M鎩 przyjaciel Dominik
|
| Data publikacji: 21-11-2008 Autor:Nautilia Kategoria:Ksi捫ki Ods這n:6063 |
Rozdzia� 6 (cd)
- To on! To on! - Wrzasn窸a Monika prosto do mojego ucha. - Widzisz?! Bo瞠! On jest cudowny! No, nie wytrzymam! O, ta 禦ija te� przysz豉! I zn闚 kr璚i si� przy nim. Widzisz?
- Widz� - przyjrza豉m si� kole瘸nce, jakbym widzia豉 j� po raz pierwszy. Niewiele obchodzi� mnie ani ten ch這pak i naprzykrzaj帷a si� mu dziewczyna, natomiast reakcja Moniki...
- Anka, wybacz, ale ja musz� do niego i嗆 – szarpa豉 mn� nieprzytomnie z r闚nie nieprzytomnym wyrazem oczu. - No, po prostu musz�. Rozumiesz? Nie pogniewasz si�, prawda? - Popatrzy豉 na mnie b豉galnie, jak malutki piesek. W jednej chwili ca豉 z這嗆 mi przesz豉. Machn窸am r瘯� i u鄉iechn窸am si�.
- Sk康 - odpar豉m. - Biegnij do tego swojego...
- Jeste� kochana – nawet nie czeka豉, a� sko鎍z�. Cmokn窸a mnie w policzek i zbieg豉 po schodach. Gdzie� po drodze wpad豉 na Kamil� i A鄂�, kt鏎e do niej do陰czy造. Mog豉m si� tylko domy郵a�, jak bardzo by豉 z豉 na 闚 niepo膨dany orszak. Tyle plan闚 leg這 w gruzach... Gor帷e tango i „ta pupcia, jak po堯wki orzecha kokosowego” do podzia逝 na trzy...
Za鄉ia豉m si� pod nosem i uwa積iej przyjrza豉m si� bryluj帷emu w t逝mie go軼i ch這pakowi, kt鏎y wzbudza� takie zainteresowanie. By� przystojny, to prawda, a nienagannie dobrane pod wzgl璠em kolorystyki i kroju ubranie 鈍iadczy這 o dobrym smaku. Zbyt dobrym, jak na typowego lowelasa i podrywacza, na kt鏎ych to najcz窷ciej mo積a by這 si� natkn望 na podobnych imprezach. Po d逝窺zej obserwacji odnios豉m nawet wra瞠nie, 瞠 mia� do嗆 natr皻nej afektacji, jak� obdarza豉 go jasnow這sa pi瘯no嗆. I chocia� stara� si� jej tego nie okazywa�, na jego twarzy dostrzeg豉m znu瞠nie i wyraz lekkiego zniecierpliwienia. Troch� mnie dziwi這 to, 瞠 sp璠za� w jej towarzystwie tyle czasu, skoro nie by� tym towarzystwem zachwycony. Najwyra幡iej odetchn掖 z ulg�, kiedy podesz造 do niego Marta, Kamila i A鄂a. Widocznie lepiej czuje si� w wi瘯szym gronie uwielbiaj帷ych go kobiet, pomy郵a豉m nie bez z這郵iwo軼i, u鄉iechaj帷 si� kpi帷o. I wtedy nieznajomy spojrza� wprost na mnie, podchwyci� moje spojrzenie, u鄉iechn掖 si� i pytaj帷o uni鏀� brew.
To najbardziej pewny siebie facet, jakiego do tej pory spotka豉m, stwierdzi豉m rumieni帷 si� i cofaj帷 w cie�, daleko od barierki. Z bezpiecznej odleg這軼i obserwowa豉m go jeszcze przez chwil�, cieszy� si� naprawd� du篡m powodzeniem i sympati� – posiada� jaki� magnetyzuj帷y urok, kt鏎emu trudno by� si� oprze�. Odnios豉m te� wra瞠nie, 瞠 sk康� go znam, 瞠 gdzie�, kiedy� ju� go widzia豉m... By� mo瞠, wzruszy豉m ramionami, przypomina mi kogo� znanego. I najprawdopodobniej w豉郾ie na „to” 豉pa� wszystkie swoje wielbicielki.
Min窸o kilka minut, zanim odwa篡豉m si� wyj嗆 na galeryjk� i spojrze� w d馧. Wsz璠zie kr璚ili si� ludzie z kieliszkami d這niach, kilka par ta鎍zy這 na parkiecie. Czerwona sukienka Agnieszki, niczym p這mie� miga豉 to tu, to tam, najcz窷ciej widzia豉m j� nieopodal barku. Albo w okolicy szafy, gdzie sta� sprz皻 nag豉郾iaj帷y. Zwykle chwil� p騧niej w tych miejscach nast瘼owa� wybuch 鄉iechu albo ryk og逝szaj帷ej muzyki. Trudno opisa� ulg� jak� poczu豉m, kiedy w tym ca造m t逝mie nie zobaczy豉m tamtego ch這paka.
Z ut瘰knieniem zwr鏂i豉m wzrok w kierunku drzwi. W sumie mog豉m wyj嗆 nawet w tej chwili, wiedzia豉m jednak, 瞠 Agnieszka poczu豉by si� ura穎na, gdybym teraz si� po瞠gna豉. Zaciska豉m wi璚 z瑿y i usi這wa豉m u鄉iecha� si� do ludzi, kt鏎zy u鄉iechali si� do mnie a kt鏎ych nie zna豉m. Skoro ju� tutaj by豉m, to chocia� powinnam zachowa� dobr� min� do z貫j gry, zamiast chodzi� skwaszona i pokazywa� wszystkim swoje niezadowolenie. Kto, jak kto, ale Agnieszka na to nie zas逝giwa豉. Wita豉m si� zatem ze wszystkimi, szczerzy豉m z瑿y na prawo i lewo marz帷 o tym, by wreszcie da� odpocz望 zm璚zonym od nieustannego dygania kolanom. W ko鎍u, po kilkudziesi璚iu minutach by豉m tak obola豉, 瞠 my郵a豉m jedynie o znalezieniu jakiego� ustronnego miejsca z kanap�. Si璕n窸am po drinka (dzia豉 nawet je郵i nie pijesz, bo nikt wtedy ciebie nie zatrzyma), grzecznie przeprosi豉m grupk� malarzy, swoj� drog� przemi造ch ludzi, kt鏎zy zaprosili mnie do swojego grona i ruszy豉m na poszukiwania.
- Zadowolona? - Tu� nad moim uchem rozleg� si� g這s Dominika.
- Raczej zm璚zona - u鄉iechn窸am si� do kogo�, kto mijaj帷 obdarzy� mnie przyjaznym u鄉iechem.
- Maruda.
- Z這郵iwiec - odparowa豉m udaj帷, 瞠 s帷z� trunek.
- Hehehe - zarechota� z upodobaniem. - Taka moja rola.
- Jasne - mrukn窸am. - Zw豉szcza wtedy, kiedy nie mam si造 z tob� dyskutowa�.
- No - bezczelnie przyzna� mi racj�. - Ale ty to lubisz.
- Nie teraz. I nie dzisiaj.
- Maruuuda.
- Z這郵iwiec.
W ko鎍u wypatrzy豉m niewielk� kanap� stoj帷� przy pi瘯nie rze嬌ionej barierce, przys這ni皻ej nieco przez dwie palmy stoj帷e w du篡ch kamiennych donicach. Niewiele os鏏 kr璚i這 si� tutaj, 篡cie towarzyskie skupi這 si� pi皻ro ni瞠j, na parkiecie i przy bufecie.
- 疾by jeszcze muzyka przycich豉 i zwolni豉... – Westchn窸am. W tej samej chwili zamiast transowych d德i瘯闚 kolejnego dyskotekowego przeboju, z g這郾ik闚 pop造n窸a aksamitna "Dziewczyna z Ipanemy".
- Mo瞠 by�? – Zapyta� Dominik.
- To twoja sprawka?
- Raczej moje dzie這 – poprawi� kipi帷 z dumy. – Spr鏏uj zmieni� p造t� nie maj帷 r彗.
- Do嗆 k這potliwe – skin窸am g這w�. – Jeste� bardzo dzielny a ja jestem pe軟a podziwu.
- Nie musisz si� ze mnie na鄉iewa�.
- A ty nie musisz si� wszystkim chwali�.
- Jak mam czym, to si� chwal�.
I wtedy zn闚 go zobaczy豉m. Czy te� mo瞠 zobaczyli鄉y si� wzajemnie. Sta� nieopodal schod闚, z kieliszkiem uniesionym do ust i przygl康a� mi si� z uwag�. Powoli opu軼i� r瘯�, odstawi� szk這 na stoliczek i podni鏀� do g鏎y g這w�. Gdybym wcze郾iej mia豉 jakie� w徠pliwo軼i, teraz wiedzia豉bym na pewno, 瞠 to spojrzenie by這 przeznaczone dla mnie.
Poczu豉m dziwny ucisk w 穎陰dku a nogi a� ugi窸y si� pode mn�. Musia豉m mocno trzyma� si� barierki, 瞠by nie upa嗆.
- Co jest? – Potrz御n窸am g這w�. Cofn窸am si� i bezsilnie opad豉m na kanap�, stoj帷� tu� za mn�. Przys這ni豉m twarz d這ni�. – Co jest? – Powt鏎zy豉m w my郵ach.
- Wszystko w porz康ku?
Otworzy豉m oczy, unios豉m g這w� i tu� przed sob� zobaczy豉m obiekt westchnie� Moniki, Kamili, A鄂i i jasnow這sej pi瘯no軼i.
- Ttak – wyj彗a豉m. – W jak najlepszym porz康ku.
U鄉iechn掖 si�. U鄉iech ten roz鈍ietli� najpierw jego oczy, a dopiero p騧niej twarz. B造sn窸y bia貫 z瑿y, w prawym policzku ukaza� si� uroczy do貫czek.
- Kiedy pani znik豉 tak nagle, pomy郵a貫m, 瞠 co� si� sta這 – powiedzia� siadaj帷 obok mnie. – Bieg貫m, 瞠by sprawdzi�, czy wszystko w porz康ku.
Oddech mia� nieco przyspieszony, jakby pokonuj帷 schody prowadz帷e na galeryjk� bieg� naprawd�.
- Odrobin� kr璚i mi si� w g這wie – odpar豉m, z trudem maskuj帷 rosn帷� panik�. - Chyba za du穎 alkoholu, jak na jeden raz.
Opu軼i� wzrok na szklaneczk�, kt鏎� wci捫 trzyma豉m w d這niach. Nadal by豉 niemal pe軟a.
Rumieniec na moich policzkach chyba bardzo si� powi瘯szy�, poczu豉m ciep這 na twarzy.
- Na co dzie� nie pij� alkoholu – b彗n窸am zmieszana.
Roze鄉ia� si� weso這.
- Prosz� si� nie t逝maczy� – potrz御n掖 g這w�. – Doskonale pani� rozumiem. Sam te� nie jestem wielbicielem mocniejszych trunk闚 i pij� tylko dla towarzystwa.
Przez chwil� przygl康a� mi si� z nieodgadnionym wyrazem oczu, poczu豉m si� odrobin� nieswojo.
- Co� nie tak? – Zapyta豉m szybko, lekko speszona tym badawczym spojrzeniem i u鄉iechem, jaki mu towarzyszy�. O fryzur� mniejsza, gorzej by by這, gdyby na przyk豉d tusz sp造wa� mi z rz瘰 na policzki. Wprawy w robieniu makija簑 nie mia豉m i nie chcia豉m wygl康a�, jak... jak abstrakcyjny Picasso.
- Czy my si� ju� gdzie� przypadkiem nie spotkali鄉y? – Odezwa� si� w ko鎍u.
No prosz�, ja tu si� martwi� o wygl康, a ten serwuje mi gadk� star�, jak 鈍iat. Urok ksi璚ia z bajki prys� i pojawi� si� przeci皻ny ch這pak, kt鏎y czaruje naiwne panienki oklepanymi tekstami zapisanymi w notesie. Pewnie je寮zi� najnowszym modelem topowego samochodu a pod koszul� nosi� z這ty 豉鎍uch z ogniwami o 鈔ednicy kilku centymetr闚.
Monika, kogo ty sobie upatrzy豉�...
- Bardzo oryginalne – wzruszy豉m ramionami.
- Wiem, stereotyp – u鄉iechn掖 si� tym razem ze skruch�, - ale naprawd� mam wra瞠nie, 瞠 gdzie� ju� si� spotkali鄉y.
- Prosz� si� nie pogr捫a� – znu穎na potrz御n窸am g這w� marz帷 o ciszy, spokoju, ciep貫j k徙ieli i w豉snym wygodnym 堯磬u.
- Skoro to mo瞠 pani poprawi� humor...
- Sk康 panu przysz這 do g這wy 瞠 trzeba mi poprawia� humor? – Nagle ogarn窸a mnie z這嗆. Irracjonalne i zupe軟ie niepotrzebne uczucie, sama nie wiedzia豉m, dlaczego si� pojawi這. Mo瞠 dlatego, 瞠 nie lubi豉m nachalnych i pewnych siebie facet闚 m闚i帷ych naiwnym dziewczynom takie s這dkie s堯wka, na jakie czeka造. Tego jeszcze brakowa這, by uzna� mnie za jedn� z nich!
- Siedzi tu pani tak sama – przysun掖 niewysoki obity sk鏎� sto貫czek i usiad� tu� przy mnie. Najwyra幡iej szykowa� si� do d逝窺zej rozmowy, ale ja nie mia豉m ochoty na zawieranie przypadkowej znajomo軼i.
- Mo瞠 tak lubi� – w t逝mie uda這 mi si� dostrzec Agnieszk�. Dla mnie ta impreza w豉郾ie si� sko鎍zy豉.
- Mam sobie p鎩嗆? – Wygl康a� na zaskoczonego.
- Nie, ja p鎩d� – wsta豉m. – Mi貫go wieczoru.
I nie ogl康aj帷 si� za siebie, za to doskonale zdaj帷 sobie spraw� ze swojego g逝piego zachowania, min窸am zdumionego ch這paka i zesz豉m na parter. Bez trudu odnalaz豉m Agnieszk� stoj帷� przy barku i serwuj帷� drinki ponad wszelk� w徠pliwo嗆 swojego pomys逝. 妃ia豉 si� weso這 i niemal瞠 wpycha豉 w d這nie co oporniejszych pi瘯ne szk這 wype軟ione bajecznie kolorowymi napojami. Po瞠gna豉m si� z ni� prosz帷, by w moim imieniu przeprosi豉 i po瞠gna豉 Monik�. Zdziwi豉 si�, ale nie zatrzymywa豉 mnie. Obieca造鄉y sobie, 瞠 spotkamy si� na urodzinach Marcina i odbijemy moje wcze郾iejsze wyj軼ie odpowiedni� ilo軼i� drink闚. Otrzyma豉m te� solenn� obietnic�, 瞠 specjalnie dla mnie zostanie stworzony „procent”, jak to ona m闚i豉, o nazwie „Musz� ju� i嗆”.
Id帷 do wej軼ia 瞠gna豉m si� ze znajomymi, kt鏎zy byli najbli瞠j. Szuwar 瘸rtem zaproponowa� mi podwiezienie, na co roze鄉ia豉m si�, bo lekko chwia� si� na nogach, oczy 鈍ieci造 mu, jak w璕ielki a nos czerwieni� niczym wielka truskawka. Drinki Agnieszki musia造 by� bardzo mocne, Szuwar mia� g這w� nie do zdarcia i byle co nie doprowadza這 go do „marynarskiego” stanu.
Ubieraj帷 si� w przedpokoju nie mog豉m oprze� si� pokusie i poszuka豉m wzrokiem mojego rozm闚cy. Nie musia豉m d逝go szuka�, w豉郾ie schodzi� po schodach z kieliszkiem uniesionym do ust. I nie spuszcza� ze mnie wzroku.
Poczu豉m si� dziwnie, fala gor帷a zala豉 mnie od czubka g這wy po same stopy. Patrzy� na mnie zupe軟ie tak, usi這wa� sobie co� przypomnie�. Nagle zatrzyma� si�, odstawi� kieliszek a r瘯ami wykona� taki ruch, jakby gra� na klawiaturze fortepianu.
Zmarszczy豉m brwi, owin窸am szyj� szalikiem i wysz豉m nie zawracaj帷 sobie tym g這wy. Takich ludzi unika豉m, jak ognia i szkoda mi by這 czasu na my郵enie o nich.
Mia豉m szcz窷cie, na przystanek w豉郾ie zajecha� autobus. Wizja k徙ieli nabra豉 realniejszych kszta速闚. Westchn窸am opieraj帷 si� skroni� o zimn� szyb�.
- Dobrze si� bawi豉�? – Us造sza豉m nagle. A� podskoczy豉m, rozgl康aj帷 si� niespokojnie. Powietrze rozedrga這 si� perlistym 鄉iechem.
- Nie tak nerwowo – g這s wydawa� si� szczerze rozbawiony moim przera瞠niem. Jednocze郾ie pop造n窸a ku mnie fala spokoju i ciep豉 otulaj帷 niby p豉szczem. – Lepiej?
Skin窸am g這w� bior帷 g喚boki wdech, powoli wypu軼i豉m powietrze.
- Masz wrednie niezno郾y zwyczaj pojawiania si� w najmniej oczekiwanych chwilach, wiesz? – Dr膨c� r瘯� poprawi豉m w這sy zerkaj帷 na boki. Na ca貫 szcz窷cie nikt nie patrzy� w moj� stron�.
- Wiem – przytakn掖 bezczelnie. – Ale to przywilej duch闚.
- Wy macie przywileje a my jedno 篡cie – odpar豉m staraj帷 si� doj嗆 do siebie. – Nie mam zamiaru zasili� tej waszej niewidzialnej armii.
Nautilia |