Anioly i ziemniaki
|
| Data publikacji: 14-08-2007 Autor:Aisa Kategoria:Opowiadania Ods這n:4391 |
Anio造 i Ziemniaki
Rok pa雟ki 2006, gdzie� okolice kwietnia
Gdzie� w przestrzeni kosmicznej, w oparach mg造, 鈍iaty tradycyjnie i od tysi帷leci przenika造 si� wzajemnie. Na poz鏎 przeciwstawne sobie potrafi造 wspaniale kooperowa�. By� mo瞠 z pewnymi b喚dami, ale zawsze si� stara造. Typowo materialny 鈍iat cz瘰to zaprasza� w swe progi r闚noleg造ch wsp馧braci. Cz窷ciowo dla rozrywki, cz窷ciowo dla eksperyment闚 poznawa造 siebie. 安iaty by造 ciekawe… Kto koordynowa� te zabawy to ju� zupe軟ie inna historia i ca趾iem rozs康nie by這by nie zadawa� pyta�.
W豉郾ie w jednym z takich 鈍iat闚, 鈍ietlistym i duchowym dwie prze廝oczyste istoty wpad造 na siebie. Czy to zderzenie spowodowa這 zamian� 鈍iata duchowego w materialny, czy za sztuczk� t� ponosi� odpowiedzialno嗆 kto inny, niewiadomo, do嗆, 瞠 oba osobniki znalaz造 si� nagle w szarym i przyt豉czaj帷ym otoczeniu.
- to jaki� koszmar! – krzykn窸a pierwsza staraj帷 si� z這篡� skrzyd豉
- nie, to Polska – odpar豉 posta� bez skrzyde�.
- te� zosta貫� tu przydzielony?- spyta� skrzydlaty aspirant na anio豉.
- C騜 za pytanie? A nie wida� mnie?
- po這wicznie, troch� jeste� prze廝oczysty.
- przygania� kocio�....., zreszt� ty te�, a jak niby ma wygl康a� istota duchowa, dyskretnie pomagaj帷a cz這wiekowi?
- Ej瞠 nie masz skrzyde�!
- s� niepraktyczne, zrezygnowa貫m. Za du瞠 pr康y energetyczne powstaj� przy przemieszczaniu si� z miejsca na miejsce.
- hmmm – Skrzydlaty nie powiedzia� nic, za to bardzo wyra幡ie i intensywnie zacz掖 nad czym� rozmy郵a�. Po chwili po prostu zmieni� temat - Zamierzasz zosta� Anio貫m?
- nie wiem, my郵a貫m, 瞠 dam rad�, ale po tym przydzieleniu do pomocy, to ju� sam nie wiem. Niby taki by� warunek, 瞠 jak si� ni� zajm�, to mog� aspirowa� wy瞠j. W豉軼iwie to jestem ju� w po這wie Anio貫m. A teraz jestem Str騜em
- Co ty powiesz? – pad這 ironicznie wypowiedziane pytanie – a kim ty si� tak opiekujesz, 瞠 jak by� m鏬�, to by� osiwia� ze zmartwienia?
- na szcz窷cie nie mog�, przywilej anielski – odci掖 si� Str騜 – to Cecylia ognistoch這dna – doda�
- co? – Skrzydlaty oniemia� z wra瞠nia – i ty si� zgodzi貫�? To ta, co j� wiecznie nosi, na miejscu nie mo瞠 usiedzie�. To najtrudniejsza robota. Cz這wieku!...... tego, no… ch這pie...., tfu… - nie wiadomo jak si� zwraca� do rozm闚cy. W ko鎍u jeszcze nie anio�, a ju� nie cz這wiek.
- masz racj� – powiedzia� smutno Str騜 jakby czytaj帷 w my郵ach. - Ju� nie cz這wiek, anio� te� nie, zupe軟ie jak kundel, kt鏎y nigdzie nie nale篡… - ale ‘ch這pie’ mo瞠 by� – rozja郾i� si� z u鄉iechem – wiesz, by貫m m篹czyzn� – wyzna� konspiracyjnym szeptem.
- ja te�, ale…. Pozwolili ci…. No wiesz… zachowa�… ? – pytanie wyra瘸這 zdumienie.
- pozwolili – Ledwo s造szalnie pad豉 odpowied�.
- cholera – wrzasn掖 Skrzydlaty
- cicho, nie przeklinaj, bo odejmuj� punkty
- a czort ich… najwa積iejsze ju� mi odj瘭i.
- jak to?
- nic, nic, musz� i嗆
- poczekaj, to si� da za豉twi�, nie pytali ci� na pocz徠ku?
- no pytali, ale nie mia貫m odwagi powiedzie�, my郵a貫m, 瞠 wszystkich pozbawiaj� p販i. A tobie pozwolili?
- no wiesz, dla mnie to jak zachowanie resztek godno軼i w obliczu 鄉ierci – wyzna� Str騜
- Ta…
- no a kim ty si� opiekujesz? – spyta� Str騜
- a, kaszka z mleczkiem! – rozchmurzy� si� Skrzydlaty – Aldon� Bogobojn�. Starsza pani, ponad sze嗆dziesi璚ioletnia, dziarsko biega do ko軼io豉. Codziennie wyobra� sobie! Nie rozumiem do tej pory co takiego interesuj帷ego jest w ko軼io豉ch. Nie ma z ni� problemu, maniakalnie wierz帷a w swoje poj璚ie Boga. Troch� straszy otoczenie surowym Bogiem. Widocznie naczyta豉 si� za du穎 Starego Testamentu.
- a potem, to ju� b璠ziesz Anio貫m?
- nie wiem, ale pono� mam szans�. Zaraz po 鄉ierci przyszed� do mnie taki jeden, te� prze廝oczysty, ale 鈍ieci� jak jasna cholera… to sobie pomy郵a貫m, 瞠 te� bym chcia� by� taki szlachetny. Poza tym powiem ci, 瞠 z pocz徠ku nie wiedzia貫m, czy to kobieta czy facet. 安ieci� si� jak 瘸r闚ka, a nie wypada這 pyta�, mo瞠 to sam B鏬 by�, pomy郵a貫m. Ale nie, gdzie by B鏬 przychodzi� po takiego jak ja. Ja to sobie po篡貫m, wszystko mia貫m, domy, samochody, kobiety, wszystko! Ale nic mi nie pozwolili zabra�. Najpierw chcia貫m zabra� troch� kobiet. Przyszed貫m do kilku, ale one by造 郵epe, nie mog造 mnie zobaczy�. A jedna si� czego� przestraszy豉 i zacz窸a wrzeszcze�. Ju� my郵a貫m, 瞠 mnie zobaczy豉, ale jej ch這pak jej udowodni�, 瞠 nie ma nikogo. Nigdy nie lubi貫m tego go軼ia… no a potem odebrali mi wszystko…. A niech ich… - doko鎍zy� pogr捫aj帷 si� w coraz wi瘯szym smutku.
- m闚i� ci lepiej nie przeklinaj – przestraszy� si� Str騜 i niespokojnie rozejrza� wok馧 – bo nas jeszcze zdegraduj�.
- a to mo積a jeszcze ni瞠j?
- cicho, tak sobie gadam,
- cholera nie mo瞠cie ciszej? – niedoszli Anio這wie drgn瘭i na d德i瘯 wyra幡ie kobiecego g這su. Pytaj帷o spojrzeli na siebie.
- to Cecylia – szepn掖 Str騜 zdziwiony.
- to ona nas s造szy?
- nie powinna! - Oburzy� si� Str騜 i klasn掖 w d這nie, a Cecylia si� obudzi豉.
- co do cholery! – usiad豉 na 堯磬u w pe軟i przebudzona i nieco zdezorientowana, jakby kto� nagle klepn掖 j� po ramieniu, ale w pokoju nie by這 nikogo.
- Musz� si� zaj望 Cecyli�. Obudzi豉 si� i teraz ju� pewnie b璠zie skaranie boskie.
- wsp馧czuj�, co� nieco� s造sza貫m, nikt nie chcia� si� ni� opiekowa�. Wiesz kim ona by豉? Ona si� magi� zajmowa豉 – na prze廝oczystej twarzy Skrzydlatego malowa這 si� prawdziwe przera瞠nie i obrzydzenie. – do tego r騜nymi rodzajami: seksualn� te� – tu ju� jego oblicze wyra瘸這 bardziej zaciekawienie i entuzjazm ni� pot瘼ienie.
- nic nowego mi nie m闚isz – spokojnie odpar� Str騜 – w tym wcieleniu te� sobie nie幢e radzi, chocia� na這篡li jej taki ci篹ar, 瞠 sam si� dziwi� jak ona tym porusza. W豉軼iwie to j� lubi� - wyzna� ciep這.
- uwa瘸j, tylko si� nie zakochaj – powiedzia� Skrzydlaty z pogardliwym u鄉ieszkiem
- Anio這wie nie maj� takich uczu� – obruszy� si� Str騜
- Ale ty jeszcze nie jeste� Anio貫m – pozwoli� sobie zauwa篡� Skrzydlaty– ale , ale czy ona nas widzia豉? Spojrza豉 na nas! Tak, sam widzia貫m.
- wydawa這 ci si� – zaprzeczy� Str騜
- s造sza豉 nas na pewno!
- nie s造sza豉 – uspakaja� Str騜 bardziej siebie ni� Skrzydlatego. Wiedzia� bowiem, 瞠 to niedopuszczalne i jeden z warunk闚 umowy: podopieczna nie widzi opiekuna i nie s造szy go. Je郵i jest inaczej, zostaj� podj皻e odpowiednie kroki, naprawiaj帷e t� sytuacj�. Str騜 nie chcia� niczego naprawia� i zmienia� z sobie wiadomych powod闚. – to by� przypadek – doda� na wszelki wypadek.
Aspirant na Anio豉 by� kiedy� wojownikiem, japo雟kim mistrzem walki znaj帷ym nie tylko tajniki sztuk walki… By這 to kilka epok wcze郾iej, teraz r闚nie� nie pr騜nowa�, lecz nie bardzo przekonany by� do wst瘼owania w kr庵 hierarchii anielskich. Kiedy� mia� imi�, proste i ostre w wymowie, kr鏒kie, ale to imi� zosta這 zapomniane. Ju� wtedy, kiedy 篡� spotka� sw� obecn� podopieczn�, lecz zbli瞠nie si� do niej w闚czas by這 niemo磧iwe. Nie pochwala� jej zaj耩. By豉 zbyt dumna i okrutnie silna, bardzo egoistyczna, a jej sprawki uznawane by造 jako ciemne. Mroczna to by豉 posta�, krocz帷a w cieniu, kt鏎emu rozkazywa豉. Ale dla niego by豉 pi瘯na. Lubi� j� obserwowa�, tylko, 瞠 z daleka. Pozna� te� jej s豉bo軼i, co czyni這 j� tylko bardziej ludzk� i dawa這 nik陰 nadziej� na przysz這嗆, 瞠 b璠zie m鏬� si� ujawni�. Obecny Str騜 ju� wtedy bowiem pokocha� dzisiejsz� Cecyli�, a mi這嗆 ta nie zosta豉 zapomniana. Mi這嗆 ta by豉 bardzo stonowana i kontrolowana. Je郵i mi這嗆 mo瞠 by� m康ra, to ta by豉. By豉 te� prawie bezwarunkowa. Z jego strony bi豉 kontrolowana t瘰knota. Ona emanowa豉 ogromn� samotno軼i�. Ale on bardzo uwa瘸�, by si� nie zdradzi�. Pozna� j� wystarczaj帷o dobrze, by przewidzie� jej reakcj�. A on nie chcia� z ni� walczy�, co ona z pewno軼i� by sprowokowa豉. Kiedy by� w pobli簑 czuwa� nad ni�. Czasem okrywa� j� p豉szczem, gdy usn窸a gdzie� na wzg鏎zu wycie鎍zona manipuluj帷 pogod�. Kto j� tego nauczy�? To by豉 mistyczna wiedza, nieujawniona nawet najznamienitszym uczniom jego klasztoru. Czy wiedzia豉 jakie s� konsekwencje? Mieszka豉 sama, w grocie w g鏎ach. Rzadko schodzi豉 do wioski, a i ludzie si� jej bali, wi璚 i ona nie czu豉 si� tam bezpieczna.
Z zamy郵enia wyrwa豉 Str騜a wpatruj帷a si� w niego Cecylia, kt鏎a postanowi豉 spa� dalej i teraz w 郾ie widzia豉 obu niedosz造ch anio堯w.
- Debile – powiedzia豉 cicho, ale raczej bez przekonania. Oboje bardzo si� obruszyli.
- Jak 鄉iesz, nie wolno ci przeklina� wys豉nnik闚 anielskich – zaoponowa� Str騜
- Bo co? – spyta豉 Cecylia
- Bo… Bo ci poka瞠my? – Skrzydlaty wkroczy� w wyra幡ie bojowy nastr鎩.
- Co mi poka瞠cie? Z tego co s造sza豉m, to jeden z was nie bardzo ma ju� co pokazywa�.
Skrzydlaty zarumieni� si� barw� anielsk�, nieco prze廝oczyst� i pogrozi�:
- Poskar輳 si� na ciebie.
Sytuacja zmierza豉 w kierunku niepowo豉nym wed逝g Str騜a, zatem i on si� wtr帷i�:
- no, no, tylko spokojnie, ona nerwowa jest. Ja si� tym zajm� – stara� si� zadowoli� kompana. – Ty si� lepiej zajmij… wiesz czym… - znacz帷o popatrzy�, a Skrzydlaty jako� szybko zrozumia�, bo rozp造n掖 si� w powietrzu.
- Nie wolno ci mnie s造sze� – zwr鏂i� si� teraz do Cecylii niczym instruktor nauki jazdy podczas pierwszej lekcji.
- Za to ty mnie mo瞠sz, a ja lubi� sobie pogada�. – powiedzia豉 zaczepnie Cecylia po czym doda豉 nieco 豉godniej – p鎩d幟y na kompromis, mo瞠my udawa�, 瞠 si� nie s造szymy i nie widzimy.
- no… - Str騜 wyra幡ie si� zastanawia�, zbyt d逝go czeka� na kontakt z Cecyli�, wiekami mu to nie wychodzi這, zatem teraz mia豚y straci� tak� okazj�? – wystarczy jak b璠ziemy udawa� przed innymi.
- Dobra, stoi – zgodzi豉 si� Cecylia
- Co stoi? – zaniepokoi� si� Str騜 i nerwowo rozejrza� wok馧. Czy瘺y Skrzydlaty ju� wr鏂i�…
- no, umowa, 瞠 si� zgadzamy – wyt逝maczy豉 zdezorientowana Cecylia, ale na wszelki wypadek te� si� rozejrza豉.
- a, to – odetchn掖 Str騜.
*****
Skrzydlaty zmierza� ku 鈍iat逝. To proste, kierowa� si� wprost do centrum o郵epiaj帷ej plamy, rozpostartej gdzie� w przestrzeni kosmicznej.
Wyrazi� my郵� ch耩 spotkania z zwierzchnikiem i oczekiwa� natychmiastowej reakcji niebios. W豉軼iwie to by� z造 i czu� si� oszukany. Jak oni mogli? Wtem pojawi豉 si� 鈍ietlista posta�, ciep這 si� u鄉iechaj帷 na powitanie. Skrzydlaty odebra� to jako sarkastyczny grymas na ja郾iej帷ej, prze廝oczystej twarzy.
- dobra, dobra, nie udawaj sympatycznego go軼ia, oszukali軼ie mnie – wyp造n掖 z niego skondensowany 瘸l.
- A co chodzi? – w pytaniu tym s造cha� by這 wiele troski.
- Odebrali軼ie mi….. moj� godno嗆.
- a, o to chodzi – u鄉iechn掖 si� szerzej Wys豉nnik 安iat豉 w poczuciu ulgi, ze rozumie 鄉iertelnika, co raczej cz瘰to sprawia這 mu k這pot. – My郵a貫m, 瞠 tego chcia貫�, sam wyrazi貫� tak� wol�.
- To teraz moj� wol� jest to odzyska�.
- Jak sobie 篡czysz…
- E.., naprawd�? To mo磧iwe?
- raczej tak, sprawd� sam.
Skrzydlaty odwr鏂i� si� nieco ty貫m do rozm闚cy i czym pr璠zej sprawdzi�.
- Czy teraz jeste� zadowolony? – spyta� Wys豉nnik, staraj帷 si�, by wszystko by這 na miejscu tak jak za 篡cia jego podopiecznego.
- no… tego…. W豉軼iwie to nie wiem jak to powiedzie�… no czy…. Czy m鏬豚ym mie� jeszcze jedn� pro軸�?
- Na pewno tak, pr騥b mo積a mie�, wiele – dyplomatycznie odpar� Wys豉nnik
- chodzi mi o… rozmiar, no wiesz… troch� wi瘯szy
- to r闚nie� jest do zrobienia…
Skrzydlaty wyra幡ie uradowany poszed� szuka� Aspiranta, a Wys豉nnik 安iat豉 wr鏂i� do swojej pracy, kompletnie nie rozumiej帷 jak mo積a nadawa� takie znaczenie rzeczy, kt鏎a praktycznie jest martwa.
- Uwa瘸j, Skrzydlaty wraca, pami皻aj, 瞠 nie s造szysz nas
- dobra, dobra, a mog� patrze�?
- udawaj , 瞠 nie widzisz.
- to b璠� zerka� – Cecylia odwr鏂i豉 si� od anielskich aspirant闚, ale nie kompletnie.
- No witam, witam szanownego Str騜a, jestem teraz stuprocentowym m篹czyzn�.
- Czy瘺y? – pow徠piewa� Str騜
- W zaufaniu ci powiem, 瞠 nawet zyska貫m nieco wi璚ej – szale鎍za satysfakcja malowa豉 si� na obliczu Skrzydlatego.
- Ach tak? A co ci to daje, 瞠 nast徙i豉 taka zmiana w samopoczuciu. Pami皻aj, 瞠 jeste� martwy i niewidoczny dla wi瘯szo軼i ludzi. B璠ziesz uprawia� duchowy ekshibicjonizm czy jak ?
- Wiesz, co? Ty to prawie ka盥� rado嗆 potrafisz zepsu�. Daj si� nacieszy�. O tych innych sprawach, pomy郵� potem.
- niech ci b璠zie… - zrezygnowa� Str騜
- a wiesz co? czy mi si� wydaje, czy Cecylia na nas patrzy?
- wydaje ci si� – to stwierdzenie wyra穎ne zosta這 zbyt szybko, za to ostatnio do嗆 cz瘰to zaczyna這 by� maniakalnie powtarzane.
- Chod幟y st康, czas na chwil� przerwy dla nas. - Niedoszli anio這wie si� oddalili, a Cecylia nieznacznie u鄉iechn窸a si� we 郾ie.
W prze廝oczystej g這wie Skrzydlatego zacz掖 si� kszta速owa� pewien plan. W umy郵e Cecylii rozbudzi豉 si� pewna ciekawo嗆…
*********************
Spa豉 snem zwyczajnym, ziemskim. Nagle odczu豉 tak znajome nieprzyjemne odczucie ci篹ko軼i w豉snego cia豉, otworzy豉 oczy i rozejrza豉 si� po pokoju. Zobaczy豉 鈍iec帷ego m篹czyzn�, kt鏎y z anielskim u鄉iechem na twarzy zabawia� si� swoj� m瘰ko軼i�.
- Co za okaz – my郵 przemkn窸a szybko – i 鈍ieci. Jeszcze czego� takiego nie ogl康a豉m
- Widzisz mnie? – powiedzia� Skrzydlaty z nadziej�
- O tak! – przytakn窸a
- Jestem twoim Str騜em – przedstawi� si�, niepewnie rozgl康aj帷 wok馧, ale w豉軼iwy Str騜 naprawd� gdzie� znikn掖.
- A pewnie! – przytakn窸a zadowolona, nie zwracaj帷 uwagi, 瞠 w豉郾ie sk豉ma�. By豉 przyzwyczajona, 瞠 m篹czy幡i k豉mi�, a temu wida� nawyki ziemski zbyt mocno wesz造 w krew za 篡cia i teraz mu co nieco zosta這 – Podejd� bli瞠j - zach璚a豉. Skrzydlaty sprawia� wra瞠nie nieco wystraszonego, Cecylia wr璚z przeciwnie.
- Mog� dotkn望? – spyta豉 raczej z grzeczno軼i, bo jej r瘯a ju� si璕a豉 w jednym kierunku. M瘰ko嗆 przysz貫go anio豉 jeszcze bardziej si� wypr篹y豉 pod wp造wem dotyku, a jej w豉軼iciel westchn掖. Zn闚 z niepokojem rozejrza� si� wok馧.
Nie powinienem czu� tego, co czuj�, dociera這 do niego powoli. Ale to czuj�. Jak mi dobrze, lepiej ni� za 篡cia, przymkn掖 swe anielskie powieki.
Nag造 d德i瘯 telefonu przerwa� te igraszki. P馧 przytomna Cecylia usiad豉 na 堯磬u i podnios豉 s逝chawk�.
- Pomy趾a – powiedzia豉 po kilku sekundach wyra幡ie rozczarowana.
- no nie! , a tak dobrze sz這… - Skrzydlaty oddala� si� do swojej podopiecznej czym pr璠zej. W ko鎍u on te� jeszcze mia� obowi您ki. – zn闚 b璠� si� nudzi� w tym ko軼iele – rozmy郵a� – ile razy mo積a ogl康a� to samo…
Pani Aldona siedzia豉 w pierwszym rz璠zie jednego w warszawskich ko軼io堯w i modli豉 si� z pasj�. Czy to zbytnie podniecenie czy te� s豉be serce Aldony, Skrzydlaty nie wiedzia�. Dowiedzia� si� natomiast jak wygl康a opuszczanie cia豉 w tempie ekspresowym. W ogromnym szoku sta� i nie reagowa�. Wys豉nnik 安iat豉 pojawi� si� natychmiast jakby przygotowany na t� okoliczno嗆.
- spokojnie – Wys豉nnik 安iat豉 - najpierw zwr鏂i� si� do przysz貫go anio豉 – przecie� ju� to przechodzi貫�
- no tak, ale jeszcze tego nie ogl康a貫m
Aldona sta豉 obok wpatruj帷 si� w Wys豉nnika ze szczerym uwielbieniem.
- czy to ty Bo瞠? – spyta豉
- niezupe軟ie – jak zwykle odpowied� by豉 dyplomatyczna
- jak to? – uwielbienie szybko znikn窸o z oblicza Aldony. – gdzie jest B鏬? – 膨da豉 odpowiedzi.
- … e… no.. B鏬 oczekuje ciebie – odpar� Wys豉nnik - jestem jego przedstawicielem - usi這wa� si� przedstawi�.
- a co mnie obchodzi jaki� przedstawiciel – ja do Boga si� modli豉m ca貫 篡cie to czego� od niego oczekuj� nie? – Aldona okaza豉 si� osob� konkretn� i jak si� okaza這 w swej dewocji mia豉 軼i郵e okre郵ony interes.
- a to jest tw鎩 Anio� Str騜, kt鏎y by� przy tobie przez ca貫 twoje 篡cie – niezra穎ny Wys豉nnik – wyja郾ia� dalej jak si� rzeczy maj�, je郵i ju� jakkolwiek.
- ty draniu! – Aldona ruszy豉 w kierunku Skrzydlatego, zamachn窸a si� r瘯� i z ca貫j si造 uderzy豉. Jej r瘯a g豉dko przesz豉 przez prze廝oczystego Skrzydlatego, kt鏎y i tak z przera瞠niem odskoczy�.
- m闚i貫m, 瞠 to wariatka! – krzykn掖
- spokojnie – tylko Wys豉nnik nerw nie utraci�, z prostej przyczyny, takowych nie posiada�. – nie czas na k堯tnie teraz. Aldono Bogobojna, chcia貫m ci� powiadomi�, 瞠 w豉郾ie umar豉�. Od tej pory cokolwiek zrobisz i uczynisz zostanie wzi皻e pod uwag� na s康zie Tr鎩cy 安i皻ej. A teraz pod捫aj za mn� w stron� 鈍iat豉. – Wys豉nnik odwr鏂i� si� i powoli zacz掖 i嗆. Aldona niepewnie spojrza豉 na Skrzydlatego, kt鏎y pokaza� jej j瞛yk.
- On pokaza� mi j瞛yk – krzykn窸a graj帷 na zw這k� i pilnie rozgl康aj帷 si� czy nie ma drogi ucieczki. Jako� nie kwapi豉 si� do uczestniczenia w s康ach. Za 篡cia zbyt cz瘰to si� procesowa豉 z s御iadkami w s逝sznej wed逝g niej sprawie, a znajomy s璠zia przes康za� wynik rozpraw na jej korzy嗆. Sporo zreszt� na tym zarobi豉. Wiedzia豉 zatem jak s康y wygl康aj�, a jako� nie mog豉 sobie przypomnie�, by zna豉 kogo� w niebia雟kich kr璕ach.
- Skrzydlaty – Wys豉nnik odwr鏂i� si� i gro幡ie spojrza� na podopiecznego – upominam ci�! – Skrzydlaty pokornie z這篡� skrzyd豉 i przybra� niewinne oblicze.
- gdzie� ty by� jak mi m捫 z domu uciek�? – dopytywa豉 si� teraz Aldona. Polaz� z jak捷 kurw�! I nie wr鏂i�, a tyle si� modli豉m, 瞠by psia ma� j� wzi窸a – Aldona wylewa豉 sw鎩 瘸l.
- Aldono, upominam i ciebie – grzmia� teraz Wys豉nnik, bo sytuacja powoli wydawa豉 si� wymyka� spod jego kontroli.
- A se upominaj! – krzycza豉 Aldona – ja dobrze 篡豉m, inni mi chcieli zaszkodzi�, ale ja si� nie dam. Ja do Boga si� codziennie modli豉m i co? Gdzie on jest? G闚no mi z tego przysz這
- Nie przeklinaj – Wys豉nnik upomina�
- bo co? B璠�! Co mi zrobisz? - Kur.. kut… pierd…. – zacz窸a wariacj� 豉ci雟k�
- bo dost徙isz degradacji – pogrozi� Wys豉nnik - chcia貫m ci przypomnie�, 瞠 nadal jeste鄉y w ko軼iele – pr鏏owa� odwo豉� si� do jej uczu� religijnych.
- p馧 篡cia tu sp璠zi豉m i co mi z tego przysz這?
- no, modli豉� si� – podpowiedzia� Skrzydlaty – to chwalebne – doda� na pocieszenie, bo jako by造 cz這wiek doskonale rozumia� punkt widzenia Aldony. Samemu trudno by這 mu zostawi� domy, samochody, kochanki, kt鏎e nawiedza� po nocach, bo tak bardzo nie chcia� odej嗆. Zostawia� takie 篡cie? No Aldona na co� liczy豉 widocznie za 篡cia, a wraz ze 鄉ierci� okaza這 si� pewnie, 瞠 si� przeliczy豉.
- pewnie, 瞠 si� modli豉m, ale o co�, dla samych mod堯w do ko軼io豉 nie biega豉m. Spadek po kochanku si� szykowa�, wszystko mi zapisa�, zszed� tydzie� temu, dzi瘯owa豉m dzisiaj, bogata od tygodnia by豉m, cholernie bogata, a tu takie zej軼ie nagle. Najpierw my郵a豉m, 瞠 o鈍iecenia dozna豉m z tej modlitwy, ale widz�, 瞠 cia這 mi tam le篡 i zwyczajnie zesz豉m! – jej frustracja si璕a豉 granic wytrzyma這軼i. – gdzie� by� draniu? Powtarzam
- a sk康 ja mog貫m wiedzie�, dobrze ci sz這 – broni� si� Skrzydlaty. Taka bogobojna si� wydawa豉�
- pozory myl� – wtr帷i� si� Wys豉nnik – a teraz czas na s康
- ja nie chc� s康闚, ja chc� moj� kas� – 趾a豉 Aldona
- to nie by豉 twoja kasa – stara� si� 鈍iadomo嗆 Wys豉nnik
- ale mog豉by by� moja – Aldona rozumowa豉 inaczej – co oni tam robi� na tym s康zie – spyta豉 nagle przypomniawszy sobie, 瞠 鄉ier� to nie koniec
- nic – odpar� Wys豉nnik, a Skrzydlaty zacz掖 nagle si� poci� prze廝oczystymi kropelkami. – u鈍iadamiaj�.
- jak to? – dopytywa豉 si�
- sama zobaczysz, faktem 豉godz帷ym jest, 瞠 rodzina denata poda豉 ci trucizn�. W豉郾ie dlatego twoje zej軼ie do przypadkowych nie nale瘸這..
- a to moczymordy! – 瘸chn窸a si� Aldona - jak oni mogli, a ja tak o nich dba豉m, nieba bym im przychyli豉, ka盥ym si� interesowa豉m
- o nie w徠pi�, ale w moim raporcie pe軟o by這 intryg i plotek
- to nie prawda, ja chcia豉m dobrze! Dobra by豉m !!! prawda? Czy ja by豉m dobra – Aldona poczu豉 si� nagle mniej pewnie i usilnie szuka豉 potwierdzenia dla swego dobrze prze篡tego 篡cia.
- stara豉� si� – Wys豉nnik zn闚 okaza� si� mistrzem dyplomacji – a teraz je郵i pozwolisz, chod幟y ju�.
Aldona powoli ruszy豉 za Wys豉nnikiem.
- A co ze mn�? – spyta� Skrzydlaty, kt鏎y spe軟i� ju� swoje zadanie.
- na razie pom騜 Str騜owi czasem. Wydaje si�, 瞠 b璠zie potrzebowa� pomocy, ale nieoficjalnie, pomagaj dyskretnie, to bardzo ambitny przysz造 anio� i dobrze si� zapowiada.
Zadowolony Skrzydlaty wirowa� w 鈍iecie duchowym. Teraz b璠zie ciekawiej, rozmy郵a�. Jednak 瘸l mu si� zrobi這 Aldony. Postanowi� zapyta� si� o ni�. Dopiero po 鄉ierci m鏬� j� pozna� i przekona� si� jak barwna to by豉 posta�. Nagle zrozumia� czemu to on mia� si� ni� zajmowa�. 畝l mu by這 Aldony. Jej przypadek nagle wyda� mu si� bliski temu co on przechodzi� i dopiero teraz zat瘰kni� za ni�. Jak m鏬� tak ma這 uwagi jej po鈍i璚i�. No c騜, przecie� nie wiedzia�, 瞠 ona mia豉 tak interesuj帷e 篡cie. No i 瞠 mia豉 osobowo嗆, uczucia, cele i pragnienia. Wydawa這 si�, 瞠 ona tylko si� modli… Spryciara, nie幢e go oszuka豉…
***********************************************8
Rok pa雟ki 2006 wrzesie�, Holandia
Pi徠ek 8 wrzesie�
Cecylia siedzia豉 przy stoliku w jednej z leidenowskich knajpek. By豉 przera穎na i zasmucona swoj� sytuacj� 篡ciow�, usi這waniem osiedlenia si� w Holandii i szukaniem pracy, kt鏎e dawa這 ma這 efekt闚. Zrobi豉 ju� co mog豉, zrobi豉 wiele, wsz璠zie spotyka豉 si� z odmow�, b康� wstrzymaniem decyzji. By nie podda� si� czarnym my郵om pisa豉 afirmacje. Wedle zasady: co ukryjesz, przepadnie na wieki, stara豉 si� nie przyznawa� przed sob� sam�, 瞠 jest 幢e, a zapowiada si� gorzej. Ale pod鈍iadomo嗆 g逝pia nie by豉. Cecylia chcia豉 dobrze, ale pod鈍iadomo嗆 nie chcia豉.
Cecyliowy Anio� Str騜 siedzia� naprzeciwko, ale ona go nie dostrzega豉. Jak zwykle patrzy� na ni� z trosk�, uwag� i mi這軼i�. Te fale mi這軼i wysy豉� zapami皻ale ostatnio, bo chcia� pom鏂, co Cecylia odczuwa豉 jako dziwne drgania gdzie� w okolicy serca i wszechogarniaj帷� ochot� na p豉cz oraz t瘰knot� za przyjacielem, kt鏎emu mog豉by si� rzuci� w ramiona i tak pozosta�.
Obok Str騜a przysiad� si� Skrzydlaty
- gdzie jeste鄉y? – spyta� dla lepszej orientacji przestrzenno – 鈍iatowej
- ziemia – Europa, Holandia, Leiden
- aha, spoko to� kapuj�, 瞠 zmiana zasz豉 i na Holandi� ci� wyrzuci這. Tylko kilka godzin temu by� Rijnsburg
- to jeszcze b璠zie, i b璠zie Haga i Amsterdam, a jutro Rotterdam
- dobra, i tak trafie, nie potrzebuj� nawet mapy
- to co si� durnie pytasz
- dla podtrzymania konwersacji… Jak my郵isz – Skrzydlaty zmieni� temat – da這by si� j� jako� roz鄉ieszy�
- nie bardzo, zobacz, 透y jej si� cisn� do oczu, spogl康a nieco w g鏎� by sobie nie rykn望 zdrowo. To sumie nie naj豉twiejszy okres w jej 篡ciu – Str騜 komentowa� 篡cie Cecylii – du瞠 ryzyko i ogromny znak zapytania. Moje zadanie to pom鏂, by wyl康owa豉 w miar� mi瘯ko, tylko, 瞠 to b璠zie awaryjne l康owanie. – Str騜 zamilk�, a Skrzydlaty ju� dawno przesta� s逝cha�, bo jego uwag� przyci庵n窸o co innego.
- Ty debilu – wolno powiedzia� Str騜 kiedy zorientowa� si� co robi Skrzydlaty
- no co? – obruszy� si� tamten nie przestaj帷 zabawia� si� swoim narz璠ziem godno軼i, uzyskanym stosunkowo niedawno od w豉dz anielskich – odk康 mi zwr鏂ili m瘰ko嗆 i to taki rozmiar, to chyba mi wolno, wiedzieli chyba co robi� – doda� na swoje usprawiedliwienie. – co mam na p馧k� od這篡� czy co?
- robisz to publicznie! – Str騜 oskar篡cielsko zmarszczy� brew
- spoko, nikt nie widzi
- ja widz�!
- i wcale mnie to nie cieszy, gdyby� chocia� by� kobiet�
- oni tam w g鏎ze kompletnie nie kontroluj� kogo bior� w swe kr璕i anielskie – skomentowa� Str騜
- kompletnie! – potwierdzi� Skrzydlaty wzdychaj帷 cicho.
Nie鈍iadoma niczego Cecylia cicho p豉ka豉 pisz帷 swoje afirmacje, Str騜 si� z這軼i�, a Skrzydlaty nie przerywa� raz podj皻ej akcji.
- zobaczmy, mo瞠 Cecylia zwr鏂i uwag� i si� ucieszy – Skrzydlaty nieopatrznie wtargn掖 na grunt 郵iski niczym l鏚 i niebia雟ko niebezpieczny – zawsze j� to cieszy這… - urwa� i umilk�. Niestety zbyt p騧no zda� sobie spraw� z tego, 瞠 powiedzia� o kilka s堯w za du穎.
- co� powiedzia�? – Str騜 by� ju� bardzo z造, a teraz jeszcze do sprawy w陰czy這 si� jak瞠 ludzkie uczucie, a na imi� mu by這 zazdro嗆. – jak to cieszy這? Cecylia jest moja…. moj� podopieczn� – poprawi� si� szybko
- no tak – przytakn掖 Skrzydlaty – moja podopieczna odesz豉 w spokoju, mo瞠 niezupe軟ym i chwale bo瞠j, te� niezupe軟ie. Jaka to 鈍i皻a osoba by豉… - oddycha� coraz ci篹ej, posapywa� coraz g這郾iej – o tak – m闚i� przeci庵le – a� strach o seksie by這 pomy郵e� przy niej. Oooooo Panie! 安ie�… - trysn窸o, a Skrzydlaty przymkn掖 swe anielskie powieki
- ty kretynie , zachlapa貫� stolik
- jakbym nie chcia� , to bym nie zachlapa�. A jakie to ma znaczenie.
Str騜 ponownie spogl康a� gro幡ie. Napi璚ie pomi璠zy dwoma anio豉mi osi庵n窸o punkt, kt鏎ego przekroczenie grozi這 bijatyk�. Do bijatyki nie dosz這, bo Cecylia nagle roze鄉ia豉 si� dziko i bezg這郾ie. Chwil� potem zamy郵enie i smutek ponownie zago軼i造 na jej twarzy.
- widzia貫�? - Skrzydlaty nie dawa� za wygran� – widzia豉 to!
- g闚no widzia豉 – zaoponowa� Str騜
- no g闚na to ja nie zrobi貫m – 瘸chn掖 si� Skrzydlaty – ona nie taka 郵epa jak wi瘯szo嗆, ona widzi
- nie widzi
O ma這 zn闚 nie dosz這by do coraz cz瘰tszych ju� k堯tni pomi璠zy przysz造mi anio豉mi, gdyby nie Cecylia, kt鏎a unios豉 g這w� i spojrza豉 wprost na swojego Str騜a
- to jednak tu siedzisz ze mn� – jej my郵 zosta豉 podchwycona natychmiast
- tak oczywi軼ie – spogl康a� na ni� z ogromem mi這軼i nie tylko czysto anielskiej – dotkn掖 Cecyliowego ramienia i r闚nie telepatycznie spyta�
- czy ty go naprawd� widzisz? – doskonale wiedzia�, 瞠 tak, ale nadziej� mo積a mie� zawsze
- tylko czasami – odpar豉 Cecylia zgodnie z prawd�, lecz nad u鄉iechem zapanowa� nie potrafi豉
- widzisz, widzisz – wtr帷i� si� Skrzydlaty, bo ju� i tak za du穎 powiedzia�, a te� chcia� by� dostrzegany. M闚i貫m, 瞠 to nie debilka, a ju� na pewno nie dewotka.
- dobra, to teraz zostaw nas samych – poprosi� Str騜
- dobra, ju� mnie nie ma, ptaszki sobie chc� po獞ierka�, to si� zmywam, to znaczy te… go陰bki – u鄉iechn掖 si� pewny swojej wygranej w dyskusji ze Str騜em i po prostu znikn掖.
- przepraszam za niego
- nic nie szkodzi – wymienili uwagi grzeczno軼iowe jakie wypada這 – on jest specyficzny – Cecylia u鄉iechn窸a si�
- o tak, bardzo, a ja… - Str騜 urwa�, bo o sobie m闚i� nie lubi�, a pewnie i nie umia�, a ju� tym bardziej o swoich s豉bo軼iach, kt鏎e mia� pokona�, by i嗆 wy瞠j – nie wiedzia貫m, 瞠 to taka robota… ach te ludzkie cechy – zako鎍zy�
Cecylia patrzy豉 pytaj帷o stanowczo oczekuj帷 rozwini璚ia tematu
- jestem zazdrosny, a nie powinienem – powiedzia� w ko鎍u tre軼iwie – to bardzo nie po anielsku
- to bardzo po ludzku – Cecylia zn闚 lekko si� u鄉iechn窸a – patrzy豉 na niego i do鈍iadcza豉 znajomego uczucia, 瞠 zna go tak dobrze, chocia� zdecydowanie nie spotkali si� wcze郾iej – dobrze, 瞠 jeste�, strasznie mi tu samotnie i niepewnie – chcia豉, 瞠by wiedzia�, 瞠 ona go docenia.
- to trudny okres dla ciebie, a ja wcale nie mam z tob� 豉two
- ja jestem trudna dla ciebie? – spyta豉 kokieteryjnie
- nie o to chodzi
- mo瞠 w豉郾ie dlatego opiekujesz si� mn�, wiedz, 瞠 ja ci� potrzebuj�… i to bardzo – doda豉
- to chyba obop鏊ne, jak ci nie pomog�, to nie p鎩d� wy瞠j – za瘸rtowa� – ale teraz nie bardzo mi zale篡 na chodzeniu wy瞠j , po prostej czy tak gdziekolwiek w d馧. Ja bym niczego nie zmienia�…
- dobrze, to chod幟y razem dalej. Nie wiem jak ty, ale ja musz� siusiu.
- to ja poczekam
- te� dobrze. Byliby鄉y bardzo zgodn� par� – zauwa篡豉
- no tego to ju� m闚i� nie powinna�, miej lito嗆 kobieto…
**********************
Aisa |