Zepsucie
|
| Data publikacji: 04-06-2005 Autor:DareY Kategoria:Opowiadania Ods這n:4633 |
"Zepsucie osi庵a zenit
Zepsucie si� rozprzestrzeni..."
TeDe
D德i瘯 budzika przeszy� cisz� metalicznym warkotem. Obudzi豉 si�. Przez chwil� le瘸豉 z zamkni皻ymi oczami. Jej g這w� przeszywa� pulsuj帷y b鏊. Powoli przypomina豉 sobie wczorajszy wiecz鏎. Pami皻a豉 jak... nie, nie pami皻a豉. Wypi豉 za du穎. "Dobrze, 瞠 starzy nie zauwa篡li" - pomy郵a豉. Spr鏏owa豉 wsta�, ale straci豉 r闚nowag� i upad豉 z powrotem na 堯磬o.
- Wsta� ju�, Magda - us造sza豉 g這s matki. "Zostaw mnie, wredna babo".
Podj窸a jeszcze jedn� pr鏏�. Zamroczy這 j�, ledwo utrzyma豉 si� na nogach. Niemal po omacku trafi豉 do 豉zienki. Zanurzy豉 twarz w zimnej wodzie. "Ju� lepiej". Umy豉 si� i zacz窸a ubiera�. Bielizna ("w innej nie da si� chodzi�", 80 z這tych), spodnie ("wszyscy w klasie takie maj�", 300), bluzka ("d逝go stara marudzi豉", 200). I sweter - (250 - "kup, co potrzebujesz do szko造 - tak, jasne, mamo").
Zesz豉 z pokoju na pi皻rze do kuchni. Matka naszykowa豉 ju� 郾iadanie.
- Madziu, zaraz musz� lecie�, w lod闚ce masz zup�, na balkonie kotlety, jak wr鏂isz ze szko造 to sobie odgrzej, ja b璠� dopiero wieczorem.
"Odwal si�" - Dobrze, mamo. Kiedy wraca tata? - "Oby jak najp騧niej".
- Pojecha� na konferencj�, dopiero w pi徠ek.
"Wspaniale!"
- To pa, Madziu, do wieczora.
- Pa, mamo - "I nie wracaj za szybko".
W milczeniu prze簑wa豉 bagietk� z szynk�. Stwierdzi豉, 瞠 nie czuje g這du. Wyrzuci豉 reszt� jedzenia do 鄉ieci i wysz豉 do szko造.
Jej szko豉, kt鏎a mia豉 "uczyni� z dzieci 鈍iat造ch i wra磧iwych ludzi", mie軼i豉 si� w ma貫j uliczce, niedaleko od centrum miasta. Fakt, by豉 ekskluzywna. Byle ho這ta tam chodzi� nie mog豉. Czesne 600 z這tych za miesi帷 skutecznie j� powstrzymywa這.
"Dzisiaj dziewi耩 lekcji. Ku..."
- Cze嗆, Magda - przerwa� jej g這s zza plec闚. Odwr鏂i豉 si�. Przed ni� sta� jeden z jej koleg闚 z klasy - wysoki ch這pak w lu幡ych ciuchach. "Nie幢e starych naci庵n掖, ma na sobie ze dwana軼ie bani".
- Cze嗆 - mrukn窸a. - Zrobi貫� hiszpa雟ki?
- Nie, a ty?
Nie odpowiedzia豉. "A jak my郵isz, kretynie?" Szli przez chwil� w milczeniu.
- Chce ci si� siedzie� w szkole? - przerwa豉 cisz�.
- Nie - za鄉ia� si� ch這pak, po czym oboje zawr鏂ili w stron� pobliskiego parku. Ch這pak wyj掖 papierosy ("Na lepsze ci starzy kasy nie dali?") i j� pocz瘰towa�. Usiedli na 豉wce, zapalili. By這 ca趾iem pusto, jak zwykle tu� przed 鏀m� rano.
- Ile godzin opu軼i豉� w tym miesi帷u?
- Jakie� pi皻na軼ie.
- Nie boisz si�, 瞠 zadzwoni� do domu?
- No i co z tego? P鏦i starzy p豉c�, nie wyrzuc� mnie.
- A w domu si� nie b璠� czepia�?
- A jak nawet, to co z tego? Jakbym si� jeszcze starymi przejmowa豉...
Wypalili jeszcze kilka papieros闚. Powoli przypomina豉 sobie wczorajszy wiecz鏎. Pami皻a豉 ju�, jak przysz豉 kole瘸nka z w鏚k�. Pami皻a豉, jak pi造. P騧niej ju� tylko ciemno嗆 i przeb造ski 鈍iadomo軼i. Podarty podr璚znik do angielskiego. Rozrzucone p造ty. Znowu ciemno嗆.
Po jakim� czasie zacz窸a si� nudzi�.
- Mo瞠 kupimy co� do picia?
- Czemu nie?
Ruszyli w kierunku ma貫go osiedlowego sklepu, kt鏎y zwykle gromadzi� okolicznych pijaczk闚. O tej godzinie nie sta� tam jeszcze 瘸den. Ch這pak wszed� do 鈔odka, po chwili wyszed� z dwiema butelkami.
- Co kupi貫�?
- Komandosa. Najmocniejszy i najta雟zy.
- Chyba tak.
Wr鏂ili do parku. Pojawi造 si� ju� pierwsze matki z dzie熤i. W milczeniu zacz瘭i rozpija� przezroczyst� ciecz. Po opr騜nieniu po這wy butelki do jej 鈍iadomo軼i przebi這 si� jeszcze kilka obraz闚 z poprzedniego wieczoru. Pot逝czona butelka w ogr鏚ku s御iada. Trza郾i璚ie drzwi od pokoju. Upadek na 堯磬o. Chyba jeszcze co�, ale nie by豉 pewna. Poci庵n窸a solidny 造k. Jaka� kobieta spojrza豉 na nich z odraz�. Ch這pak wyj掖 z kieszeni niewielk� dilerk�.
- Po ile kupujesz zielone?
- 30 za gram.
- Starzy si� nie domy郵aj�?
- Je郵i nawet, to co z tego?
Zapalili po skr璚ie. Jej stan si� ani troch� nie zmieni�. By這 jej wszystko jedno. Wypi豉 jeszcze troch�. Promienie porannego s這鎍a rozgrzewa造 jej g這w�. Powieki opada造. Jednym d逝gim 造kiem wypi豉 reszt� p造nu z butelki, po czym cisn窸a j� za siebie. Czu豉 coraz wi瘯sz� senno嗆. Zn闚 jakie� wspomnienie... nie, chyba nie. "Niech to s這鎍e w ko鎍u zajdzie." Zasn窸a.
Obudzi造 j� promienie s這鎍a, kt鏎e wisia這 ju� nad drug� stron� parku. Rozejrza豉 si�. Siedzia豉 na 豉wce sama - ch這pak ju� poszed�. Nie wiedz帷, kt鏎a godzina, zacz窸a oci篹ale, krok za krokiem, posuwa� si� w stron� domu. Gdy wr鏂i豉, na zewn徠rz robi這 si� ju� szaro. "Co by這 w szkole?". St逝mi豉 t� my郵 - "jutro rano si� dowiem. Wszystko jedno, starzy przecie� p豉c�, nic mi nie mog� zrobi�". Z ulg� rzuci豉 si� na 堯磬o. Przypomnia豉 sobie, 瞠 dzisiaj ma angielski. I lekcj� fortepianu. "O matko, raz nie p鎩d�, co si� stanie? Starzy p豉c�." Z t� my郵� zapad豉 w sen.
D篤i瘯 budzika przeszy� cisz� metalicznym warkotem. Obudzi豉 si�. Przez chwil� le瘸豉 z zamkni皻ymi oczami. Jej g這w� przeszywa� pulsuj帷y b鏊.
DareY |