wspomnienia z Anglii
|
| Data publikacji: 27-08-2007 Autor:dyzio Kategoria:Opowiadania Ods這n:4720 |
Chc� te� przedstawi�, na nast瘼nych stronnicach, kilka bardziej lub mniej ciekawych historyj. Dla ka盥ego, kto nie by�, nie widzia�, b璠zie to mo磧iwo嗆 zrozumienia i poznania nowego stylu 篡cia. Dla tych „wybra鎍闚”, co widzieli, b璠zie szans� na skonfrontowanie z w豉snymi do鈍iadczeniami, co najpewniej jednych pocieszy, innych troch� mniej.
W du瞠j mierze, b璠zie to po prostu, nasz (m鎩 i kilkoro moich przyjaci馧) album zdj璚iowy, w kt鏎ym zamiast b造szcz帷ych, kolorowych kawa趾闚 papieru, b璠zie troch� literek. I cho� nie dla wszystkich zrozumia造ch, ze wzgl璠u na temat, zdawkowo嗆 i aliteracki styl, to dla adresat闚 na pewno, w sympatyczny komiks u這穎nych. Bo 篡cie dla pracy, to tak瞠 czas wolny, ulotne chwile, chwile ulotne i nowi znajomi. To brak regu�, systematyczno軼i i sprawdzonych metod. To cz瘰to brak ch璚i, woli i wiary.
***********************************************************
Potok kolorowych ludzi. Wygl康am lepszych taczek i zgrabniejszych Chinek. Nie rozmawiamy. Ka盥y ma swoje rzeczy do pouk豉dania. To ju� ze dwa miesi帷e od przyjazdu. Chcia這by si�, s這wami Adasia Mia販zy雟kiego powiedzie�: „co ja tu kurwa robi�?”.
Pod siedzeniami kulaj� si� puste puszki i butelki. Troch� papierk闚, paczka po papierosach. Jakie� bletki, niedopalone skr皻y, rzadziej pety. I stosy rozdeptanej, przemoczonej, darmowej gazety.
Przy ka盥ym hamowaniu autobusu, ogromn� falang� uderzaj� w moje nogi. Kopi� je na bok. Przy nast瘼nym hamowaniu zn闚 powracaj�. Cz窷� z nich z wielkich hukiem, spada ci篹ko po schodach.
Jakby poganiane prze bandy wrednych, niewidzialnych smigoli, p璠z� po pod這dze, na 郵epo, we wszystkie strony. Maj� z tego pewnie niez造 ubaw.
Przekona貫m si� jednak p騧niej, 瞠 to nie s� fikcyjni przybysze z Marsa i ich niewolnicy. To niepotrzebne przedmioty, kt鏎e wyrzucaj�, zapewne nie鈍iadomi istnienia, instytucji kosza na 鄉ieci, leniwi pasa瞠rowie.
Razu pewnego widzia貫m, jak kierowca w unikalny spos鏏 oczyszcza sw鎩 w霩 ze 鄉ieci. Mianowicie na zakr璚ie w prawo otwiera drzwi, kt鏎e znajduj� si� z lewej i w jednej chwili, du瘸 cz窷� zb璠nego balastu, wypada wprost na drog� i mijane samochody.
Mo瞠 dostan� robot�, przy sprz徠aniu autobus闚 w nocy. Tego tutaj na pewno potrzeba...
**********************************************************
Co za pogoda, mro幡o, wieje i m瘸wka. Ostatni� noc sp璠zi貫m u znajomego Angola. Przyszed貫m jak捷 godzin� albo jej p馧, przed p馧noc�. Zlitowa� si� nad bezdomnym, by造m s御iadem. Kupi貫m kilka bronk闚 dla od鈍ie瞠nia znajomo軼i. W pokoju mrok panowa�, jak zwykle i charakterystyczny kawalerski zaduch. Podstawowy sprz皻 do prze篡cia: tv, konsola do gier, kanapa i czajnik bezprzewodowy. W pokoju zasta貫m te� jego partnera z pracy i najprawdopodobniej jednocze郾ie partnera, na dobre i na z貫. To nie by這 po mojej my郵i.
Nie mia貫m si� i nerw闚 na tego typu klimaty. Przecie� w zasadzie ich nie zna貫m.
Mog貫m jednak przespa� si� gdzie� na dworcu.
Mo瞠 pogadam chwile i wyjd�.
圭igali si� samochodami na iksboksie.
By貫m mocno zmechacony i nie chcia這 mi si� gra�.
Zrobili鄉y ca造 towar.
Na schodach w korytarzu, po omacku, dosz這 do rozci璚ia mego 逝ku brwiowego.
Zapyta貫m, czy mog� si� kimn望. Odpowied� by豉 twierdz帷a, wi璚 zwin掖em sobie kurtk� pod g這w� i po這篡貫m na jedynym 堯磬u.
W nocy by這 strasznie zimno.
Obudzi貫m si� nagle. D逝go spa貫m? Oderwa貫m oko, przyklejone do kurtki, spor� ilo軼i� zakrzep貫j krwi. Przede mn� widok taki sam, jaki mia貫m przed oczyma siedem godzin temu. Nadal je寮zili samochodami...
***********************************************************
Ale to przecie� tymi wspomnieniami 篡j�. Tylko to mnie trzyma przy 篡ciu. Te chwile, kt鏎e mam w pami璚i, od鈍ie瘸ne kilkana軼ie razy na dzie�. Zapisane w pami璚i kartki od ludzi, kt鏎ych pozna貫m. Pami徠ki z miejsc, w kt鏎ych by貫m. Gdy ju� nie wiem czy przetrwam, to cho� na pi耩 minut, zatapiam si� w nich, jak w przejrzystej, kryszta這wej wodzie. Powielam, jak stare fotografie. Wyblak貫, ju� bez pierwszego blasku, ci庵le jednak pe軟e jasnych, pi瘯nych dni.
My郵owy klaser z powycieranymi brzegami, odrapanymi kantami, w twardej po-PRL-owskiej obwolucie. Trzymam go zawsze pod r瘯�, czuj�, 瞠 jest przy mnie, m鎩 czarodziejski pami皻nik i najlepszy przyjaciel jednocze郾ie. On nie narzeka, gdy o nim zapomn�, rzuc� w k徠 do szuflady i d逝go nie dotykam.
Czeka cierpliwie, a� b璠zie potrzebny. Otworzy si� w zupe軟ie przypadkowym miejscu. Kr鏒kie notatki, kogo� profil, zapomniany rachunek sumienia. Kolorowe pineski, przytrzymuj� r騜ne wspomnienia. Jakie� odr璚zne zapiski, powklejane fotki, 寮嬌豉 trawy, kilka ziaren piasku i znajome kamienie. Jak wpisy w szkolnym pami皻niku, tyle 瞠 jedn�, w豉sn� r瘯� pisane. Szybko przeskakuj� po kolejnych wersach, nie mog帷 skupi� si� na jednym, jakby natychmiast znika造. Niekt鏎e pozostaj�, ale s� mocno zamazane. Pojawiaj� si� te� nowe, z zupe軟ie innego wymiaru.
Dwie sklejone karty. Co one kryj�? Inny klimat i barwa. Troch� podejrzliwo軼i, b喚dy, 透y i jaka� pos瘼na mina. Stary cz這wiek ze srog� twarz�, wykrzykuje i wymawia mi z貫 zachowanie. Czuj� si� jak sztubak. M闚i mi, 瞠 幢e si� ucz� i nie mam przysz這軼i. Zaraz kto� inny p豉cze, narzeka, 瞠 zrobi貫m mu krzywd�, 瞠 zostawi貫m, 瞠 nie pami皻am... Jak to? I wspania豉 otch豉� wody, kolory, t璚za, jaskrawe barwy i jasne niebo. Lekkie chmury, szumi帷e tataraki, fale...
Kocham was wspomnienia!
**********************************************************
� Nie mamy dnia, za du穎 dni - dyzio zagadkowo
� 疾by to spali�... trzeba b璠zie w du篡ch ilo軼iach pali�... - gringo
� Nie, ale to w ko鎍u ile?
Ja m闚i�, 瞠 z dych� - dyzio
� Dych� jarania, no...
� No, bo co? Nie no tr鎩k� we幟iemy do Zakopca, jeszcze w poci庵u b璠ziemy jara� -dyzio
� Jeszcze laski jakie�... -gringo podpowiada
� Tytk� zjaramy w poci庵u... w jedn� i drug� stron�... z jakimi� kumplami, dupami, co�... to si� zjara te� tytk�, sami te� zjaramy tytk�, to tr鎩k� na bank trzeba wzi望, 瞠by tam nie kupowa� - dyzio rozpoczynaj帷 debat�
� No...
� A mo瞠 nawet czw鏎k� wzi望... - dyzio (urywany 鄉iech)
� 疾bym ci� nie musia�, kurwa... nosi� - gringo opieku鎍zo
� No... no i co, u nas? - dyzio
� Za堯禦y, 瞠 takich pi耩 balet闚? - gringo
� U nas?
� No...
� B璠zie tyle?
Nie b璠zie tyle... - dyzio
� To cztery balety
� No to ju� s�... dwa gramy - dyzio
� (鄉iech gringa)
� Trzy?
I w Poznaniu... a w Poznaniu?
Te� jarania troch� trzeba... - dyzio
� Dwie noce na bank tam b璠�, wi璚... - gringo
� No; jaranie musi by� zawsze!
To z dycha musi by�, dycha, po dychu - dyzio
� No, najwy瞠j Ci zostawi�...
� Nie, no spokojnie, kurwa bracie
� No, z dych� trzeba mie� - gringo
� Przecie� nawet nie wiem, czy starczy - dyzio
� Dych� jara雟ka i teraz tej fetki, noo... - gringo
� To, to jest ile jarania, ile to jest rajania - dyzio
� Dycha to jest... ile?
� Z dwadzie軼ia z這tych... nieca貫...
Zale篡 ile za豉twi...
� To jest sto z這tych, nie?
� Sto z這tych?
� A ile?
Sto dwadzie軼ia... sto pi耩dziesi徠...
Im wi璚ej tym taniej, nie?
� No tak, ale bez przesady, kurwa, ze sto pi耩dziesi徠, tak, na pewno - dyzio
� No, to masz jarania, za sto pi耩dziesi徠 z這tych - gringo
� No... i fety troch� by trzeba
� Fety? Na bank...
Pi耩, no cztery dobre balety na fecie... - gringo
� No, ale w dzie� jeszcze...
[...]
� A jakie� guz造? - dyzio
� Nie, co ty?
� Nie?
� Nie!
� Chyba, 瞠 co� jeszcze, kwasa jakiego�?
� Hmm...
dyzio |