s³uchac tych g³upich pogrozek.
-Zabije cie Snape!Obiecuje ci to.
Snape nic nie powiedzia³.Usiad³ spowrotem na krzes³o.Angel zrobi³a to samo.
-Usiadzcie-powiedzia³ Snape do Harr’ego i Hermiony.
Usiedli przy swoich ³awkach a w klasie ucich³o.
Po lekcji wszyscy wyszli z klasy.Hermiona podbieg³a do Angel i chwyci³a ja za ramie.
-Zwariowa³as?!Móg³ cie zaprowadzic do dyrektora!
-Zostaw mnie ok.?
Angel przyspieszy³a kroku a Hermiona usta³a na srodku korytarza patrzac na oddalajaca siê Angel.Harry podszed³ do Hermiony.
-Zrobi³a siê strasznie dziwna.Nie martw siê.Przejdzie jej.
-To przez Ciebie zrobi³a siê taka dziwna!Nie potrafisz jej traktowac tak jak na to zas³uguje!
Hermiona zostawi³a Harr’ego i ruszy³a do salonu gryfonów z nadzieja ze spotka tam Angel i z nia powaznie porozmawia.Jednak Angel nie by³o w salonie.Posz³a do Dambludorea.
Usta³a przed drzwiami i zapuka³a.Zza drzwi rozleg³ siê donosny g³os Dambludorea
-Proszê wej¶æ!
Angel nacisnê³a klamke i wesz³a do srodka.
-Witaj Angel!Cos siê sta³o?Usiadz.
Angel usiad³a na poz³acanym krzesle i za³o¿y³a noge na noge.
-Przysz³am spytac co z tym pozwoleniem na odwiedzenie ruin domu rodziców Harr’ego.
-Ah tak.Zapomnia³em ca³kiem.
-Dostane je?
-Wype³ni³as moja prosbe teraz ja wype³nie twoja.Oczywiscie ze dostaniesz te pozwolenie.
-Swietnie kiedy mogê siê tam wybrac?
-W poniedzia³ek ci pasuje?Wtedy mogê dawac tylko takie pozwolenia.
-Pasuje mi.Czy mogê zabrac ze soba kogos do pomocy w razie czego?
Dambludore roze¶mia³ siê.
-Rozsmieszy³as mnie tym pytaniem.Sama przeciez doskonale sobie radzisz,ale pewnie wola³abys mieæ takie wsparcie psychicznme i pomys³owo¶æ jak Hermiona co?
-Tak.Oto w³asnie chodzi.
-Mo¿esz zabrac ze soba Hermione ale uwazajcie na siebie dobrze?
-Bêdziemy uwa¿ne.
-Wypisze wam kartki z zakleciem które trzeba rzucic na ruiny musicie siê go nauczyc na pamiec.
Dambludore wzi±³ kartki pergaminu i pioro po czym skupi³ siê na wypisywaniu kartek.Gdy skonczy³ wrêczy³ Angel dwie kartki.
-Dziekuje.
Angel wsta³a z krzes³a i usta³a przy biurku Dambludorea.
-Angel.
-Tak?
-Wola³bym ¿eby¶ nie szuka³a swojej przesz³o¶ci.< |