Magazyn M這dych - Strona g堯wna
Antykoncepcja Ksi嘀ki Na powa積ie
Opowiadania Poezja Tworzenie WWW
emodi.pl -  Wiele sklep闚 w jednym miejscu
Okno logowania
L:
H:
Za堯 nowe konto

Szukaj

Teksty
Strona g堯wna
Antykoncepcja
Film
Fotografia
Humor
Ksi捫ki
Linki
Muzyka
Na powa積ie
Opowiadania
Poezja
Sport
Tworzenie WWW
Wywiady

Reklama


Redakcyjne
Strona g堯wna
Newsy
Nasze banery
Dodawanie tekst闚
Redakcja
Reklama
Linki

Subskrycja
Tw鎩 email


Polityka prywatno軼i

STATy:)

o2u.pl - 
darmowe liczniki
Tekst闚: 341
Komentarzy: 1221
Tw鏎c闚: 110 os鏏
Soft: cmsMM v 2.0

Chcesz doda sw鎩 artyku?


MM >> Ksi捫ki >> Supergirl - Ewa

Supergirl - Ewa


Data publikacji: 27-09-2007
Autor:Monika
Kategoria:Ksi捫ki
Ods這n:4056

     Zapach kwiat闚 mdli mnie, a robi這 mi si s豉bo. Brak 鈍ie瞠go powietrza, duchota i ten upa przyprawia造 mnie o zawr鏒 g這wy. W ma貫j kapliczce nie by這 czym oddycha. Zapach kwiat闚 miesza sie z odorem rozk豉daj帷ych si cia. Do tego dochodzi strach i czu豉m, jak poma逝 robi mi si s豉bo. By gor帷y lipcowy dzie i s這鎍e pra篡這 z niesamowit moc. Rozejrza豉m si po ma貫j kaplicy. Niewielu nas zosta這. 畝這sne, gdy si pomy郵i ilu ludzi nas opu軼i這 i z jakiego powodu. Fana z Kaktusem siedzieli w pierwszym rz璠zie. Petrus sta po drugiej stronie 豉wek i obserwowa, jak zawsze wszystko dok豉dnie. Fiolka szlocha豉 tak g這郾o, 瞠 nawet ja, stoj帷 przy samych drzwiach s造sza豉m j. Jagoda siedz帷a samotnie na brzegu lawki. To prawie wszystko co z nas zosta這. Poczu豉m czyj捷 d這n na swoim ramieniu. Zadr瘸豉m ze strachu i w tej sekundzie zacz窸am 瘸這wa, 瞠 si tu zjawi豉m. Wiedzia豉m, 瞠 ryzykuj. 疾 mia豉m wiele do stracenia. Ale z drugiej strony czu豉m si w jakim stopniu zobowi您ana do tego. To by這 moje 篡cie. Moi wsp鏊nicy, moi przyjaciele, moja rodzina. Prze篡豉m przecie w tej paczce tyle czasu. Prze篡豉m z nimi z貫 i dobre dni. Z nimi si 鄉ia豉m, z nimi p豉ka豉m. Z nimi dzieli豉m moje problemy. Odwr鏂i豉m si powoli i ujrza豉m Magd. Kamie spad mi z serca i poczu豉m, jak nagle moje nogi uginaj si pode mn. Opar豉m si o 軼ian. Magda poklepa豉 mnie po ramieniu i ruszy豉 w stron trumny. Wok馧 podestu, na kt鏎ym sta豉 trumna, le瘸造 dwa wie鎍e z bia造ch lilii. Betti uwielbia豉 lilie. Kocha豉 je, bo Kordian je kocha. A ona kocha豉 to, co kocha on. Ksi康z nie rozprawia d逝go o 篡ciu Betti. Nie mia o czym m闚i. Nie zna jej. Nikt jej tu nie zna. Nikt nie wiedzia, jak si wog鏊e znalaz豉 w naszym mie軼ie. Nikogo to nie obchodzi這. Poprostu by豉. Mo瞠 tylko Kordian zna prawd o niej. Kim by豉, sk康 si zjawi豉, ile mia豉 lat, jak si naprawd nazywa豉. Mnie nie obchodzi這 to. Nigdy. Betti by豉, zawadza豉, teraz znikn窸a. Poczu豉m ulg po jej 鄉ierci. Nie wiem dlaczego ale zrobi這 mi si lepiej. Jakby kto zdj掖 ze mnie cie瘸r, kt鏎y nosi jej imie. Betti... gdy my郵 o niej, o jej niewinnej drobnej twarzy, niebieskich wielkich oczach, d逝gich rz瘰ach i drobnych blond loczkach ... Sprawia豉 zawsze wra瞠nie ma貫j, nieporadnej i niewinnej dziewczynki. Ale w jej g喚bi, w jej sercu, w jej duszy, w jej g這wie to jakby sam diabe zamieszka. Czasami czu豉m do niej nienawi嗆. Czasami litowa豉m si nad ni, bo wydawa這 mi si, 瞠 dzieje jej si krzywda. Z這 bez powodu. Ale ona ca造 ten czas gra豉 swoj gr. Udawa豉, oszukiwa豉 aby doj嗆 do celu. W paczce nie by這 wielu os鏏, kt鏎e znosi造 jej wybryki. Niekiedy S豉wi znajdywa z ni wsp鏊ny j瞛yk. Ale i to nie trwao d逝go a po jego 鄉ierci sko鎍zy這 si na dobre. Podesz豉m do trumny. Betti wko鎍u wygl康a豉 na spokojn. Ostatnie dni jej 篡cia, pe軟e alkoholu, narkotyk闚, k堯tni i bijatyk pozostawi造 na niej 郵ady. Siniak pod okiem zatuszowany pudrem a mimo to widoczny i rana na ustach. Gdyby wiedzia豉, co j czeka, nie pope軟i豉by tego b喚du. Ale teraz by這 ju na wszystko za p騧no. Zawsze chcia豉 by na pierwszym miejscu, w centrum uwagi. Dzi to osi庵n窸a w pelni. Tylko niewielu przyszlo aby jej t uwag po鈍ieci. „To twoje 鈍i皻o, Betti” wyszepta豉m stoj帷 przed ni. „Dzisiaj mo瞠sz si rozkoszowa tym. To tw鎩 dzie!”. W r瘯 wcisn窸am jej czerwon r騜, chocia doskonale wiedzia豉m, 瞠 nienawidzi tych kwiat闚. Ale teraz nie mia這 to ju 瘸dnego znaczenia. Petrus rzuci mi spojrzenie pe軟e pogardy. U鄉iechn窸am si szyderczo, chocia wcale nie by這 mi do 鄉iechu. Czterech m篹czyzn podnios這 trumn i kierowa這 si do wyj軼ia. Wszyscy ruszyli powoli za nimi. Petrus z豉pa mnie w drzwiach za rami i wci庵n掖 z powrotem do 鈔odka kaplicy. - M這da, mi這, 瞠 jeste. Co s造cha? Dawno ci nie widzieli鄉y. - Odwal si Petrus! – wykrztusi豉m przez zaci郾i皻e z瑿y. - O, nie 豉dnie! Chcia貫m ci tylko powiedzie, 瞠by nie ucieka豉 potem tak szybko. Kordian napewno b璠zie chcia z tob porozmawia. - Nie masz nic lepszego do roboty? P騥 mnie idioto! - M這da, przed nim nie uciekniesz. Sama o tym dobrze wiesz. Pr璠zej czy p騧niej dopadnie ci a wtedy b璠ziesz musia豉 s這no zap豉ci. - Grozisz mi? – spyta豉m, zatrzymuj帷 si na chwil. – To nie twoje zadanie. Od tego mamy Kordiana. - No prosze, jaka zabawna. Dam sobie r瘯 uci望, 瞠 trz瘰iesz portkami a zgrywasz wielk bohaterk. On i tak ci dopadnie! - Nie tw鎩 problem! – odpowiedzia豉m i wyrwa豉m si z jego u軼isku. Popatrzy na mnie ze z這軼i i za鄉ia si. - Taaa, to tw鎩 problem. Tw鎩 wielki problem. Sta豉m jeszcze przez chwil oparta o 軼ian i nie mog豉m z豉pa tchu. Dobrze wiedzia豉m, 瞠 Petrus ma racj. Nie zgrywa豉m bohaterki. Chcia豉m utrzyma fason. Chcia豉m poprostu prze篡 ten dzie, te kilka minut i wr鏂i bezpiecznie w sw鎩 k徠. Ukry si w nim i nie musie my郵e o tym, co mog這 mi si tutaj sta. Chcia豉m tylko wr鏂i. B喚kitne niebo zakry這 sie ciemnymi chmurami, gdy wko鎍u zebra豉m si喚 aby wyj嗆 z kaplicy i ruszy w kierunku grobu. Zacz窸o pada. Najpierw powoli, chwil p騧niej lun窸o. Tak, jakby Betti p豉ka豉 na po瞠gnanie. Wylewa豉 swoje 透y i ubolewa豉 nad tym, 瞠 nie mo瞠 z nami by i 篡 tym parszywym 篡ciem. Wegetacj z dnia na dzie. Wieczn obaw o swoje 篡cie. Deszcz zmy kurz z drzew i nagle wszystko zrobi這 si ziele雟ze, b造szcz帷e. Powietrze ch這dniejsze, oczyszczone z kurzu i jakby z tego ca貫go ci篹aru, kt鏎y na mnie spoczywa. Wszystko sta這 si mokre. Ma造mi 軼ie磬ami w d馧 cmentarza sp造wa造 pod moje nogi strumyki wody. Moje ubranie zupe軟ie przesi彗ni皻e lepi這 mi si do cia豉. Mokre w這sy opada造 na twarz. Gdy dotar豉m do grobu by豉m ca豉 mokra. Spojrza豉m na innych. Opr鏂z Petrusa nikt nie zwraca uwagi na mnie. Kordian pojawi si, gdy Betti ju zakopywano. Widzialam go juz w bramie. Chcialam uciec. Ale nie moglam sie poruszyc. Stalam jakby wmurowana w ten maly skrawek ziemi i czekalam na jego reakcje. W r瘯u trzyma bukiet bia造ch lilii. Uwielbia je. Uwielbia ich zapach. Przypomina造 mu o 鄉ierci. To sta這 si ju tradycj, 瞠 Kordian sk豉da na grobie ludzi z naszej paczki bia貫 lilie. Zastanawia豉m si, czy na moim grobie kiedy te po這篡 biale lilie. Czy kiedy dojdzie do tego. - Mi這, 瞠 przysz豉, Ewo. Obawia貫m si, 瞠 opu軼isz t okazj. – wyszepta przechodz帷 obok. Serce stan窸o mi na u豉mek sekundy. Ten g這s... Jego szept... Tak bardzo pragn窸am uwolni si od niego. Zapomnie. Nie s造sze jego s堯w, jego szeptu. Nie widzie jego nienawi軼i do mnie. Rozczarowania i ch璚i pozbycia sie mnie. Jeszcze wieksza cisza ogarn窸a ca造 cmentarz. Przez u豉mek sekundy wydawa這 mi si, 瞠 ptaki przesta造 酥iewa, krople deszczu spada造 bez odg這su na ziemi, samochody zamik造. Wszyscy patrzyli na Kordiana. 奸edzili ka盥y jego ruch, jego spojrzenie. Po這篡 kwiaty na grobie Betti. Odsun掖 delikatnie wie鎍e i dotkn掖 r瘯 ma貫j tabliczki. Zamar豉m. Nawet z tej odleglo軼i by豉m w stanie odczyta to, co na niej sta這. Lilianna Kruszelnicka. Lat 16. Lilianna Kruszelnicka! „Co jest do cholery” pomy郵a豉m. „Co jest grane? Jakim sposobem Kruszelnicka?” To by豉 przecie Betti, 瘸dna Lilianna. Dlaczego Lilianna? Sk康 wiedzia, jak si nazywa豉, ile mia豉 lat? Dlaczego nosi豉 jego nazwisko. Czu豉m w sobie z這嗆. Niesamowit z這嗆. Nie potrafi豉m zrozumie tego wszystkiego. Nie potrafi豉m sobie wyt逝maczy. Nie by豉m w stanie nawet okre郵i, czy ta z這嗆 by豉 dlatego, 瞠 ona nosi豉 jego nazwisko czy dlatego, 瞠 ukry przed nami prawd. Jej prawdziw to窺amo嗆. Jej wiek. Jej imi. Jego nazwisko. Przez tyle lat! Czu豉m, 瞠 zaraz wybuchn. ㄋy cisn窸y mi si do oczu. Zacz窸am schodzi w d馧 cmentarza. Najpierw powoli, p騧niej co raz szybciej. Czu豉m na mojej jeszcze mokrej od deszczu twarzy ciep貫 透y. Nie mog豉m ich d逝瞠j powstrzyma. Nie mog豉m ju nawet i嗆. Opar豉m si o drzewo i p豉ka豉m. - Tak bez po瞠gnania? Nie 豉dnie, nie 豉dnie. Nie po瞠gnasz si nawet ze swoim m篹em? - Nie masz mi nic do powiedzenia? – doda po chwili - Najwyra幡iej nie. Wiesz, ja ci庵le czekam Ewo. Pami皻aj o tym. Sta豉m nadal w tej samej pozycji, gdy Kordian szed ju w kierunku swojego samochodu. Nadal p豉ka豉m i on widzia te 透y. Wiedzia, 瞠 mnie tym zrani jeszcze mocniej, ni latami wsp鏊nego 篡cia. Tymi wszystkimi tajemnicami, k豉mstwami. Wszytskim innym. Ja chcia豉m by tylko szcz窷liwa. Chcia豉m kocha i by kochana. Chcia豉m mie spok鎩, 篡 normalnie. Stworzy potwora. Kobiet zdoln do wszystkiego. Pe軟 nienawi軼i w sercu, rozczarowania, b鏊u. Stworzy na nowo Ewe. Tym razem jednak nie z 瞠bra Adama. Tym razem z 瞠bra Kordiana...



Monika


Kliknij, aby zobaczy inne artyku造 autora Monika
Jak doda komentarz?
Aby doda komentarz nale篡 si zalogowa (okno logowania, na g鏎ze strony). Je瞠li nie masz jeszcze swojego konta kliknij tu, aby si zarejestrowa.


Tego textu jeszcze nie skomentowano!

| Fotkapro.pl - ogladaj i oceniaj fotki | Blog z poradami, inspiracjami | Darmowe liczniki | Noclegi Nad Morzem |