Na poczcie
|
| Data publikacji: 07-01-2007 Autor:Micha� Kami雟ki Kategoria:Opowiadania Ods這n:6491 |
Nie bra� na powa積ie! Napisane dla zabawy, dla praktyki. Jednakowo� – oparte na prawdziwych wydarzeniach i prawdziwych prze篡ciach.
"Na poczcie"
Prostota sprawy jest sko鎍zenie jasna i bije pot篹nym blaskiem niczym Syriusz na atramentowo ciemnym niebosk這nie. Oto mam potrzeb�. Musz� nada� paczk�. Niestety, nie posiadam ni magicznych mocy, ni go喚bia pocztowego czy chocia瘺y prywatnego go鎍a. Po這瞠nie me, pozornie smutne, jest ca趾owicie zrozumia貫 i powszechne na tym dzisiejszym, ziemskim padole. Tak wi璚, nie mam powod闚 do zmartwie�! Udaj� si�... na poczt�!
Budynek jej, niezmienny od tylu! lat, wci郾i皻y jest pomi璠zy niskie, czteropi皻rowe bloki z ery socjalnej. Pokryty szarym tynkiem sprawia doprawdy zach璚aj帷e wra瞠nie. On jeden, po鈔鏚 tak wielu odnowionych, ocieplonych i odmalowanych budowli, wygl康a dok豉dnie tak samo jak w dniach mego kochanego dzieci雟twa. Wchodz�.
Jestem ju� w 鈔odku i bior� g喚boki oddech, wci庵aj帷 st璚h貫, pocztowe powietrze, pachn帷e dok豉dnie tak samo jak dziesi耩 lat temu. Pocieszaj帷y jest fakt, 瞠 w galopuj帷ym 鈍iecie pe軟ym ewo i rewolucji, zmian i przeobra瞠�, chocia� ta jedna rzecz jest jak za dawnych lat, jakkolwiek to w豉郾ie ona powinna ulec zmianie w pierwszej kolejno軼i. Tej refleksji po鈍i璚am sekundk� i zaraz wracam do tera幡iejszej rzeczywisto軼i. Pierwsze, co przykuwa moj� uwag�, to kolejka. D逝ga. Spogl康am na stolik, przy kt鏎ym siedz� samiec i samica w wieku podesz造m, innymi s這wy: dziadek i babka. Domy郵am si�, i� opadli na krzes豉 zm璚zeni staniem; wszak niema造 to wysi貫k dla starych, schorowanych n鏬, kt鏎e pami皻aj� jeszcze wielk� wojn�. Ustawiam si� na ko鎍u kolejki, zostawiaj帷 przed sob� luk�. W ten spos鏏 pragn� da� im (dziadkowi i babce) do zrozumienia, i� zdaj� sobie spraw� z ich manewru i szanuj� go w ca貫j jego rozci庵這軼i. Kobieta jednak瞠 reaguje natychmiastowo:
Przepraszam – m闚i. – Ja tu stoj�.
Pi瘯na i chwalebna to wie嗆, doprawdy! Ale, w g這sie jej nie wyczuwam wrogo軼i ani upierdliwo軼i, wi璚 odpowiadam ca趾iem uprzejmie, jedynie z nik陰 nutk� politowania:
Wiem.
I tak stoj� i czekam. I tak czekam i stoj�... Czekanie samo w sobie nie stanowi dla mnie problemu. Nu篡, m璚zy, tak, to prawda! Lecz jest zrozumia陰 cz窷ci� pocztowej rzeczywisto軼i. Godz� si� na nie, pojmuj帷 og馧 skomplikowanych, biurokratycznych mechanizm闚 i zdaj帷 sobie spraw� z mojej wobec nich bezsilno軼i. Bo i c騜 mog� pocz望 ja, pospolity obywatel? C騜 mog� zrobi�, by kolejka stopnia豉, by wszystko dzia這 si� szybko, szybciej, szybciutko? G闚no. Tak, mog� g闚no. Prawda to twarda i bezlitosna, ale jak najbardziej prawdziwa. Buntowa� si� wobec takiej prawdy – 瘸這sna autodestrukcja. Bo jaka� jest istota tego zjawiska? To JA mam do NICH interes, nie ONI do MNIE. To oni mog� zrobi� to, na czym mi zale篡, nie na odwr鏒. Tym samym staj� si� niejako ich poddanym czy te� nawet niewolnikiem. Ale, jedno wielkie „ale”! W niewol� t� wpycham si� sam, samiute鎥i. Wcale nie musz� sta� w kolejce tych pi皻nastu minut. Mog� wyj嗆. Zawsze jest jaki� wyb鏎. Nie wychodz� jednak, bowiem mam potrzeb�. Stoj� wi璚 i czekam, czekam i stoj�...
Czekaj� i inni, w gruncie rzeczy nic si� nie dzieje. Do czasu. Monotoni� przerywa kobieta w 鈔ednim wieku stoj帷a przede mn�. Wyst瘼uje z kolejki i opada ci篹ko na krze郵e po prawicy ju� siedz帷ej tam babki ze s這wami:
Ju� nie mog�. Jak to wszystko d逝go trwa!
O kobieto! W jakim nikczemnym celu wypowiadasz te s這wa?! Czy nie mo瞠sz zwyczajnie usi捷� w ciszy, pokorna? Czy musisz obnosi� si� na lewo i prawo ze swoim w徠pliwym brzemieniem? Nie, nie mo瞠sz... Tkwisz w obj璚iach Si造, kt鏎a ci na to nie zezwala. Zwracasz si� do babki jakby z wyt逝maczeniem, lecz ty wcale nie chcesz si� t逝maczy�. Zale篡 ci tylko i wy陰cznie na pozyskaniu sprzymierze鎍a twych mrocznych praktyk. Zaiste, przebieg陰 besti� potrafi by� polska kura domowa!
Babka, naturalnie, haczyk 造ka a� mi這. „No, to zaczyna si�”, my郵�.
Tak, tak – m闚i. - Ja te� si� zm璚zy豉m.
Tutaj nie da si� nic za豉twi�, je郵i si� nie postoi przynajmniej ze dwadzie軼ia minut – oznajmia kobieta p馧 瘸rtem, p馧 wyrzutem.
Oj, prawda – potwierdza babka. - Co te� oni tam tak d逝go robi�?
I wzdychaj�, i kwacz�, i z這rzecz�, wci捫 wypowiadaj帷 praktycznie te same zdania. Niezdolne do zaawansowanego formu這wania swoich my郵i, zwyczajnie same si� papuguj�. A papugowaniem tym jedna dodaje drugiej si�. Obie rosn� w pot璕�, a co gorsza – robi� to na moich oczach! W ko鎍u osi庵aj� poziom mocy, kt鏎y pozwala im zepchn望 t� upo郵edzon� konwersacj� na inne, jak瞠 szokuj帷e tory.
Ja to id� do kuchni i mam spok鎩. Mam tam telewizor. A m捫 niech sobie siedzi w pokoju, a co – wyznaje zadowolona kobieta.
A ja, to wie pani, spacerkiem, p鎩d� to tu, to tam. Na poczt�, do sklepu i tak dzie� mija – rewan簑je si� babka.
Wyznania te godz� mnie jako� szczeg鏊nie. „疾 co?!” - wo豉 jaki� zrozpaczony g這s z odm皻闚 mego jestestwa. Rozk豉dam bezradnie r璚e nad ogromem Tajemnicy, kt鏎a pulsuje pot篹nie o krok ode mnie. Jaka� pierwotna i niezbadana si豉 popycha ten gatunek ku sobie? Jak to si� dzieje, 瞠 zawsze i wsz璠zie s� gotowe do takich rozm闚? Z nieznajom�! Wszystkie skarby i bogactwa 鈍iata temu, co rozgryzie ten twardy do niemo磧iwo軼i orzech, nie 豉mi帷 sobie przy tym z瑿a!
Czuj帷 rozbrajaj帷� do cna bezradno嗆 wobec tego� zjawiska, odwracam ode� wszystkie me my郵i i zmys造. Spogl康am w g鏎�, na schodki prowadz帷e do pomieszcze� biurowych, niedost瘼nych dla zwyczajnych 鄉iertelnik闚. Odk康 pami皻am, zawsze chcia貫m te schodki pokona� - wspi望 si� po stopniach i zajrze� w g陰b zakazanego... Ale! Oto wspomnienia o dzieci璚ych pragnieniach zmuszony jestem odrzuci� hen, w mglist� czelu嗆 zapomnienia! Tajemnica, z kt鏎� dopiero co zmaga貫m si� z 瘸這snym skutkiem, otacza mnie!
Tu� za mymi plecami kolejne dwie wied幟y inkantuj� wersety antypocztowego lamentu. Kolejne dwie. Czy to aby jaka� zale積o嗆? Czy瘺y Chaos, w swym dzikim, bezmiernym akcie wirowania wyrzuca� je na powierzchnie poszczeg鏊nych wymiar闚 parkami? Chyba nie b璠zie dane mi tego pozna�! Pierwsza z nich, lat oko這 pi耩dziesi璚iu pi璚iu, m闚i z przebijaj帷� z g這su wy窺zo軼i�, przynosz帷 mi na my郵 polskie, politowania godne ziemia雟two, tak obficie krytykowane i szykanowane w literaturze.
No co one tak d逝go robi�? - obrusza si�. - Na g堯wnej, na warszawskiej, jako� to szybciej idzie.
Druga, m這dsza, dwudziestoparoletnia, swoje poirytowanie formu逝je znacznie mniej wytrawnie ni� starsze agresorki.
Siedz� tu tylko na dupach – cedzi przez zaci郾i皻e z瑿y.
Zw豉szcza te „dupach” wymawia jak najgorsze przekle雟two, fukaj帷 przy tym nosem i prychaj帷 jak kotka. Ona z nich wszystkich nie podoba mi si� najbardziej. Chyba dlatego, 瞠 jest taka m這da, a w dodatku – 豉dna. Smutnym jest widok kobiety, tak wcze郾ie utraconej dla ludzko軼i na rzecz niezmierzonych zast瘼闚 mrocznych widm. Mierz� j� uwa積ie wzrokiem i nachodzi mnie i軼ie perwersyjna refleksja. My郵�: „Mo瞠 noc z wielkim, zwalistym, umi窷nionym, dzikim i nienasyconym g鏎alem o przyrodzeniu herkulesowym utemperowa豉 by tw鎩 suczy zapa�, hm?” Doprawdy, wiele bym da� by si� o tym przekona�.
Tak wi璚 tkwi� samotnie w kolejce, zewsz康 otoczony z貫m. W mi璠zyczasie z Zakazanego Pokoiku wychodzi niesamowicie niski, m這dy pracownik poczty. Przepycha si� nie鄉ia這 przez kolejk�, by poda� co� pani z okienka. I cho� wszystkie kwoki doskonale rozumiej� moc jego uprawnie�, to jestem dog喚bnie przekonany, i� patrz� na niego zawistnie, albowiem o鄉ieli� si� wcisn望 w ICH zazdro郾ie okupywan�, a zarazem znienawidzon� kolejk�.
Obie parki wci捫 opluwaj� poczt� k捷liwymi uwagami, lecz robi� to niezale積ie od siebie. Ka盥a na w豉sn� r瘯�. Dwie przede mn�, dwie z mn�. Dowiaduj� si� z pods逝chanej rozmowy, 瞠 m這da jest tu ju� drugi raz. Musia豉 i嗆 do kioski po kopert�, bo na poczcie zabrak這. No, to jest dopiero przepyszne! Czuj� si� doszcz皻nie rozbrojony. Chyba nawet nieco zmniejszam m� wobec niej wrogo嗆, rozumiej帷 rozmiary i natur� jej zdenerwowania. Bo i z jakiego� absurdu ono wyp造wa! Na poczcie zabrak這 kopert. Pocztowych. Na listy. Ha, ha! Przemo積e! Niczym jeden ze znak闚 obwieszczaj帷ych nadci庵ni璚ie ko鎍a 鈍iata!
Jednak瞠, picz pozostaje picz�, winna godzi� si� z takimi wyrokami losu. A nu� ten w豉郾ie pr鏏owa� j�, testowa� jej charakter? Mo瞠 chcia� przekona� si� o jej prawdziwej warto軼i i w razie pozytywnego wyniku – wynagrodzi� jakim� nieziemskim szcz窷ciem? Kto wie! Nie dowiemy si� nigdy, bowiem m這da zwyczajnie zaprzepa軼i豉 t� mo磧iwo嗆, je郵i takowa w og鏊e istnia豉. B璠zie szuka� innej; owinie sie� wok馧 jakiego� narowistego m篹czyzny, zdolnego da� jej zdrowe potomstwo, kt鏎emu ta b璠zie mog豉 w spokoju przekaza� swoje zgubne nawyki. B喚dne ko這, z ka盥ym pokoleniem zataczaj帷e kr庵 w d馧, w odm皻y nieznanego. Coraz bardziej brn望 w Ciemn� Stron�.
W pewnej chwili spostrzegam, 瞠 m這dsza z pierwszej parki co raz nat篹a ucha ciekawie ku znanemu jej dialektowi, s帷z帷emu si� tu� zza moich plec闚. Robi tak kilka razy. W ko鎍u za鄉iewa si� w g這s, nerwowo, na jakie� pseudozabawne s這wo. Gloria! Po陰czenie zosta這 nawi您ane. Kr庵 篡cia si� zamyka. Obie parki funkcjonuj� od tej pory jako jeden organizm. Jak te ogromne 豉wice ryb czy chmary ptak闚. Razem prze軼igaj� si� w docinkach. Ciekawe, 瞠 po pewnym czasie czysto z這郵iwe s這wa przechodz� w sfer� 瘸rt闚, naturalnie totalnie nie鄉iesznych.
A kolejka z wolna brnie do przodu, rozdzielaj帷 sromotne bohaterki. Pierwsza z pierwszej parki, potem druga. Pierwsza z drugiej stoi tu� za mn� i nagle zn闚 tryska jadem, celuj帷 bardzo konkretnie. Jestem tym szczerze oburzony i przyst瘼uj� do odsieczy. Odwracam si� do niej z u鄉iechem wyra瘸j帷ym najg喚bsze politowanie i absolutn� pogard�, chc帷 tym u鄉iechem wzi望 w obron� pracownic� poczty, w kt鏎� jad ten by� wymierzony. 痂ija na ten u鄉iech za�, o zgrozo, odpowiada... u鄉iechem! Na sekund� zapadam si� ca造 w bezdenn� przepa嗆 smutku, zrozpaczony faktem, i� moja subtelna zagrywka zosta豉 przez t� prymitywn�, a zarazem chytr� istot� zwyczajnie niezrozumiana! Zaraz jednak odnajduj� w tym niezrozumieniu 瞠lazne potwierdzenie wszystkich moich dotychczasowych za這瞠�. Odwracam si� i zmierzam do zwolnionego okienka. Kupuj� znaczki. M闚i� pani „dzi瘯uj�”, najuprzejmiej jak tylko potrafi�, tak, aby dobrze mnie s造szano. Chc�, by by� to cios w samo serce wszystkich zjednoczonych kwok 鈍iata, a zarazem okazanie poczcie, 瞠 jestem jednym ze sprawiedliwych.
Uniesiony niejasnym i niepewnym zwyci瘰twem, odchodz� z podniesionym czo貫m. Przed oczami za� ukazuje mi si� wizja.
O kurewki! Ognisk domowych wiekuiste pod瞠gaczki! Filary nieszcz瘰nego narodu! Gdzie si� znajdzie odpowiedni na was bat i odpowiednio silna r瘯a? Jaka si豉 b璠zie w stanie powstrzyma� wasz 鄉ierciono郾y poch鏚 w pocztowych kolejkach? Kt騜 zdo豉 wyrwa� wam wasze z瑿y jadowe i znale潭 odtrutk� na wasz jad? Nie wiem, nie wiem...! Lecz wierz�... Wierz�, a wiara ta jest pot篹na, niezachwiana! Wierz�, 瞠 przyjdzie taki dzie�, kiedy wszystkie pola i 陰ki tej polskiej krainy wype軟i� si� rzeszami pocztowych okienek, do kt鏎ych b璠ziecie sta造 w dramatycznie d逝gich kolejkach. Stoj帷, b璠ziecie kl望, z這rzeczy�, prycha�, fuka�, ciska� wok馧 nienawi軼i�! Tak! Wszystkie razem, jak siostry, wszystkie we幟iecie udzia� w tej z這wrogiej orgii. A gdy w ko鎍u przyjdzie czas na was, gdy w ko鎍u przyjdzie wasza kolej, gdy wreszcie o wreszcie ka盥a z was znajdzie si� przy upragnionym okienku, robi帷 pa雟kie miny, wtedy to z nieba rozbrzmi g這s! G這s pot篹ny, przejmuj帷y i zatrwa瘸j帷y, na kt鏎ego d德i瘯 zadr膨 serca i rozst徙i si� ziemia. G這s, kt鏎y zagrzmi:
- CHUJ WAM W DUP�!
Micha� Kami雟ki |